Brytyjski folk horror przeżywa w ostatnich latach prawdziwy renesans. Twórcy coraz chętniej wracają do motywów prastarych rytuałów, izolacji i niepokojącej więzi człowieka z naturą. Starve Acre (polski tytuł: Ziemia Przeklętych) idealnie wpisuje się w ten nurt. Adaptacja powieści Andrew Michaela Hurleya, która stawia na powolne, niemal hipnotyczne wprowadzanie widza w stan głębokiego niepokoju.
Ziemia Przeklętych to film niezwykle specyficzny i wymagający. Moje ogólne wrażenie balansuje między zachwytem nad jego gęstym klimatem a lekkim znużeniem tempem narracji. Bez wątpienia jest to produkcja inteligentna, zrealizowana z ogromnym smakiem i artystycznym zacięciem. Nie jest to jednak horror dla każdego. Widz szukający dynamicznej akcji może poczuć się zawiedziony. Fani powolnego, celebrowanego wręcz mroku będą usatysfakcjonowani.
Akcja filmu przenosi nas w lata 70. XX wieku do wiejskiego, ponurego Yorkshire. Archeolog Richard i jego żona Juliette próbują poradzić sobie z nagłą, niewyjaśnioną tragedią, która dotknęła ich syna. Kobieta popada w apatię i szuka ukojenia w lokalnych, okultystycznych wierzeniach. Richard zatapia się w pracy, odkopując na swojej posesji korzenie prastarego, dębowego drzewa oraz szczątki legendarnego stworzenia. Scenariusz jest niezwykle interesujący, ponieważ splata psychologiczne studium żałoby z namacalną, pradawną magią. Historia rozwija się bardzo powoli, ale każdy element tej układanki ma swoje miejsce w makabrycznym finale.
Twórcy wprowadzają do opowieści motywy pogańskie oraz body horror w bardzo surowym, wręcz naturalistycznym wydaniu (scena odradzania się zająca potrafi wywołać autentyczny dyskomfort). Najbardziej przerażające jest tu jednak to, jak łatwo zniszczona cierpieniem ludzka psychika poddaje się wpływom sił, których nie potrafi pojąć.
Atmosfera Starve Acre to absolutne mistrzostwo świata. Panuje tu nastrój permanentnego przygnębienia, izolacji i chłodu. Krajobraz angielskiej prowincji – surowy, mglisty, pozbawiony żywych barw – staje się pełnoprawnym bohaterem opowieści. Widz od pierwszych minut czuje ciężar ziemi, która skrywa coś złego. Klimat potęguje genialna, minimalistyczna i niepokojąca ścieżka dźwiękowa, która sprawia, że nawet w scenach pełnych ciszy czujemy wewnętrzny niepokój.
Pod względem warsztatowym film stoi na najwyższym poziomie. Matt Smith (znany z Rodu Smoka) oraz Morfydd Clark (Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy)doskonale odnajdują się w tej opowieści. Scenografia starego, kamiennego domu otoczonego pustkowiem jest idealnym odzwierciedleniem stanu ducha bohaterów – pusta, surowa i odcięta od świata.
Czy warto obejrzeć?
Ziemia Przeklętych to pozycja obowiązkowa dla koneserów folk horroru i kina w stylu Czarownicy: Bajki ludowej z Nowej Anglii. Jeśli cenicie w horrorach głębię psychologiczną, niespieszną narrację i gęsty jak mgła klimat, ten film Was zachwyci. Jeżeli jednak oczekujecie potworów, krwi i szybkiego tempa – ta produkcja może okazać się dla Was zbyt monotonna i nużąca. Film jest trudny i mroczny, ale całkiem ciekawy.
Zwiastun filmu „Ziemia Przeklętych” (Starve Acre)


