Stare, ponure mury, spowite mgłą wrzosowiska i głos wyłaniający się ze szczelin w ścianach. Brzmi jak klasyczny przepis na nocny koszmar? Dom stu szeptów” Grahama Mastertona wciąga jak mroczny wir w swój niepowtarzalny, przesiąknięty złem świat.
Mamy do czynienia ze specyficznym połączeniem klasycznej opowieści o nawiedzonym domu i brutalnego horroru grozy. Powieść intryguje i dość szybko wciąga w swoje mroczne uniwersum. Dom stu szeptów jest udaną, choć momentami nierówną pozycją. Początkowo sprawia wrażenie tradycyjnego kryminału z nutą zjawisk nadprzyrodzonych, by z czasem przerodzić się w znacznie bardziej szaloną jazdę.
Akcja przenosi nas do ponurej rezydencji Allhallows Hall na odludnych wrzosowiskach Dartmoor. Posiadłość należała do niedawno zmarłego, byłego naczelnika więzienia, Herberta Russella. Trójka jego skłóconych dzieci – Rob, Grace i Martin – przybywa na miejsce, aby odczytać testament. Sprawa majątkowa szybko schodzi na dalszy plan. Niespodziewanie wewnątrz zamkniętego domu bez śladu znika pięcioletni Timmy, syn Roba.
Przebieg akcji przypomina staczanie się po pochyłej ścianie do ciemnej piwnicy. Znika dziecko, spory rodzinne przybierają na sile, a budynek zaczyna żyć własnym życiem.
Styl pisania Mastertona jest bardzo bezpośredni. Zamiast długich, poetyckich opisów otrzymujemy plastyczny, żwawy i konkretny język. Czasem plusem jest tu czarny humor – na przykład w scenie z księdzem, który czuje się zbyt pewnie przed egzorcyzmem, co kończy się dla niego dość opłakanie.
Głównym atutem powieści jest gęste napięcie, które gnieździ się w kątach starych pokoi. Nie jest to paraliżujący strach od pierwszej do ostatniej strony, ale ciągły, nieprzyjemny niepokój.
Masterton doskonale wie, jak obrzydzić i zaszokować czytelnika. Zamiast klasycznych wampirów czy hordy zombiaków dostajemy architektoniczne pułapki, tajemnicze skrytki na księży oraz istoty spowite auryczną magią, oślizgłe, śmierdzące demony (z epizodem potwora uczepionego dachu samochodu niczym nieproszony pasażer na gapę).
Krwawe sceny potrafią wywrócić żołądek na drugą stronę. Ludzkie ciało potrafi tu ulec błyskawicznemu, gnilnemu rozkładowi, a płyny ustrojowe i makabra atakują zmysły bez żadnej taryfy ulgowej.
Klimat jest lepki, ciężki i pełen wilgoci z angielskich wrzosowisk. Wnętrze Allhallows Hall przypomina wielką, drewnianą klatkę, z której powietrze ucieka z każdym powiewem wiatru. Szepty w ścianach i przemieszczające się cienie sprawiają, że czytelnik razem z bohaterami ma ochotę jak najszybciej ewakuować się na zewnątrz.
Czy warto przeczytać?
Tak, warto. To solidna lektura na dwa lub trzy wieczory, szczególnie przy zgaszonym świetle i padającym za oknem deszczem. Nawet jeśli niektóre wątki wydają się przesadzone, książka dostarcza mnóstwo rozrywki i dobrej, mrocznej atmosfery.


