Piekielna zemsta nastolatki w powieści Carrie – Stephen King

Zapraszam na powrót do roku 1974, kiedy to narodził się Król Horroru, a wraz z nim dziewczyna w zakrwawionej sukni balowej. „Carrie” to książka, od której wszystko się zaczęło. Czy po ponad pięćdziesięciu latach od premiery ta krótka powieść wciąż potrafi zjeżyć włos na głowie? Czy może trąci już myszką i literacką naftaliną? Sprawdźmy!

carrie king

Quick Look: Plusy i Minusy
Krwawe trofeum: Za bezwzględne, mistrzowskie przedstawienie szkolnego prześladowania, które boli bardziej niż finałowa rzeź.

Zgrzyt: Styl udokumentowanego reportażu (wycinki z gazet, przesłuchania) na początku potrafi wybić z rytmu. Trzeba się przyzwyczaić do tej rwanej narracji.




Poznajemy Carriettę „Carrie” White – nastolatkę z miasteczka Chamberlain. Dziewczyna w szkole przechodzi przez prawdziwy czyściec, a w domu czeka na nią religijne piekło zgotowane przez matkę. Carrie jest idealnym celem dla rówieśników. Wycofana, niemodnie ubrana, przerażona własną fizycznością (słynna, dramatyczna scena pod prysznicem, otwierająca książkę).
Splot wydarzeń, wyrzuty sumienia jednej z dziewcząt oraz czysta złośliwość drugiej doprowadzają do tego, że Carrie trafia na bal maturalny. I gdy wydaje się, że dziewczyna w końcu dotknęła normalności… na scenę wkracza wiadro pełne świńskiej krwi. Potworny błąd ze strony jej prześladowców. Carrie odkrywa w sobie niszczycielską moc telekinezy. Chamberlain zamienia się w płonące krematorium.

W „Carrie” nie ma wampirów ani demonów. Najstraszniejszym potworem jest tutaj ludzkie okrucieństwo oraz fanatyzm religijny Margaret White.
Klimat książki jest niesamowicie duszny, lepki od potu i toksycznego wstydu. King genialnie buduje napięcie. Przez formę fikcyjnego reportażu od początku wiemy, że dojdzie do tragedii. Autor rzuca nam przed oczy zeznania świadków katastrofy, zanim ta w ogóle się wydarzy! Czytając, czułem się, jakbym oglądał powolny wypadek pociągu. Doskonale wiesz, że zaraz dojdzie do zderzenia, ale nie potrafisz odwrócić wzroku.
Finałowa rzeź na balu i następująca po niej demolka miasta to czysty, krwawy slasher w wersji makro. Sceny, w których Carrie zamyka drzwi sali gimnastycznej i zamienia system przeciwpożarowy oraz instalację elektryczną w narzędzia tortur, są bezlitosne i potwornie obrazowe.

Wskaźnik strachu
Licznik trupów (Body Count): 9/10 (Carrie dosłownie wymazała miasteczko z mapy)
Ilość zużytego osocza (Gore): Bardzo wysoka (Świńska krew to dopiero początek)
Poziom adrenaliny: Wysoki (Finał czyta się na jednym wdechu)

Mój werdykt w jednym zdaniu: Brutalny, genialnie skomponowany i bolesny portret nastoletniego odrzucenia, który udowadnia, że najgorsze potwory rodzą się w szkolnych ławkach i domowych sypialniach.

Dla kogo jest ta książka?
Przeczytaj, jeśli: Chcesz zobaczyć, jak rodził się talent Kinga. Uwielbiasz motyw krwawej zemsty i szukasz horroru, który zamiast tanich straszaków oferuje potężny ładunek emocjonalny.

Odpuść sobie, jeśli: Nie tolerujesz nieliniowej narracji (wstawki dokumentalne potrafią zmęczyć) lub szukasz subtelnej, gotyckiej opowieści o duchach bez wszechobecnej brutalności.

„Penny Dreadful” – Moja prywatna audiencja w piekle

Wchodzimy w mroczne uliczki wiktoriańskiego Londynu, gdzie mgła miesza się z dymem z kominów i zapachem krwi. Muszę Ci wyznać – „Penny Dreadful” (Dom grozy) to dla mnie nie jest zwykły serial. Film jest jak list miłosny do klasycznego horroru, napisany krwią i recytowany poezją lorda Byrona.
penny dreadful

Jeśli myślałeś, że widziałeś już wszystko w temacie Frankensteina, Draculi czy wilkołaków, to przygotuj się na to, że ten serial całkowicie zresetuje Twoje oczekiwania. Oto jak ja, jako fan wszystkiego co mroczne, przeżyłem tę podróż do „półświata”.
Wyobraź sobie Londyn końca XIX wieku. Sir Malcolm Murray (Timothy Dalton) i tajemnicza, niemal nadludzka Vanessa Ives (Eva Green) zbierają grupę „wyrzutków”, by odnaleźć zaginioną córkę Malcolma. Dołączają do nich: amerykański rewolwerowiec z mrocznym sekretem (Josh Hartnett) oraz genialny, ale owładnięty obsesją Victor Frankenstein.
Dla mnie Vanessa Ives to najlepiej napisana i zagrana postać kobieca w historii horroru. Eva Green, wykracza poza aktorstwo. Scena seansu spirytystycznego z pierwszego sezonu? Miałem ciarki na plecach i autentycznie bałem się patrzeć w ekran. Widziałem w niej postać rozdartą między świętością, a czystym, demonicznym opętaniem. Nie jest to „dama w opałach” – to kobieta, która patrzy szatanowi w oczy i mówi: „To wszystko, na co cię stać?”.



Zawsze lubiłem historię Victora, ale tutaj… tutaj serce mi pękało. Serial pokazuje Potwora nie jako bezmyślną bestię, ale jako najbardziej ludzką, poetycką i cierpiącą istotę w całym Londynie. Ich relacja – pełna nienawiści, wyrzutów sumienia i filozoficznych debat o sensie istnienia – to dla mnie emocjonalny rdzeń tego serialu.

Serial naprawdę świetnie wygląda. Nie jest to sterylne studio. Czuć ten brud, tę wilgoć piwnic i przepych salonów Doriana Graya. Klimat jest tak gęsty, że można go kroić nożem. Twórcy genialnie połączyli klasyczną literaturę grozy w jedną, spójną opowieść. Tutaj egzorcyzmy, wampiry, wilkołaki i czarownice (wątek z Helen McCrory to majstersztyk!) współistnieją w sposób, który wydaje się całkowicie naturalny.

Warto zauważyć, że ten serial nie traktuje widza jak idioty.
Dialogi są przepiękne, wręcz literackie. To horror intelektualny. Kiedy dochodzi do przemocy, jest ona nagła, brutalna i bardzo krwawa. Serial nie bierze jeńców. „Penny Dreadful” uczy, że w potwornościach też można znaleźć piękno. Prezentuje estetykę, która mnie całkowicie pochłonęła.

Mój Werdykt: Pozycja Obowiązkowa
Jeżeli cenisz, głębię psychologiczną postaci, które są „potworami” nie tylko z nazwy, mroczną, gotycką estetykę doprowadzoną do perfekcji i aktorstwo, które sprawia, że zapominasz o oddychaniu.

…to musisz to obejrzeć. Nie jest to serial na raz – to doświadczenie, do którego ja wracam, gdy tylko zatęsknię za prawdziwym, dystyngowanym mrokiem.

Ciekawy horror psychologiczny „Wiedźma” (The Beldham, 2024)

„Wiedźma” (oryg. The Beldham) – Reżyserka Angela Gulner serwuje nam niszowy horror psychologiczny, który stawia na powolną, psychiczną destrukcję. Rzadko kiedy twórcy tak sprawnie potrafią utrzymać widza w niepewności. Czy to, co oglądamy, to realne zagrożenie, czy może bezwzględna psychoza poporodowa?

wiedzma

Quick Look: Plusy i Minusy

Krwawe trofeum: Za genialne, wywołujące ciarki wykorzystanie dźwięków stukania w ścianach i wszechobecnych ptaków, które sprawiają, że zwykły dom staje się klatką.

Zgrzyt: Tempo w środkowej części filmu bywa tak niespieszne, że niecierpliwsi widzowie mogą zacząć nerwowo zerkać na telefon – film w zasadzie podporządkowany jest jednemu głównemu twistowi.



Fabuła kręci się wokół Harper (w tej roli świetna Katie Parker), świeżo upieczonej matki, która – będąc na skraju wycieńczenia i psychozy poporodowej – decyduje się na powrót do rodzinnego, wiejskiego domu na amerykańskim Południu. Ma tam odpocząć pod okiem swojej matki, Sadie. Zamiast sielanki zastaje jednak gęstą atmosferę, tajemniczą opiekunkę Bette oraz coś, co czai się w ścianach domostwa.

Zgodnie z lokalnymi podaniami, w okolicy krąży tytułowa „Beldham” – archaiczne określenie na wiedźmę lub staruchę żerującą na niewinnych. Harper zaczyna dostrzegać widmowe postacie w mroku, a wokół domu gromadzą się złowrogie wrony. Najgorsze jest to, że potwór najwyraźniej ma plan wobec jej nowonarodzonej córeczki.

Operator wykonał kawał genialnej roboty – kadry są ciasne, klaustrofobiczne, a dom z jednej strony wygląda na przytulny, z drugiej zaś jego układ sprawia, że nigdy nie wiesz, co czai się za rogiem.

Najsilniejszym punktem „Wiedźmy” nie jest to, co widzimy, ale to, czego nie widzimy. Niepokój buduje się tu szeptem, cieniem i przeczuciem, że najbliższe ci osoby mogą nie mieć czystych intencji.

Ścieżka dźwiękowa to mistrzostwo świata w kategorii „budzenie niepokoju”. Każde skrzypnięcie podłogi, każdy nienaturalny stukot w ścianie potrafi zjeżyć włos na głowie. Elementy grozy są tu subtelne, niemal eleganckie, choć potwór – kiedy już majaczy w ciemnościach – potrafi autentycznie zaniepokoić. Aktorsko film stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza relacja między Katie Parker a Patricią Heaton (grającą matkę) tworzy fascynujący, toksyczno-opiekuńczy miks.

Mój werdykt w jednym zdaniu
To stylowy, intymny i szalenie niepokojący horror psychologiczny, który udowadnia, że najstraszniejsze potwory to te, które rodzą się z izolacji, zmęczenia i braku zaufania do własnych zmysłów.

Dla kogo jest ten seans?
Oglądaj, jeśli: Uwielbiasz niespieszne tempo, gęsty folk-klimat, horrory zaangażowane społecznie (jak Babadook czy Midsommar) i satysfakcjonujące, dające do myślenia zakończenia.

Odpuść, jeśli: Oczekujesz dynamicznej akcji, potworów wyskakujących z szafy co pięć minut i hektolitrów krwi rozlewanych przy użyciu piły mechanicznej.

Zwiastun „Wiedźma” (The Beldham, 2024)