Tag Archives: Folk Horror

Demoniczna wiedźma i ukryte traumy w horrorze Hokum (2026)

Hokum (2026) to mroczny, folkowy dreszczowiec z elementami psychologicznej anihilacji, zanurzony w gęstej jak smoła, klaustrofobicznej atmosferze. Irlandzkie bezdroża skrywają sekrety, które potrafią rozerwać ludzką psychikę na strzępy. Damian McCarthy, twórca genialnego “Oddity”, powraca z mroczną, folkową opowieścią o demonach przeszłości i wiecznych wiedźmach. Zapraszam do odludnego hotelu, gdzie zapach stęchlizny miesza się z zapachem rozrzucanych ludzkich prochów.

hokum

Najnowsze dzieło McCarthy’ego udowadnia, że reżyser wyrasta na nowego mistrza współczesnej grozy. Otrzymujemy niesamowicie spójną, kinową realizację, która umiejętnie ucieka od tanich schematów kina klasy B. Produkcja trzyma wysoki, światowy poziom i oferuje widzom ambitne, wielowarstwowe widowisko. Reżyser doskonale panuje nad strukturą opowieści, udowadniając swój autorski kunszt.

Zawiązanie akcji to precyzyjnie skonstruowana pułapka. Oś fabularna skupia się wokół Ohma Baumana, zgorzkniałego pisarza, który przybywa do odizolowanego hotelu w Irlandii. Głównym celem mężczyzny jest rozsypanie prochów zmarłych rodziców, jednak sielankowy plan szybko zamienia się w koszmar. Lokalne legendy o przerażającej wiedźmie Cailleach, uwięzionej w apartamencie dla nowożeńców, zaczynają boleśnie przenikać do rzeczywistości. Tajemnicze zaginięcie barmanki popycha Baumana do śledztwa, które zmusi go do rozliczenia się z tragicznym dzieciństwem. Scenariusz zgrabnie splata wątki psychologiczne z surowym, celtyckim folklorem.




Początkowy niepokój narasta stopniowo, by ostatecznie uderzyć w widza z pełną siłą. Zagrożenie przybiera formę nadprzyrodzonego bytu, wiedźmy Cailleach, ale też mrocznych projekcji umysłu głównego bohatera. Sceny w podziemiach, gdzie pojawiają się udręczone, skute łańcuchami dusze, potrafią wywołać autentyczne ciarki na plecach. Brutalność podana jest w sposób surowy, a nieliczne krwawe sekwencje mocno kontrastują z dusznym, sennym klimatem opowieści. McCarthy wie, jak manipulować uwagą widza, serwując kilka bezbłędnie wymierzonych, paraliżujących momentów.

Atmosfera osaczenia i wszechobecnej paranoi gęstnieje z każdą minutą seansu. Poczucie całkowitej izolacji od świata potęgowane jest przez klaustrofobiczne, ciemne korytarze opustoszałego hotelu Bilberry Woods. Oniryczne wizje bohatera płynnie zacierają granicę między prawdą a halucynacją, co wywołuje u odbiorcy głęboki dyskomfort. Groza sączy się z ekranu niczym gęsta mgła, nie pozwalając na chwilę oddechu. Wokół unosi się zapach starych tajemnic i nieodwracalnego dramatu.

Adam Scott w roli zgorzkniałego, zmagającego się z alkoholowym dziedzictwem autora tworzy kreację wybitną, choć celowo odpychającą. Dynamika między nim a ekscentrycznymi mieszkańcami hotelu – w tym magnetyczną Fioną (Florence Ordesh) oraz niepokojącym Jerrym (David Wilmot) – buduje napięcie silniejsze niż tradycyjne straszaki. Scott gra faceta, którego nie da się polubić, a jednak desperacko śledzimy każdy jego krok w stronę obłędu. Wizualna strona produkcji zachwyca, a surowe zdjęcia perfekcyjnie oddają chłód irlandzkiego krajobrazu. Scenografia starego, zamkniętego poza sezonem pensjonatu staje się wręcz osobnym, złowrogim bohaterem filmu. Warstwa techniczna to czysta, audiowizualna poezja makabry. Kamera bezlitośnie zamyka nas w perspektywie POV bohatera, zmuszając do wypatrywania zagrożenia w mroku. Co kluczowe, film nie posiada ślepych, niedoświetlonych plam; faktura starych tapet, trójwymiarowość mebli i klaustrofobiczne korytarze potęgują duszny realizm, w którym każdy cień wydaje się mieć własną wagę.

McCarthy nie kręci prostego straszaka o duchach – to głęboka analiza psychologiczna, w której folkowa wiedźma Cailleach staje się uosobieniem tłumionej traumy, wyparcia i żalu po stracie. Film przechodzi na wyższy poziom, gdy demaskuje lęki przed własną przeszłością i nieodwracalnością tragicznych błędów z dzieciństwa. Reżyser po mistrzowsku operuje lodowatym chłodem irlandzkiej prowincji, kontrastując go z niepokojącym, nienaturalnym oświetleniem zamkniętych pomieszczeń. Sfera dźwiękowa, zdominowana przez narastający szum, niespodziewane dźwięki dzwoneczków i echa ciągniętych łańcuchów, dosłownie wwierca się w mózg. Finał nie przynosi taniego odkupienia; zostawia widza z ciężkim, egzystencjalnym pytaniem o to, jak głęboko potrafimy sami siebie uwięzić w lochu własnych wspomnień.

Czy warto obejrzeć?
Hokum to bezkompromisowe, hipnotyzujące kino grozy, które pod płaszczykiem klasycznej opowieści o nawiedzonym domu przemyca bezwzględne studium ludzkiego sumienia. Seans pozostawia niezatarte wrażenie i stanowi pozycję obowiązkową dla każdego fana folk horroru oraz thrillerów psychologicznych. Widzowie oczekujący jedynie dynamicznych potyczek z potworami mogą poczuć się zawiedzeni przez specyficzne, wolniejsze tempo narracji. Konstrukcja fabularna bywa momentami skomplikowana, a finałowe rozwiązania wymagają od odbiorcy skupienia. Warto jednak podjąć to wyzwanie i zanurzyć się w ten koszmar.

Brytyjski folk horror „Ziemia Przeklętych” (Starve Acre) z 2023 roku

Brytyjski folk horror przeżywa w ostatnich latach prawdziwy renesans. Twórcy coraz chętniej wracają do motywów prastarych rytuałów, izolacji i niepokojącej więzi człowieka z naturą. Starve Acre (polski tytuł: Ziemia Przeklętych) idealnie wpisuje się w ten nurt. Adaptacja powieści Andrew Michaela Hurleya, która stawia na powolne, niemal hipnotyczne wprowadzanie widza w stan głębokiego niepokoju.

ziemia przeklętych

Ziemia Przeklętych to film niezwykle specyficzny i wymagający. Moje ogólne wrażenie balansuje między zachwytem nad jego gęstym klimatem a lekkim znużeniem tempem narracji. Bez wątpienia jest to produkcja inteligentna, zrealizowana z ogromnym smakiem i artystycznym zacięciem. Nie jest to jednak horror dla każdego. Widz szukający dynamicznej akcji może poczuć się zawiedziony. Fani powolnego, celebrowanego wręcz mroku będą usatysfakcjonowani.

Akcja filmu przenosi nas w lata 70. XX wieku do wiejskiego, ponurego Yorkshire. Archeolog Richard i jego żona Juliette próbują poradzić sobie z nagłą, niewyjaśnioną tragedią, która dotknęła ich syna. Kobieta popada w apatię i szuka ukojenia w lokalnych, okultystycznych wierzeniach. Richard zatapia się w pracy, odkopując na swojej posesji korzenie prastarego, dębowego drzewa oraz szczątki legendarnego stworzenia. Scenariusz jest niezwykle interesujący, ponieważ splata psychologiczne studium żałoby z namacalną, pradawną magią. Historia rozwija się bardzo powoli, ale każdy element tej układanki ma swoje miejsce w makabrycznym finale.

Twórcy wprowadzają do opowieści motywy pogańskie oraz body horror w bardzo surowym, wręcz naturalistycznym wydaniu (scena odradzania się zająca potrafi wywołać autentyczny dyskomfort). Najbardziej przerażające jest tu jednak to, jak łatwo zniszczona cierpieniem ludzka psychika poddaje się wpływom sił, których nie potrafi pojąć.

Atmosfera Starve Acre to absolutne mistrzostwo świata. Panuje tu nastrój permanentnego przygnębienia, izolacji i chłodu. Krajobraz angielskiej prowincji – surowy, mglisty, pozbawiony żywych barw – staje się pełnoprawnym bohaterem opowieści. Widz od pierwszych minut czuje ciężar ziemi, która skrywa coś złego. Klimat potęguje genialna, minimalistyczna i niepokojąca ścieżka dźwiękowa, która sprawia, że nawet w scenach pełnych ciszy czujemy wewnętrzny niepokój.

Pod względem warsztatowym film stoi na najwyższym poziomie. Matt Smith (znany z Rodu Smoka) oraz Morfydd Clark (Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy)doskonale odnajdują się w tej opowieści. Scenografia starego, kamiennego domu otoczonego pustkowiem jest idealnym odzwierciedleniem stanu ducha bohaterów – pusta, surowa i odcięta od świata.

Czy warto obejrzeć?
Ziemia Przeklętych to pozycja obowiązkowa dla koneserów folk horroru i kina w stylu Czarownicy: Bajki ludowej z Nowej Anglii. Jeśli cenicie w horrorach głębię psychologiczną, niespieszną narrację i gęsty jak mgła klimat, ten film Was zachwyci. Jeżeli jednak oczekujecie potworów, krwi i szybkiego tempa – ta produkcja może okazać się dla Was zbyt monotonna i nużąca. Film jest trudny i mroczny, ale całkiem ciekawy.

Zwiastun filmu „Ziemia Przeklętych” (Starve Acre)

Ciekawy horror psychologiczny „Wiedźma” (The Beldham, 2024)

„Wiedźma” (oryg. The Beldham) – Reżyserka Angela Gulner serwuje nam niszowy horror psychologiczny, który stawia na powolną, psychiczną destrukcję. Rzadko kiedy twórcy tak sprawnie potrafią utrzymać widza w niepewności. Czy to, co oglądamy, to realne zagrożenie, czy może bezwzględna psychoza poporodowa?

wiedzma

Quick Look: Plusy i Minusy

Krwawe trofeum: Za genialne, wywołujące ciarki wykorzystanie dźwięków stukania w ścianach i wszechobecnych ptaków, które sprawiają, że zwykły dom staje się klatką.

Zgrzyt: Tempo w środkowej części filmu bywa tak niespieszne, że niecierpliwsi widzowie mogą zacząć nerwowo zerkać na telefon – film w zasadzie podporządkowany jest jednemu głównemu twistowi.



Fabuła kręci się wokół Harper (w tej roli świetna Katie Parker), świeżo upieczonej matki, która – będąc na skraju wycieńczenia i psychozy poporodowej – decyduje się na powrót do rodzinnego, wiejskiego domu na amerykańskim Południu. Ma tam odpocząć pod okiem swojej matki, Sadie. Zamiast sielanki zastaje jednak gęstą atmosferę, tajemniczą opiekunkę Bette oraz coś, co czai się w ścianach domostwa.

Zgodnie z lokalnymi podaniami, w okolicy krąży tytułowa „Beldham” – archaiczne określenie na wiedźmę lub staruchę żerującą na niewinnych. Harper zaczyna dostrzegać widmowe postacie w mroku, a wokół domu gromadzą się złowrogie wrony. Najgorsze jest to, że potwór najwyraźniej ma plan wobec jej nowonarodzonej córeczki.

Operator wykonał kawał genialnej roboty – kadry są ciasne, klaustrofobiczne, a dom z jednej strony wygląda na przytulny, z drugiej zaś jego układ sprawia, że nigdy nie wiesz, co czai się za rogiem.

Najsilniejszym punktem „Wiedźmy” nie jest to, co widzimy, ale to, czego nie widzimy. Niepokój buduje się tu szeptem, cieniem i przeczuciem, że najbliższe ci osoby mogą nie mieć czystych intencji.

Ścieżka dźwiękowa to mistrzostwo świata w kategorii „budzenie niepokoju”. Każde skrzypnięcie podłogi, każdy nienaturalny stukot w ścianie potrafi zjeżyć włos na głowie. Elementy grozy są tu subtelne, niemal eleganckie, choć potwór – kiedy już majaczy w ciemnościach – potrafi autentycznie zaniepokoić. Aktorsko film stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza relacja między Katie Parker a Patricią Heaton (grającą matkę) tworzy fascynujący, toksyczno-opiekuńczy miks.

Mój werdykt w jednym zdaniu
To stylowy, intymny i szalenie niepokojący horror psychologiczny, który udowadnia, że najstraszniejsze potwory to te, które rodzą się z izolacji, zmęczenia i braku zaufania do własnych zmysłów.

Dla kogo jest ten seans?
Oglądaj, jeśli: Uwielbiasz niespieszne tempo, gęsty folk-klimat, horrory zaangażowane społecznie (jak Babadook czy Midsommar) i satysfakcjonujące, dające do myślenia zakończenia.

Odpuść, jeśli: Oczekujesz dynamicznej akcji, potworów wyskakujących z szafy co pięć minut i hektolitrów krwi rozlewanych przy użyciu piły mechanicznej.

Zwiastun „Wiedźma” (The Beldham, 2024)