Pajęczyna (Cobweb)


Pajęczyna (Cobweb – 2023) – Peter jest małym wrażliwym chłopcem, z dużą wyobraźnią i wielkimi kłopotami z niemiłymi rówieśnikami w szkole. Pewnej nocy chłopiec słyszy pukanie w ścianę swojego pokoju. Rodzice bagatelizują obawy Petera i wmawiają mu, że nocne odgłosy są jedynie wytworem jego wyobraźni. Przerażone dziecko nagle zaczyna słyszeć dochodzący zza ściany szept. Niepokojące słowa burzą niewielki świat Petera. Złowieszcze szepty ujawniają skrywane tajemnice i odsłaniają nieznane oblicze rodziców. Rodzice, którzy zawsze wydawali się być bastionem bezpieczeństwa, jawią się w nowym, mrocznym świetle pełnym półprawd i paranoi. W tej pajęczynie strachu i tajemnic, Peter musi zmierzyć się nie tylko z własnymi lękami, ale także z rzeczywistością, która przestała być bezpiecznym azylem. Każdy krok w nieznane przybliża go do rozwiązania układanki, gdzie nitki prawdy splatają się w sieć, pułapkę bez wyjścia.

“Pajęczyna” to horror, który od samego początku intryguje i wciąga widza w swój niepokojący, mroczny świat. Największym atutem filmu jest posępny klimat, a także scenariusz, który nie ujawnia od razu swoich tajemnic. Nie wiemy, co jest prawdziwe, a co jedynie iluzją. Przytłaczająca atmosfera domu, w którym rozgrywa się akcja, doskonale współgra z dobrą grą aktorów odgrywających role rodziców Petera. Niepokojąca, mroczna scenografia oraz interesujący scenariusz to najlepsze elementy filmu, które sprawiają, że naprawdę warto go obejrzeć. Choć nie otrzymujemy zbyt wielkiej dawki strachu, to “Pajęczyna” jako opowieść z dreszczykiem doskonale się sprawdza.
Trzymająca w napięciu historia Petera kończy się dosyć niespodziewanie – brutalnie, intensywnie i krwawo. Mocny finał nie jest jednak najmocniejszą stroną filmu, pozostawiając widza z uczuciem niedosytu z powodu nie do końca wyjaśnionych wątków. Niemniej jednak, film warto obejrzeć ze względu na jego niesamowity klimat i tajemnicę, która ujawnia się w końcowych scenach.
Continue reading Pajęczyna (Cobweb)

Komediowy koniec świata – To już jest koniec (This Is the End, 2013)

Po tych wszystkich wirusach, zombie, dusznych lasach, paranoi i wampirycznych korporacjach, czas na apokalipsę, którą ogląda się z szerokim uśmiechem, choć trup ściele się gęsto. „To już jest koniec” (This Is the End, 2013) to film, który bierze wszystkie schematy kina katastroficznego i horroru religijnego, a potem wrzuca je do miksera z ogromną dawką autoironii i hollywoodzkiego ego.
Uwielbiam ten film za jego odwagę – rzadko zdarza się, by czołowe gwiazdy kina grały tak przerysowane i często niesympatyczne wersje samych siebie, czekając na sąd ostateczny.

to juz jest koniec

„To już jest koniec” – Impreza u Franco, której nie zapomnisz
Jay Baruchel przyjeżdża do Los Angeles, by odwiedzić swojego kumpla Setha Rogena. Razem wybierają się na parapetówkę do Jamesa Franco, gdzie bawi się cała śmietanka Hollywood. Imprezę przerywa jednak… prawdziwe Wniebowzięcie. Nad miastem pojawiają się błękitne snopy światła zabierające „dobrych ludzi”, a reszta zostaje na ziemi, by zmierzyć się z trzęsieniami ziemi, demonicznymi bestiami i – co najgorsze – własnym towarzystwem. Seth, Jay, James Franco, Jonah Hill, Craig Robinson i Danny McBride barykadują się w willi, próbując przetrwać koniec świata, mając do dyspozycji jedynie trochę zapasów i bardzo dużo używek.

Meta-komedia na sterydach
To produkcja niesamowicie odważna i zabawna. Aktorzy grają podkręcone wersje samych siebie: Franco to narcystyczny kolekcjoner sztuki, Jonah Hill to przesadnie uprzejmy hipokryta, a Michael Cera (w epizodzie) to kompletny psychopata. Fajny jest ten dystans – oglądanie, jak wielkie gwiazdy giną w najbardziej absurdalne sposoby, daje mnóstwo frajdy.

Horror, który nie bierze jeńców
Mimo że to komedia, elementy horroru są tu potraktowane całkiem serio. Mamy tu wielkie demony z gigantycznymi… atrybutami, opętania rodem z Egzorcysty i krwawe sceny, które nie odstają od typowych slasherów. Ta brutalność sprawia, że stawka wydaje się realna, co tylko podbija komizm sytuacji bohaterów, którzy kompletnie nie nadają się do przetrwania czegokolwiek.

Temat odkupienia i „bycia dobrym”
Pod warstwą żartów o fekaliach i narkotykach kryje się całkiem trafna refleksja nad tym, co to znaczy być dobrym człowiekiem. Cały film to właściwie test moralny – kto zasługuje na ratunek, a kto musi zostać w piekle Hollywood? Relacja Setha i Jaya to emocjonalne serce filmu, które o dziwo działa całkiem nieźle między kolejnymi wybuchami wulkanów.

Analiza mroku
Film oferuje chaotyczną i euforyczną atmosferę, w której biblijna apokalipsa staje się tłem dla rozbuchanego ego hollywoodzkich gwiazd. Produkcja jest nasączona genialnym kontrastem między komedią kumpelską a krwawym horrorem, gdzie każda próba heroizmu kończy się spektakularną porażką. Pod względem wizualnym obraz serwuje zaskakująco solidne efekty specjalne, od ognistych czeluści po groteskowe projekty potworów, co nadaje całości charakteru rasowego kina grozy. Całość dopełnia bezlitosna satyra na celebrycki styl życia, sugerująca, że dla niektórych koniec świata to tylko kolejna okazja do zrobienia wokół siebie szumu, co prowadzi do jednego z najbardziej absurdalnych i radosnych finałów w historii gatunku.

Werdykt Entuzjasty: Najlepsza stypa w historii świata
„To już jest koniec” to rzadki przypadek filmu, który jest jednocześnie świetną komedią i satysfakcjonującym horrorem o potworach. To jazda bez trzymanki, która nie bierze jeńców i bawi się oczekiwaniami widza na każdym kroku. Jeśli chcesz zobaczyć, jak kończy się świat w blasku fleszy i przy dźwiękach Backstreet Boys, nie znajdziesz lepszej pozycji. To idealny „odczarowywacz” po ciężkich, depresyjnych horrorach, który przypomina, że apokalipsa może być też… zabawna.