Category Archives: Horror Przygodowy

Demoniczny Julian Sands w horrorze Czarnoksiężnik – Warlock 2 (1993)

Pamiętacie te złote czasy, kiedy stacja Polsat puszczała po godzinie 22:00 horrory z VHS-ów tak często, że kwestie bohaterów znaliśmy na pamięć? Mój nastoletni mózg został wtedy absolutnie zaatakowany przez obraz pewnego eleganckiego, a zarazem bezwzględnego czarnoksiężnika. Niedawno wróciłem do „Czarnoksiężnika 2” (Warlock: The Armageddon, 1993) w reżyserii Anthony’ego Hickoxa i muszę Wam powiedzieć jedno: to czysta, nieposkromiona frajda fantasy-horroru lat 90.

Quick Look: Plusy i Minusy

Krwawe trofeum: Za bezczelnie kreatywną i okrutną scenę, w której Czarnoksiężnik zamienia kolekcjonera w żywy, odlewany z powagą obraz-płaskorzeźbę. Efekty z tamtej epoki wciąż robią niesamowite wrażenie!

Zgrzyt: Aktorstwo nastoletnich druidów jest momentami tak „drewniane”, że aż bolą zęby – ale w tym gatunku to niemal tradycja.

Film nie kontynuuje wątków z pierwszej części – to nowa historia oparta na podobnym motywie. Tytułowy Czarnoksiężnik (niezastąpiony Julian Sands) przybywa na Ziemię, aby odprawić rytuał przyzwania swojego ojca – samego Szatana. Aby tego dokonać, musi zebrać sześć mistycznych kamieni runicznych rozrzuconych po współczesnych Stanach Zjednoczonych. Na jego drodze staje dwójka nastolatków pochodzących z dawnego rodu druidów, którzy muszą przejść przyspieszony trening magii, by stanąć do walki z potężnym magiem.

Scenariusz nie próbuje być wysublimowanym dramatem psychologicznym. Jest to klasyczna, pędząca na złamanie karku opowieść „zbierz wszystkie artefakty przed czarnym charakterem” przemieszana z motywami inicjacji młodych adeptów magii i potwornych czynów złego czarnoksiężnika.

Film nie patyczkuje się z widzem. Sceny uśmiercania kolejnych posiadaczy kamieni runicznych są kreatywne, wręcz sadystyczne i pełne fantazyjnych efektów gore. Julian Sands jako Warlock jest wyjątkowo bezlitosny – zabija z zimnym uśmiechem i dandysowym wdziękiem.

Julian Sands całkowicie kradnie ten film! Jego aparycja, styl i oszczędna, ale pełna jadu gra aktorska sprawiają, że złoczyńcy po prostu kibicujemy przez cały seans. Na drugim planie mignie nam m.in. Joanna Pacuła. Młodzi druidzi wypadają nieco słabiej, ale nadrabiają to entuzjazmem. Ścieżka dźwiękowa świetnie podbija mistyczny klimat, a zdjęcia serwują nam mnóstwo mrocznych, nasyconych barwami ujęć.

Licznik Grozy
Body count: 8/10
Poziom adrenaliny: Średni
Ilość zużytego sztucznego osocza: Galony

Dla kogo jest ten film?

Oglądaj, jeśli:
Tęsknisz za kinem grozy z przełomu lat 80. i 90., starymi efektami specjalnymi i bezkompromisowym złym charakterem oraz lubisz połączenie mrocznej nostalgii, czarnej magii i solidnej dawki gore.

Odpuść, jeśli:
Szukasz głębokiego horroru psychologicznego, który nie pozwoli Ci zasnąć z powodu egzystencjalnego lęku. Przeszkadzają Ci lekko trącące myszką efekty komputerowe z wczesnych lat 90.

Magia, krew i blond pasemka – Pakt milczenia – The Covenant

pakt milczenia

Renny Harlin stworzył dzieło, które idealnie wpisuje się w nurt młodzieżowych horrorów z pogranicza fantasy. Produkcja rzetelnie realizuje założenia kina klasy B, celując w nastoletnią widownię spragnioną mrocznej estetyki i popowych hitów w tle. Reżyser, znany z zamiłowania do dynamicznej akcji, sprawnie żongluje kliszami, choć nie unika przy tym potężnej dawki ekranowego kiczu. Całość ogląda się z niesłabnącym rozbawieniem, głównie dzięki specyficznej, połyskującej stylistyce tamtych lat.




Opowieść skupia się wokół tajemniczego sabatu z Ipswich, zrzeszającego potomków kolonialnych czarownic. Czterej nastoletni przyjaciele z akademii ukrywają przed światem potężne, magiczne dziedzictwo. Sytuacja komplikuje się, gdy w miasteczku pojawia się nowy, podejrzany uczeń. Wokół zaczynają ginąć ludzie. Scenariusz opiera się na klasycznym motywie walki dobra ze złem oraz zgubnego wpływu nieograniczonej władzy. Koncept, choć mało oryginalny, potrafi zaciekawić i oferuje kilka widowiskowych zwrotów akcji.

Trudno szukać tutaj paraliżującego strachu, ponieważ twórcy postawili na widowiskowość kosztem psychologicznego terroru. Zagrożenie ma charakter nadprzyrodzony, manifestując się poprzez mroczną magię, która dosłownie wysysa siły życiowe z młodych czarnoksiężników. Brutalność została mocno ugrzeczniona, dopasowując seans do kategorii wiekowej nastolatków. Krwawe sceny praktycznie nie istnieją, ustępując miejsca efektownym, cyfrowym eksplozjom i demonicznym transformacjom. Napięcie budowane jest dynamicznie, głównie poprzez widowiskowe starcia z użyciem sił natury.

Atmosfera angielskim klimatem, spowitym wieczną mgłą i jesiennym mrokiem. Wizualna strona filmu opiera się na chłodnych, niebieskich tonacjach, które potęgują poczucie tajemnicy oraz izolacji elitarnej szkoły. Paranoja narasta w miarę, jak bohaterowie odkrywają zdradę we własnych szeregach, próbując ustalić tożsamość piątego syna Ipswich. Ten gęsty, komiksowy nastrój idealnie maskuje fabularne niedociągnięcia i stanowi najmocniejszy punkt całej produkcji.

Obsada złożona z wschodzących wówczas gwiazd Hollywood prezentuje się poprawnie, choć aktorzy skupiają się głównie na dumnym prężeniu muskułów. Steven Strait oraz Sebastian Stan nadrabiają braki w warsztacie magnetyczną, ekranową charyzmą i intensywnym spojrzeniem. Zdjęcia i scenografia robią spore wrażenie, zwłaszcza mroczne, surowe plenery prowincjonalnego Massachusetts oraz majestatyczne wnętrza starych posiadłości. Efekty specjalne mocno się zestarzały, jednak posiadają specyficzny, retro urok tamtej epoki.

Czy warto obejrzeć?
Pozycja ta stanowi doskonałą propozycję na luźny, nostalgiczny wieczór dla fanów estetyki lat dwutysięcznych. Wielbiciele bezkompromisowego, brutalnego horroru mogą poczuć się zawiedzeni brakiem prawdziwego strachu i wszechobecną naiwnością. Dzieło ma sporo dziur scenariuszowych, nastawione jest na tani efekt, ale broni się czystą, niezobowiązującą rozrywką. Warto dać mu szansę dla niezapomnianego klimatu i ścieżki dźwiękowej.

Zwiastun filmu Pakt Milczenia

Piekielna podróż przez wieki – „Czarnoksiężnik” (Warlock)

Jeśli „Terminator” zamieniłby karabin na zakazaną czarną magię i zamiast w przeszłość udałby się w przyszłość otrzymalibyśmy „Czarnoksiężnika” (Warlock). Ten film z 1989 roku w reżyserii Steve’a Minera to dla mnie absolutna perła horroru fantasy, która zamiast tanich trików serwuje nam mroczny klimat, od którego do dziś cierpnie skóra. To produkcja z duszą, która udowadnia, że prawdziwe zło nie potrzebuje armii – wystarczy jeden charyzmatyczny syn Szatana.

czarnoksiężnik warlock

Mamy rok 1691, Boston. Potężny czarnoksiężnik zostaje skazany na śmierć, ale w ostatniej chwili sam diabeł wyrywa go z rąk kata i przenosi o 300 lat w przyszłość, do współczesnego Los Angeles. Jego misją jest odnalezienie trzech części „Grand Grimoire” – księgi, która posiada moc… cofnięcia stworzenia świata. Brzmi epicko? Bo takie jest!



Śledziłem fabułę z zapartym tchem, zwłaszcza że w ślad za Warlockiem rusza łowca czarownic, Redferne, a do ich duetu dołącza współczesna dziewczyna, Kassandra, na którą rzucono klątwę starzenia się o 20 lat każdego dnia. Bawiłem się świetnie, patrząc na zderzenie XVII-wiecznego łowcy z technologią lat 80., ale to mroczna, okultystyczna intryga sprawia, że ten scenariusz wciąż uważam za jeden z najciekawszych w gatunku.

Kupiły mnie te zdjęcia – od mrocznych, mglistych lasów Nowej Anglii po słoneczne, a jednak niepokojące ulice Kalifornii. Gra aktorska to prawdziwy aktorski pojedynek: Julian Sands kontra Richard E. Grant (Redferne). Grant jako surowy, zdeterminowany łowca jest niesamowicie wiarygodny, a chemia między nim a Kassandrą (Lori Singer) dodaje historii potrzebnego, ludzkiego wymiaru. Nie mogę też zapomnieć o ścieżce dźwiękowej Jerry’ego Goldsmitha – te niepokojące chóry i mocne uderzenia orkiestry budują poczucie nadchodzącej apokalipsy.

Szybki podgląd

Krwawe trofeum: Za scenę „odmładzania się” Warlocka kosztem małego chłopca – to jeden z tych momentów, który przypomina, że lata 80. nie miały hamulców.

Zgrzyt: Efekty specjalne w scenach lotu zestarzały się dość boleśnie, ale przy tym klimacie łatwo przymknąć na to oko.

Mój werdykt w jednym zdaniu: To mroczna, stylowa i diabelnie inteligentna podróż w świat okultyzmu, która udowadnia, że Julian Sands był stworzony do roli syna ciemności.

Statystyki Magii:
Body count: 6/10 (ale każda śmierć jest rytualnie dopieszczona)

Poziom adrenaliny: Średni, ale napięcie trzyma do ostatniej sekundy

Ilość zużytej soli (ochronnej): Kilogramy

Dla kogo?
Oglądaj, jeśli: Kochasz klimaty starożytnych klątw, mroczne fantasy i szukasz czarnego charakteru, którego nie da się zapomnieć.

Odpuść, jeśli: Szukasz nowoczesnego horroru pełnego szybkich cięć i CGI – tutaj tempo jest klasyczne, a groza budowana jest na atmosferze i charakteryzacji.

Zwiastun „Czarnoksiężnik” (Warlock)