Tag Archives: sabat czarownic

Szkarłatny taniec ze śmiercią – Odgłosy “Suspiria” (1977)

Jeśli mielibyśmy stworzyć listę filmów, które zdefiniowały estetykę grozy, Suspiria (w Polsce znana także pod tytułem Odgłosy) Dario Argento znalazłaby się w ścisłej czołówce. Wydany w 1977 roku włoski klasyk nie zestarzał się ani o dzień – a to dlatego, że Argento nie nakręcił zwykłego horroru. Stworzył hipnotyzujący, zmysłowy koszmar, z którego nie sposób się wybudzić. Włoski mistrz zrealizował wizję bezkompromisową, w której logika schodzi na drugi plan, ustępując miejsca absolutnemu, sensualnemu szaleństwu.

suspiria-argento

Młoda amerykańska tancerka Suzy Bannion przybywa do prestiżowej akademii we Freiburgu, by szlifować swój talent. Szybko odkrywa, że za dostojnymi fasadami ekskluzywnej placówki kryje się coś potwornego. Historia skupia się na motywie starożytnego kultu i mrocznych tajemnic. Pomysł, choć w gruncie rzeczy prosty, prowadzi widzów przez prawdziwy labirynt paranoi.

Zagrożenie ukrywa się w mroku i za fasadą elitarnej szkoły. Zło przybiera tu postać pierwotnej, bezwzględnej magii, która morduje z niezwykłą inwencją. Brutalność poszczególnych sekwencji potrafi wręcz sparaliżować swą surowością. Sceny uśmiercania kolejnych ofiar przypominają makabryczny, perfekcyjnie wyreżyserowany balet, gdzie krew leje się gęsto, a strach narasta z każdą minutą.

Atmosfera jest niesamowicie duszna, przypominająca gorączkowy sen, z którego nie sposób się wybudzić. Twórcy genialnie kreują poczucie osaczenia i pułapki bez wyjścia. Korytarze akademii przypominają żywy, groźny organizm, a surrealistyczny nastrój potęgowany jest przez niesamowitą, wręcz ikoniczną ścieżkę dźwiękową zespołu Goblin, która niemal fizycznie atakuje bębenki słuchowe.

Jessica Harper w roli Suzy wypada niezwykle wiarygodnie, łącząc dziewczęcą wrażliwość z powoli budzącą się determinacją. Największym bohaterem pozostaje jednak sama warstwa wizualna. Technicolor wypalający oczy odcieniami karminu i kobaltu, geometryczne planowanie kadrów oraz niesamowite wnętrza tworzą zjawiskową całość. Film wygląda niczym malarski obraz przeniesiony wprost z koszmaru sennego. Wizualny hipnotyzm uzupełnia ikoniczny, napastliwy soundtrack zespołu Goblin, który jest nie tyle tłem, co równorzędnym oprawcą widza.

Argento demontuje racjonalny świat i zastępuje go pierwotnym strachem przed nieznanym. Film uosabia lęk przed utratą kontroli oraz konfrontacją z matczyną, opresyjną siłą, która zniewala ciało i umysł. Wizualny chłód kontrastuje z wrzącą, krwawą paletą barw, gdzie purpura oznacza bezradność, a zieleń zapowiada śmierć. Warstwa dźwiękowa opiera się na szepczących glosolaliach i natarczywej perkusji. Finał nie przynosi ulgi, lecz bolesne oczyszczenie w płomieniach. Zostawia nas z poczuciem, że zły sen nigdy do końca się nie kończy.

Werdykt Hipnotycznego Zachwytu
Odgłosy (Suspiria) to absolutny kamień milowy kina grozy i szczytowe osiągnięcie włoskiego stylu. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto szuka w kinie czystej sensorycznej dominacji i bezkompromisowej formy. Do tego filmu nie wraca się dla samej fabuły, lecz po to, by ponownie dać się zahipnotyzować tej architektoniczno-muzycznej psychodeli.

Zwiastun filmu Odgłosy “Suspiria” (1977)

Demoniczne wiedźmy w horrorze Piąta czarownica – Graham Masterton

Mroczne Los Angeles, zapach prochu zmieszany z dymem rytualnych stosów i autor, który od dekad bezlitośnie patroszy ludzką psychikę. Graham Masterton w powieści „Piąta czarownica” zabiera nas w podróż do Miasta Aniołów, które z aniołami ma wspólnego tyle, co rzeźnik z wegetarianizmem. Brytyjski mistrz grozy stworzył pozycję niezwykle dynamiczną i krwawą. Czy to wybitne dzieło? Nie, ale jako literacki odpowiednik krwawego, sensacyjnego kina klasy B sprawdza się wyśmienicie.

piąta czarownica

Szkielet fabularny intryguje od pierwszych stron. Trzech potężnych gangsterów przejmuje totalną władzę nad Los Angeles. Zamiast przekupnych sędziów czy karabinów maszynowych, ich najgroźniejszą bronią stają się cztery XVII-wieczne, wskrzeszone czarownice.



Akcja rusza z kopyta, gdy trzej detektywi płoną żywcem w samochodzie, uprzednio wymiotując żywymi karaluchami. Prawnicy wbijają sobie ołówek w ucho, a całe oddziały SWAT zostają bezlitośnie wyrżnięte w pień. Na drodze tej fali potworności staje detektyw Dan Fisher – cyniczny glina i zadeklarowany sceptyk. Los zmusza go do porzucenia racjonalnego myślenia. W walce z piekielnymi siłami pomagają mu ekscentryczny ojciec (emerytowany iluzjonista) oraz tajemnicza, urocza sąsiadka Annie Conjure, która o czarach wie zdecydowanie za dużo.
Masterton pisze lekko, niezwykle potoczyście. Stawia na krótkie, mięsiste zdania, które tną powietrze niczym rzeźnicki tasak. Dialogi bywają sarkastyczne, co zgrabnie rozładowuje wszechobecny horror.

piąta czarownica

Książka potrafi zjeżyć włos na głowie, choć zamiast subtelnego, psychologicznego niepokoju, autor serwuje nam czysty terror. Napięcie pulsuje w rytmie przyspieszonego bicia serca. Pisarz nie bawi się w podchody. Każda kolejna strona przynosi zagrożenie, przed którym nie chroni ani policyjna odznaka, ani kamizelka kuloodporna. Czytelnik szybko zaczyna współczuć bohaterom, bo konfrontacja ze starożytną magią przypomina walkę z huraganem za pomocą papierowego wachlarza.

Zapomnijcie o potulnych babuniach z wielkimi nosami i latających miotłach. Czarownice w tej powieści – na czele z bezwzględną Rebeccą Greensmith – są amoralnymi, demonicznymi istotami, które szafują ludzkim życiem bez mrugnięcia okiem. Pisarz miesza widowiskowe, hollywoodzkie eksplozje z intymnym, obrzydliwym gore. Sznury flaków i tryskająca posoka niemal kapią z kartek.

Klimat opowieści gęstnieje z każdym rozdziałem. Złote plaże i luksusowe dzielnice Los Angeles zostają zalane przez mrok i krew. Nastrój książki przypomina senny koszmar, w którym nowoczesna technologia okazuje się bezużyteczna w starciu z pierwotnym, bezwzględnym złem.

Czy warto wejść do tego koszmaru?
Warto, bez dwóch zdań. Pod warunkiem, że lubicie literacką jazdę bez trzymanki i nie mdlejecie na widok krwi. Miłośnicy krwawych opowieści niesamowitych dostaną dokładnie to, za co uwielbia się brytyjskiego autora. Książka zapewnia kilka godzin doskonałej, choć makabrycznej i podszytej czarnym humorem rozrywki.

Czarownica (Spellbinder, 1988) — miłość i zdrada w cieniu czarów

czarownica horror
Spellbinder w reżyserii Janet Greek to lekki horror z elementami okultyzmu i romansu, który nie epatuje przemocą, lecz buduje napięcie i niepokój przez klimat i atmosferę. Spellbinder to film z lat 80., skromny budżetowo, ale z wyraźnym pomysłem — opowieść o czarownicach, magii, satanistycznym kulcie, zdradzie i manipulacji. Jego siła tkwi w tym, co niewypowiedziane i w sugestiach, które stopniowo wypełniają ekran. Jest to produkcja, która w ciekawy sposób łączy elementy romansu, thrillera i kina grozy, stanowiąc intrygujący, choć niedoceniony, przykład niskobudżetowego horroru lat 80.

Głównym bohaterem jest Jeff Mills (Tim Daly), młody i przystojny prawnik, typowy “yuppie” tamtych czasów. Pewnego wieczoru, wraz z przyjacielem, ratuje piękną i tajemniczą Mirandę (Kelly Preston) z rąk agresywnego mężczyzny. Zaczyna się niewinny romans – Miranda, z pozoru dziewczyna z problemami, wydaje się uosobieniem ideału. Jednak sielanka szybko ustępuje miejsca niepokojowi, gdy Jeff zostaje wplątany w sieć intryg, a na jaw wychodzi szokująca prawda: Miranda należy do sabatu czarownic oddającego cześć szatanowi.
To właśnie to zestawienie sielankowej opowieści o zakochaniu z motywami satanicznego horroru stanowi o oryginalności “Czarownicy”. Pierwsza połowa to niemal melodramat, podszyty jednak subtelnym przeczuciem nadchodzącej grozy. Druga część zdecydowanie skręca w stronę thrillera, gdzie stawka staje się wyjątkowo wysoka, a główny bohater wplątuje się w sieć iluzji, rytuałów i zdrady.

“Czarownica” (Spellbinder, 1988) to film, który unika epatowania makabrą, stawiając raczej na budowanie atmosfery i tajemnicy. Nie jest to typowy horror. Zamiast tego dostajemy stonowany, mroczny klimat, który wykorzystuje motywy czarnej magii i opresyjnego kultu. Scenografia osadzona w zamożnym Los Angeles w okresie bożonarodzeniowym tworzy ciekawy kontrast dla narastającej, pogańskiej grozy. Trochę krwi, trochę strachu, dużo sugestii i złowrogiej magii.
Gra aktorska Kelly Preston jako Mirandy jest hipnotyzująca. Aktorka doskonale oddaje dwoistość swojej postaci – z jednej strony kruchej i uroczej, z drugiej skrywającej mroczną, demoniczną tajemnicę.

Jednym z najczęściej chwalonych elementów filmu jest jego zakończenie. “Czarownica” serwuje zwrot akcji, który, choć może nie jest całkiem rewolucyjny, stanowi mocny punkt i nadaje filmowi gorzki posmak. Niektórzy widzowie mogą być zaskoczeni tym, że zło, w tym przypadku uosabiane przez potężny krąg czarownic, niekoniecznie musi zostać pokonane w hollywoodzkim stylu.

“Czarownica” (Spellbinder, 1988) to pozycja obowiązkowa dla fanów kina grozy lat 80., którzy cenią sobie klimat i narrację bardziej niż efekty specjalne. To film, który jest zdecydowanie wart odkrycia na nowo. Dziwi jego niska rozpoznawalność i małe oceny – to solidnie zrealizowana historia o sile miłości w obliczu okultystycznego zła, z satysfakcjonującym, choć nie dla każdego akceptowalnym, finałem.

Czy warto obejrzeć Czarownicę?

Tak — Spellbinder to film, który może nie przeraża tak, jak horrory gore, ale zostaje w pamięci dzięki atmosferze, tajemnicy i pięknu złowrogich rytuałów. Dla tych, którzy cenią horror okultystyczny, klimatyczne napięcie i historie, w których magia jest czymś więcej niż tylko efektami specjalnymi — Czarownica to świetny wybór.