Category Archives: Horror okultystyczny

Portret wiecznej młodości w horrorze Wizerunek zła – Graham Masterton

wizerunek zła

Graham Masterton od dekad udowadnia, że potrafi zamienić codzienne lęki w krwawy, pulsujący koszmar. Brytyjski rzemieślnik makabry tym razem bierze na warsztat klasyczny motyw portretu, który skrywa przerażającą tajemnicę. Czytelnicy spragnieni rasowej, bezkompromisowej grozy otrzymają w powieści Wizerunek zła wszystko, za co pokochali literaturę z dreszczykiem z przełomu wieków.




Powieść okazuje się niezwykle solidnym, dynamicznym i momentami bezwstydnie rozrywkowym kawałkiem literatury grozy. Masterton doskonale wie, jak przykuć uwagę od pierwszej strony, serwując miks klasycznego horroru z elementami thrillera detektywistycznego. Książka idealnie wpisuje się w nurt krwawych, nasyconych akcją opowieści, które nie pozwalają na choćby chwilę nudy.

graham masterton

Głównym motywem opowieści staje się wieczna młodość oraz potworna cena, jaką trzeba za nią zapłacić. Fabuła kręci się wokół tajemniczego, niepokojącego obrazu i rodziny, której bogactwo oraz nieskazitelny wygląd budzą uzasadniony niepokój. Bohaterowie szybko wkraczają na ścieżkę pełną makabrycznych odkryć, gdy okazuje się, że uwiecznione na płótnie postacie żyją własnym, nienaturalnym życiem. Koncept, choć zakorzeniony w klasyce literatury, zyskuje tutaj brutalny, nowoczesny sznyt. Historia pędzi naprzód bez zbędnych przestojów, zręcznie dawkując kolejne elementy mrocznej układanki.

Brytyjski pisarz nie patyczkuje się z odbiorcą i od początku uderza z pełną siłą. Zagrożenie ma tutaj charakter fizyczny, krwawy, wręcz namacalny. Autor z pasją celebruje sceny gore, w których ludzkie ciało jest rozrywane, przekształcane i traktowane z chirurgiczną brutalnością. Opisy okaleczeń potrafią autentycznie zniesmaczyć, co z pewnością ucieszy weteranów gatunku, choć u uduchowionych estetów wywoła nagły opad szczęki. Napięcie eskaluje wraz z odkrywaniem kolejnych potwornych faktów, a bezwzględność antagonistów sprawia, że zaczynamy poważnie drżeć o losy bohaterów.

Atmosfera powieści gęstnieje z każdym rozdziałem, ewoluując od pozornego luksusu i spokoju ku dusznej, paranoicznej matni. Poczucie osaczenia narasta w miarę, jak wokół postaci zacieśnia się pętla starożytnego, bezwzględnego zła. Masterton genialnie kontrastuje eleganckie, bogate salony z piwniczną, cuchnącą zgnilizną i krwią scenerią. W powietrzu unosi się permanentny zapach rozkładu, a czytelnik niemal fizycznie odczuwa chłód i beznadzieję sytuacji, w jakiej znaleźli się protagoniści.

Styl pisarza pozostaje lekki, niezwykle plastyczny i bezpośredni, dzięki czemu strony praktycznie same się przewracają. Kreacja świata oraz historyczne tło mistycznego paktu zostały nakreślone z dużą dbałością o detale. Dialogi brzmią naturalnie, choć czasem autor pozwala sobie na odrobinę czarnego humoru, który świetnie rozładowuje wszechobecną makabrę. Opisy transformacji i potworności są tak sugestywne, że potrafią na długo ugrzęznąć pod powiekami.

Czy warto przeczytać?
Fani klasycznego, mięsistego horroru spod znaku flaków i okultyzmu będą absolutnie zachwyceni. Pozycja ta stanowi obowiązkowy punkt programu dla każdego, kto ceni w literaturze bezkompromisowość i bezlitosne tempo akcji. Osoby o słabszych żołądkach, szukające subtelnego, psychologicznego niepokoju, mogą jednak poczuć się przytłoczone dawką ekranowej wręcz przemocy. Ostatecznie dostajemy pyszny, krwisty ochłap literackiej grozy, który pochłania się jednym tchem.

Demoniczne wiedźmy w horrorze Piąta czarownica – Graham Masterton

Mroczne Los Angeles, zapach prochu zmieszany z dymem rytualnych stosów i autor, który od dekad bezlitośnie patroszy ludzką psychikę. Graham Masterton w powieści „Piąta czarownica” zabiera nas w podróż do Miasta Aniołów, które z aniołami ma wspólnego tyle, co rzeźnik z wegetarianizmem. Brytyjski mistrz grozy stworzył pozycję niezwykle dynamiczną i krwawą. Czy to wybitne dzieło? Nie, ale jako literacki odpowiednik krwawego, sensacyjnego kina klasy B sprawdza się wyśmienicie.

piąta czarownica

Szkielet fabularny intryguje od pierwszych stron. Trzech potężnych gangsterów przejmuje totalną władzę nad Los Angeles. Zamiast przekupnych sędziów czy karabinów maszynowych, ich najgroźniejszą bronią stają się cztery XVII-wieczne, wskrzeszone czarownice.



Akcja rusza z kopyta, gdy trzej detektywi płoną żywcem w samochodzie, uprzednio wymiotując żywymi karaluchami. Prawnicy wbijają sobie ołówek w ucho, a całe oddziały SWAT zostają bezlitośnie wyrżnięte w pień. Na drodze tej fali potworności staje detektyw Dan Fisher – cyniczny glina i zadeklarowany sceptyk. Los zmusza go do porzucenia racjonalnego myślenia. W walce z piekielnymi siłami pomagają mu ekscentryczny ojciec (emerytowany iluzjonista) oraz tajemnicza, urocza sąsiadka Annie Conjure, która o czarach wie zdecydowanie za dużo.
Masterton pisze lekko, niezwykle potoczyście. Stawia na krótkie, mięsiste zdania, które tną powietrze niczym rzeźnicki tasak. Dialogi bywają sarkastyczne, co zgrabnie rozładowuje wszechobecny horror.

piąta czarownica

Książka potrafi zjeżyć włos na głowie, choć zamiast subtelnego, psychologicznego niepokoju, autor serwuje nam czysty terror. Napięcie pulsuje w rytmie przyspieszonego bicia serca. Pisarz nie bawi się w podchody. Każda kolejna strona przynosi zagrożenie, przed którym nie chroni ani policyjna odznaka, ani kamizelka kuloodporna. Czytelnik szybko zaczyna współczuć bohaterom, bo konfrontacja ze starożytną magią przypomina walkę z huraganem za pomocą papierowego wachlarza.

Zapomnijcie o potulnych babuniach z wielkimi nosami i latających miotłach. Czarownice w tej powieści – na czele z bezwzględną Rebeccą Greensmith – są amoralnymi, demonicznymi istotami, które szafują ludzkim życiem bez mrugnięcia okiem. Pisarz miesza widowiskowe, hollywoodzkie eksplozje z intymnym, obrzydliwym gore. Sznury flaków i tryskająca posoka niemal kapią z kartek.

Klimat opowieści gęstnieje z każdym rozdziałem. Złote plaże i luksusowe dzielnice Los Angeles zostają zalane przez mrok i krew. Nastrój książki przypomina senny koszmar, w którym nowoczesna technologia okazuje się bezużyteczna w starciu z pierwotnym, bezwzględnym złem.

Czy warto wejść do tego koszmaru?
Warto, bez dwóch zdań. Pod warunkiem, że lubicie literacką jazdę bez trzymanki i nie mdlejecie na widok krwi. Miłośnicy krwawych opowieści niesamowitych dostaną dokładnie to, za co uwielbia się brytyjskiego autora. Książka zapewnia kilka godzin doskonałej, choć makabrycznej i podszytej czarnym humorem rozrywki.

Brama do piekielnego wymiaru w horrorze Zwierciadło piekieł – Graham Masterton

Zwierciadło piekieł (oryg. Mirror) Grahama Mastertona to klasyczny, nieokiełznany Masterton w szczytowej formie. Czy to dobra pozycja? Absolutnie tak, jeśli lubicie, gdy autor bez ostrzeżenia wrzuca Was do maszynki do mięsa . Książka wciąga od pierwszych stron. Jest jak stary rollercoaster w wesołym miasteczku. Trzeszczy, momentami przeraża tandetą, ale prędkość i nagłe zwroty akcji nie pozwalają wysiąść aż do samego końca.

zwierciadło piekieł

Wyobraźcie sobie, że kupujecie piękne, zabytkowe lustro, żeby dodać salonowi odrobiny szyku. Martin Williams, scenarzysta z Hollywood, wpada na dokładnie taki pomysł. Kupuje gigantyczne, bogato zdobione zwierciadło, które należało kiedyś do nieszczęsnego aktora dziecięcego z lat 30. Szybko okazuje się, że ta tafla nie służy do poprawiania fryzury. Lutro to przeklęta brama wprost do piekła.

zwierciadło piekieł

Masterton nie bawi się w powolne budowanie napięcia. Akcja rusza z kopyta. Przypomina to lawinę – najpierw spada mały kamyk, a chwilę później walczycie o życie pod toną śniegu (i krwi).
Autor pisze krótko, dosadnie, filmowo. Masterton tworzy tak, jakby kręcił horror klasy B z gigantycznym budżetem. Nie ma tu miejsca na głębokie filozoficzne dyskusje. Jest czysta, rzemieślnicza rozrywka. No i te jego kultowe, czasem absurdalne dialogi – czyste złoto.





Książka nie tyle straszy subtelnym szeptem z szafy, ile raczej wyskakuje z niej z głośnym krzykiem i piłą łańcuchową. Czy jest przerażająca? Dla ludzi o słabych nerwach – zdecydowanie. Napięcie rośnie w parze z poczuciem bezsilności bohaterów. Masterton doskonale operuje lękiem przed tym, co nieznane, a co widzimy tylko kątem oka w odbiciu.
Po tej lekturze wieczorne mycie zębów przed lustrem w łazience zyska zupełnie nowy, mało komfortowy wymiar.

Jeśli szukacie subtelnych metafor grozy, pomyliliście adresy. Masterton to król gore i nie wstydzi się tego. Co kryje się po drugiej stronie? Czyste, pierwotne zło, które karmi się ludzkim cierpieniem i próżnością. Istoty z pogranicza koszmaru i czarnej magii.
Są krwawe, mięsne i bardzo plastyczne. Autor opisuje makabryczne deformacje ciała z chirurgiczną precyzją. Krew leje się gęsto, a ludzka anatomia traktowana jest tu z dużą dozą kreatywności. Czasem te opisy są tak przesadzone, że człowiek łapie się na nerwowym śmieszku. Taki to urok lat 80. i 90. w horrorze!

Klimat tej powieści to genialny miks. Z jednej strony mamy słoneczne, powierzchowne, pełne egoistycznych ludzi Hollywood. Z drugiej – mroczną, gęstą atmosferę starego okultyzmu, klątw i rozkładu. Ten kontrast działa idealnie. Jak picie ekskluzywnego drinka z palemką, w którym ktoś dla żartu rozpuścił jad skorpiona. Czuć tu zapach starego drewna, strachu i… zaschniętej krwi.

Werdykt: Warto wskoczyć w tę otchłań?
Zdecydowanie warto. Zwierciadło piekieł to idealna pozycja na dwa, trzy intensywne wieczory. Masterton w pigułce – bezkompromisowy, brutalny, momentami niedorzeczny, ale cholernie magnetyczny. Jeśli chcecie poczuć ciarki na plecach i zobaczyć, jak wygląda prawdziwy, mięsisty horror retro, kupujcie bilet na ten seans. Tylko pamiętajcie: nie patrzcie za siebie, kiedy przechodzicie obok przedpokoju.