Category Archives: Demony

Czołgi pełne piekielnej siarki. “Demony Normandii” – Graham Masterton

Wyobraź sobie, że Alianci podczas lądowania w Normandii nie polegali wyłącznie na nowoczesnej technologii, determinacji i strategii wojennej. Co, jeśli do przełamania niemieckiego oporu użyli sił, które pachną siarką, a ich zęby są ostre niczym brzytwy? Prawdziwa wojna okazuje się niczym w porównaniu z paktem z samym diabłem. Graham Masterton w swojej kultowej powieści z 1978 roku zerwał zasłonę z historii i wlał w karty powieści czystą, destylowaną grozę.

demony normandii

„Demony Normandii” (w oryginale The Devils of D-Day) to klasyczna, bezkompromisowa jazda bez trzymanki od brytyjskiego mistrza literackiego koszmaru. Czy książka jest ciekawa? Jest jak wypicie puszki napoju energetycznego wymieszanego z wodą święconą na cmentarzu w środku nocy. Wciąga od pierwszych stron! Wyśmienita, mięsista lektura dla każdego, kto kocha klasyczny horror lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych – bez zbędnego patosu, za to z ogromną dawką mrocznej wyobraźni.

Akcja zaczyna się ponad trzy dekady po II wojnie światowej. Dan McCook, amerykański kartograf tworzący mapy dawnych pól bitew, trafia do urokliwej francuskiej wioski Le Vey. Na poboczu drogi niszczeje porzucony, pomalowany na czarno czołg z zaspawanym włazem i przymocowanym do wieżyczki krzyżem. Miejscowi omijają go z daleka – mleko niesione obok niego kwaśnieje, a psy tracą sierść i zdychają w męczarniach.

Dan, zamiast uciekać, gdzie pieprz rośnie, daje uśpić swój instynkt samozachowawczy i podchodzi do żelaznej puszki. Z wnętrza wraku dochodzi go cichy, aksamitny, ale przerażający głos. Błąd został popełniony. Dan otwiera puszkę Pandory, wypuszczając na świat demona Elmeka (a właściwie jego kości). Bohater zmuszony zostaje do wyruszenia w pościg za pozostałymi dwunastoma demonicznymi czołgami. Jeśli wszystkie piekielne siły znów się połączą, na Ziemię zstąpi sam kanclerz piekieł – Adramelech.

Przebieg akcji pędzi jak oszalały pociąg bez hamulców. Masterton pisze bez zbędnych wypełniaczy – krótko, dynamicznie, z precyzją chirurga-amatora. Brak tu nudnych monologów. Styl autora jest lekki i wypełniony sugestywnymi plastycznymi opisami zła.

Lektura potrafi wywołać gęsią skórkę i sprawia, że po zmroku dwa razy sprawdzisz, czy zamknąłeś drzwi na klucz. Napięcie nie opuszcza czytelnika ani na chwilę. Masterton buduje przerażenie na poczuciu osaczenia oraz fałszywego bezpieczeństwa. Straszy zepsuciem, które wkrada się w zwyczajny, wiejski krajobraz. Strach w tej powieści nie jest subtelny – to obezwładniające, wręcz fizjologiczne przerażenie.

Autor nie żałuje czytelnikowi drastycznych obrazów. W “Demonach Normandii” nie znajdziesz sympatycznych dusz. Potwory to przedwieczne, groteskowe i bezwzględne byty z piekielnej hierarchii, dla których ludzkie ciało jest zaledwie miękką powłoką.

Sceny grozy potrafią wywrócić żołądek do góry nogami. Postacie wymiotują tysiącami żywych, wijących się larw, a demony bez mrugnięcia oka patroszą swoich przeciwników, rozrywając tkanki i łamiąc kości. Krew leje się tu strumieniami, a Masterton opisuje makabrę z niemal malarską dokładnością.

Atmosfera książki to genialny miks zimnej, mglistej francuskiej prowincji i echa wojennych traum. Zapach starej rdzewiejącej stali miesza się z odorem siarki, rozkładu i stęchłej krwi. Wszystko spowija mroczny, piekielny cień. Zamiast sielankowej Francji otrzymujemy krajobraz skażony potężną, demoniczna obecnością, gdzie nawet podstępny szept dobiegający z wnętrza ciemnego czołgu brzmi jak obietnica wiecznego potępienia.

Czy warto przeczytać?
Każdy fan mocnej grozy powinien zaliczyć tę pozycję. To książka szybka, krwawa, przerażająca i niezwykle pomysłowa w odwróceniu popularnego motywu “nazistowskiego okultyzmu” na rzecz mrocznych sekretów samych Aliantów. Idealny wybór na samotny, deszczowy wieczór – o ile nie boisz się, że w Twojej piwnicy coś zacznie cicho szeptać…

Wojownicy nocy część 3 – Nocna plaga – Graham Masterton

Graham Masterton znów wymienia pióro na skalpel, by operować na naszych najgłębszych lękach. Książka „Nocna plaga” to trzecia część słynnego cyklu o Wojownikach Nocy. Wynik tej literackiej sekcji? Mięsista, bezkompromisowa i absolutnie wciągająca pozycja. Oferuje rozrywkę tak gęstą, że można kroić ją nożem.

nocna plaga

Światem ludzi wstrząsa nowa trwożna plaga, która nie atakuje tkanek, lecz ludzką duszę. Przebudzona z trzystuletniego letargu Isabel Gowdie, potężna służebnica szatana, postanawia zamienić ludzkość w bezwolną masę obłąkańców. Wykorzystuje do tego Nosicieli – opętanych wysłanników rozsiewających duchową zarazę poprzez koszmary i mroczne akty. Na drodze wiedźmy staje pięcioro Wojowników Nocy. Zegar tyka bezlitośnie. Dwoje z nich nosi już w sobie cząstkę tej potwornej infekcji, nie mając o tym zielonego pojęcia. Masterton prowadzi akcję niczym szalony maszynista pociągu bez hamulców. Styl autora jest krótki, dobitny i pozbawiony zbędnych ozdobników. Słowa uderzają celnie, a fabuła nie pozwala na ani chwilę oddechu.

Gęsta atmosfera osaczenia wywołuje gęsią skórkę szybciej niż zimny prysznic w środku zimy. Napięcie rośnie z każdą przewróconą stroną, a poczucie paranoi nie odstępuje czytelnika na krok. Sen przestaje być bezpiecznym azylem. Staje się matnią, z której nie ma ucieczki.

Wizje stworzone przez brytyjskiego pisarza potrafią wywołać gwałtowny skręt żołądka. Obok mrocznych rytuałów i opętanych Nosicieli pojawiają się surrealistyczne, niemal demoniczne maszkarony. Brutalne sceny ociekają krwią i zepsuciem. Masterton śmiało przesuwa granice, serwując makabrę z groteskowym zacięciem. Chwilami okropieństwa stają się tak przerysowane, że przerażenie ustępuje miejsca czarnemu humorowi.

Atmosfera powieści gęstnieje z każdym kolejnym rozdziałem. Bije z niej lepka, duszna aura nieuchronnej zagłady i rozkładu. Świat snu całkowicie wymyka się prawom logiki, zamieniając surrealistyczne wizje w otchłań pełną sennych upiorów. Odczujesz ten mrok na własnej skórze, niczym zimny dotyk kościstej dłoni na karku w środku nocy.

Powieść stanowi absolutnie doskonałą pożywkę dla każdego fana mięsistego, klasycznego horroru. Jeśli szukasz szybkiej, mocnej i niesamowicie wciągającej lektury na chłodny wieczór, nie wahaj się ani chwili. Zapal świeczkę, usiądź wygodnie i spróbuj nie zasnąć.

Masakra w małym miasteczku – Regulatorzy – Stephen King

Cień padający na ciche, amerykańskie przedmieścia potrafi skrywać najbardziej absurdalne koszmary. Stephen King (piszący pod pseudonimem Richard Bachman) po raz kolejny udowadnia, że słoneczne popołudnie w małym miasteczku bywa bardziej przerażające niż najciemniejsza noc w nawiedzonym zamku. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto lubi, gdy proza dosłownie gna na złamanie karku.

regulatorzy king

Powieść uderza w czytelnika niczym rozpędzona lokomotywa na niestrzeżonym przejeździe. Bachmanowskie wcielenie Mistrza Grozy serwuje bezkompromisową, brutalną i niezwykle dynamiczną jazdę bez trzymanki. Dzieło zachwyca bezczelnością pomysłu oraz bezwzględnością w traktowaniu bohaterów. Zdecydowanie nie jest to niszowa dłubanina dla wybranych, lecz mięsisty, mokry od krwi horror najwyższej próby. Autor w pełni podołał wyzwaniu, tworząc dzieło szalone, a przy tym zaskakująco spójne.

Spokojna ulica w miasteczku Wentworth staje się areną niewyobrażalnej rzezi. Kolorowe, futurystyczne vany wjeżdżają na osiedle, a ich zamaskowani kierowcy otwierają ogień do bezbronnych mieszkańców. Sprawcą całego zamieszania okazuje się starożytny, bezlitosny byt uwięziony w ciele chorego chłopca. Obcy byt przekształca rzeczywistość na wzór dziecięcych kreskówek oraz surrealistycznych westernów. Koncept zachwyca oryginalnością i mistrzowskim połączeniem dziecięcej naiwności z absolutnym sadyzmem.

Głównym źródłem lęku staje się niespodziewana zmiana znanej rzeczywistości w piekielny plac zabaw. Stan zagrożenia przybiera formę brutalnej, rysunkowej przemocy. Poczucie niebezpieczeństwa rośnie z każdą minutą, a autor nie szczędzi czytelnikowi drastycznych opisów. Krwawe sceny potrafią wstrząsnąć swoją surowością. Odstrzelone kończyny, roztrzaskane głowy i wszechobecna jucha tworzą niesamowity klimat. Taki makabryczny groteskowy miszmasz sprawia, że włos jeży się na głowie.

Ulica zostaje odcięta od świata zewnętrznego, zmieniając się w pustynną makietę rodem z taniego filmu. Sąsiedzi, którzy jeszcze rano wymieniali uśmiechy, nagle muszą walczyć o przetrwanie w opałach. Paranoja postępuje błyskawicznie, a uczucie bezsilności wobec nieludzkiej potęgi ściska za gardło. Najbardziej uderza niesamowita, letnia senność, która w ułamku sekundy zamienia się w krwawą rzeźniczą jatkę.

Styl zachwyca surowością, drapieżnością oraz niesamowitą ostrością obrazowania. Konstrukcja powieści opiera się na wycinkach z gazety, listach, odręcznych notatkach oraz klasycznej narracji, co dodaje całości dokumentalnego charakteru. Kreacja małego miasteczka wypada niezwykle wiarygodnie, dzięki czemu późniejsza destrukcja boli podwójnie. Słownictwo jest bogate, mięsiste i świetnie oddaje dynamikę starć. Rzadko kiedy chaos na kartach książki bywa tak dobrze kontrolowany przez pióro pisarza.

Czy warto przeczytać?
Fani szalonej akcji, bezpardonowego gore i niepodrabialnego stylu amerykańskiego mistrza będą w siódmym niebie. Książka stanowi doskonały sprawdzian dla czytelników o mocnych nerwach, poszukujących w literaturze czystej, skondensowanej adrenaliny. Osoby wrażliwe na przemoc lub szukające powolnego, subtelnego straszenia mogą poczuć się przytłoczone tą rzezią. Całość wypada jednak imponująco i udowadnia, że krwawa rozrywka potrafi mieć naprawdę wysoką jakość.