Category Archives: Komedie Horror

Wampiry, spluwy i woda święcona – Opowieści z krypty – Orgia Krwi

Pora na prawdziwy powrót do przeszłości. „Opowieści z krypty – Orgia Krwi” (Bordello of Blood) z 1996 roku w reżyserii Gilberta Adlera to film, który jest jak wizyta w starym sklepie z komiksami: jest głośno, kolorowo, trochę tandetnie i niesamowicie radośnie. Jeśli szukacie kina, które łączy w sobie estetykę lat 90., wampiryczny erotyzm i czarny humor, to ten tytuł jest absolutną pozycją obowiązkową.

opowiesci z krypty orgia krwi

Ten film to esencja tego, za co kochaliśmy serialowy pierwowzór. Nie ma tu miejsca na subtelność czy egzystencjalne rozważania o nieśmiertelności. Jest za to czysta, pulpowy rozrywka, która bawi się konwencją horroru, serwując nam koktajl z krwi i ironicznych puent. Produkcja z czasów, gdy mordercze wampiry nie błyszczały w słońcu, tylko widowiskowo płonęły.

Dom uciech nie z tej ziemi
Fabuła jest prosta i skuteczna jak strzał z dubeltówki. Prywatny detektyw Rafe Guttman zostaje wynajęty przez młodą, pobożną kobietę, by odnaleźć jej zaginionego brata. Śledztwo prowadzi go do dość specyficznego przybytku – domu publicznego ukrytego pod maską zakładu pogrzebowego. Jak można się domyślić, pracujące tam panie mają dość nietypowe preferencje żywieniowe, a ich szefowa, Lilith, to potężna wampirzyca, która nie lubi, gdy ktoś wściubia nos w jej interesy.
Scenariusz to jazda bez trzymanki, pełna ciętych ripost i komiksowej akcji. Choć fabuła jest liniowa, to wypełniono ją taką ilością absurdalnych pomysłów (jak choćby pistolety na wodę święconą), że nie ma czasu na zerkanie na zegarek. To kino, które puszcza do widza oko na każdym kroku.

Groza w krzywym zwierciadle
Elementy grozy w „Orgii Krwi” są nierozerwalnie związane z humorem. Czy film jest przerażający? Raczej nie, ale za to jest niesamowicie widowiskowy pod kątem efektów gore. Mamy tu do czynienia z „mokrym” horrorem – krew leje się strumieniami, ciała się rozpadają, a charakteryzacja wampirów to małe dzieło sztuki tamtych lat.
Lilith, grana przez modelkę Angie Everhart, to antagonistka idealna dla tego formatu: piękna, groźna i całkowicie pozbawiona sumienia. Groza objawia się tu głównie w scenach walki i ucieczek, które mają w sobie coś z mrocznego lunaparku. Nie boimy się o życie bohaterów, ale z zapartym tchem czekamy, jak kreatywnie mordercze wampiry zostaną odesłane do piachu.

Obsada z charakterem i komiksowy sznyt
Pod kątem realizacji film ocieka klimatem lat 90. Zdjęcia są nasycone kolorami, a scenografia domu uciech wygląda jak wyjęta prosto z kart komiksu EC Comics. Aktorsko film niesie Dennis Miller – jego sarkastyczny detektyw to postać, której nie da się nie lubić, mimo że sypie żartami szybciej niż pociskami. Na drugim planie mamy Corey’a Feldmana, co tylko podkreśla kultowy status tej produkcji. Oczywiście nie mogło zabraknąć Strażnika Krypty, który w swoim stylu wprowadza nas w tę makabryczną opowieść.

Mój werdykt: To krwawy, głośny i niesamowicie zabawny relikt przeszłości, który przypomina, że horror może być po prostu świetną, niezobowiązującą zabawą.

Szybki podgląd (Quick Look):
Body count: Bardzo wysoki. Wampiry padają całymi stadami w widowiskowych eksplozjach i pożarach.

Klimat: Kampowy, komiksowy i przesiąknięty klimatem lat 90. Dużo czarnego humoru i sarkazmu.

Elementy grozy: Klasyczne wampiry, mnóstwo efektów, sporo gore i świetna charakteryzacja.

Największy atut: Cięty język Dennisa Millera i genialne wprowadzenia Strażnika Krypty.

Oglądaj, jeśli: Kochasz „Od zmierzchu do świtu”, serialowe „Opowieści z krypty” i tęsknisz za efektami specjalnymi sprzed ery wszechobecnego CGI.
Odpuść, jeśli: Szukasz powagi, realizmu i boisz się kiczowatej (ale zamierzonej!) estetyki. Tutaj królują kły i żarty z brodą.

Zwiastun Opowieści z krypty – Orgia Krwi

Genialna czarna komedia „Areszt domowy” (Housebound, 2014)

„Areszt domowy” (Housebound, 2014) to absolutna perła, która udowadnia, że Nowozelandczycy mają unikalny dar do łączenia autentycznego strachu z genialnym humorem. To jeden z tych filmów, które najlepiej oglądać, nie wiedząc o nich zupełnie nic. Zaczyna się jak klasyczna opowieść o duchach, by w połowie drogi wywinąć Ci taki numer, że zbierasz szczękę z podłogi.

houesebond

„Housebound” – Kara gorsza niż więzienie
Kylie Bucknell to zbuntowana młoda kobieta, która po nieudanej próbie obrabowania bankomatu zostaje skazana na areszt domowy. Problem w tym, że musi go odbyć w domu swojej gadatliwej matki, Miriam, która jest święcie przekonana, że ich dom jest nawiedzony. Kylie, twardo stąpająca po ziemi sceptyczka, początkowo wyśmiewa te rewelacje, ale kiedy w nocy zaczynają dziać się rzeczy, których nie da się wyjaśnić logiką, zaczyna podejrzewać, że jej wyrok może stać się wyrokiem śmierci.

Film jest niesamowicie inteligentny i zabawny. Humor nie polega tu na głupkowatych żartach, ale na genialnych dialogach i reakcjach bohaterów na absurdalne sytuacje. Uwielbiam postać Amosa – ochroniarza, który przychodzi sprawdzać nadajnik Kylie, a okazuje się być domorosłym pogromcą duchów z profesjonalnym sprzętem domowej roboty.

Film jest jak kameleon. Przez pierwsze 40 minut to rasowy horror o nawiedzonym domu, przy którym można się realnie wystraszyć (scena z misiem!). Potem płynnie przechodzi w kryminał, by w finale stać się krwawą i szaloną jazdą bez trzymanki. Ta zmiana tonu jest tak płynna, że ani przez chwilę nie czujesz zgrzytu.

Pod warstwą grozy kryje się świetny portret rodzinny. Konflikt między cyniczną Kylie a jej „pocieszną” matką dodaje filmowi serca. To rzadkość w horrorach, żebyśmy tak bardzo przejmowali się losem bohaterów, zamiast tylko czekać, aż coś ich pożre.

Film oferuje niezwykle zmienną i angażującą atmosferę, która z chirurgiczną precyzją przechodzi od mrożącej krew w żyłach grozy do błyskotliwej komedii sytuacyjnej. Produkcja jest przesączona genialnym wyczuciem timingu, gdzie nagłe ataki strachu są równie skuteczne, co następujące po nich rozładowanie napięcia za pomocą humoru. Pod względem scenariuszowym obraz stanowi fascynującą zabawę z oczekiwaniami widza, wielokrotnie podważając klasyczne schematy kina o nawiedzonych domach i serwując zwroty akcji, których nie powstydziłby się rasowy thriller. Całość dopełnia klaustrofobiczny klimat starego, trzeszczącego domostwa, które zamiast być azylem, staje się labiryntem pełnym tajemnic i niepokojących dźwięków dochodzących zza ścian.

Werdykt Entuzjasty: Inteligentna groza z charakterem
„Housebound” to jeden z najlepszych horrorów komediowych ostatnich dwóch dekad. Reżyser Gerard Johnstone stworzył dzieło kompletne, które bawi się z widzem w kotka i myszkę, dostarczając jednocześnie solidnej porcji dreszczy i salw śmiechu. To film z duszą, świetnie zagrany i napisany z niesamowitą dbałością o detale. Jeśli szukasz czegoś, co odświeży Twoje spojrzenie na horrory o duchach i sprawi, że będziesz się świetnie bawić, to nowozelandzkie „nawiedzenie” jest strzałem w dziesiątkę.

Czarna komedia w pętli czasu w filmie Śmierć Nadejdzie Dziś

Przechodzimy do filmu, który w moim osobistym rankingu horrorów spod znaku Blumhouse zajmuje miejsce na samym podium. „Śmierć nadejdzie dziś” (Happy Death Day, 2017) to absolutny majstersztyk balansowania między gatunkami. Jeśli Dzień Świstaka i Krzyk miałyby dziecko, które kocha ironię i ma świetne wyczucie rytmu, byłaby nim właśnie ta produkcja. Ten film nie próbuje być „najstraszniejszym horrorem wszech czasów” – on chce być najbardziej inteligentną zabawą, jaką widziałeś od dawna.

śmierć nadejdzie dziś

„Śmierć nadejdzie dziś” – Urodziny, których nie przeżyjesz
Tree Gelbman to pewna siebie, nieco narcystyczna studentka, która budzi się w pokoju obcego chłopaka w dniu swoich urodzin. Dzień mija jej fatalnie, a wieczorem zostaje brutalnie zamordowana przez postać w masce maskotki uniwersytetu. I wtedy… budzi się rano dokładnie w tym samym pokoju. Tree utknęła w pętli czasu – musi odkryć tożsamość swojego mordercy, zanim skończą jej się „życia”, bo z każdą kolejną śmiercią jej ciało staje się coraz słabsze.

Groundhog Day z nożem: Geniusz powtarzalności
To produkcja niesamowicie bystra, zabawna i dynamiczna. Reżyser Christopher Landon wykorzystuje pętlę czasu nie jako nudny schemat, ale jako narzędzie do ewolucji bohaterki. Obserwowanie, jak Tree przechodzi od paniki, przez paranoję, aż po totalny tryb „badass”, to czysta frajda. Film wyśmiewa klasyczne klisze gatunku, jednocześnie oddając im hołd.

Muszę to podkreślić: ten film stoi Jessicą Rothe. Jej rola jest fenomenalna. Potrafi być irytującą „królową pszczół”, by za chwilę stać się bohaterką, której szczerze kibicujesz. Ma niesamowity talent komediowy, a jej mimika podczas kolejnych zgonów jest bezcenna. To rzadki przypadek w horrorze, gdzie postać jest tak dobrze napisana, że sam slasher schodzi na drugi plan.

Maska Bobasa: Nowa ikona popkultury?
Postać mordercy w masce bobasa jest strzałem w dziesiątkę. Jest w niej coś groteskowego i niepokojącego, co idealnie pasuje do kampowego klimatu filmu. Zagadka „kto zabija?” jest skonstruowana na tyle sprawnie, że finałowy zwrot akcji naprawdę potrafi zaskoczyć.

Werdykt: Rozrywka na najwyższych obrotach
„Śmierć nadejdzie dziś” to jeden z najbardziej odświeżających i inteligentnych horrorów ostatniej dekady, który mistrzowsko łączy elementy slashera, czarnej komedii i kina science-fiction. Zamiast epatować brutalnością, twórcy stawiają na świetnie skonstruowaną intrygę oraz niesamowitą energię głównej bohaterki, w którą brawurowo wcieliła się Jessica Rothe. Film bawi się oczekiwaniami widza, serwując mu nie tylko dreszczyk emocji, ale i satysfakcjonującą opowieść o charakterze i odkupieniu. Jest to idealna propozycja dla każdego, kto szuka w kinie grozy świeżości, dystansu i doskonale napisanych postaci, które zostają w pamięci na znacznie dłużej niż tylko do napisów końcowych.