Category Archives: Monster Horror

Bezlitosne pasożyty w horrorze „Tunel” (oryg. The Worm) – Harry Adam Knight

Jeśli myśleliście, że największym problemem Londynu są korki i deszcz, to Harry Adam Knight (pseudonim Johna Brosnana) wyprowadzi Was z błędu w sposób brutalny i niezwykle satysfakcjonujący. „Tunel” to klasyczny przedstawiciel brytyjskiego horroru lat 80. – jest brudny, szybki i oślizgły. To książka, która nie bawi się w metafory – tu zło jest fizyczne, śluzowate i ma bardzo konkretne plany wobec Twojego układu trawiennego. Czy jest ciekawa? Tak, o ile nie czytacie jej podczas jedzenia spaghetti.

tunel knight

To absolutnie obowiązkowa pozycja dla fanów nurtu creature feature. To literacki odpowiednik filmu klasy B, który włączasz o północy i nie możesz przestać oglądać, mimo że wiesz, że to, co dzieje się na ekranie, jest totalnie szalone. Czy jest ciekawa? Tak, o ile nie macie fobii na punkcie bezkręgowców. Do akcji wkracza Olivia Finch (siostra ofiary) oraz Edward Causey – prywatny detektyw, który czasy świetności ma dawno za sobą, za to długi ma bardzo aktualne. To genialne połączenie kryminału noir z monster-horrorem. Śledzimy dochodzenie w brudnych zaułkach miasta, podczas gdy w podziemiach rośnie potężne, biologiczne zagrożenie.

Wszystko zaczyna się od „chirurgicznego show”, przy którym odcinki „Grey’s Anatomy” wyglądają jak dobranocka. Do szpitala trafia dziewczyna, której brzuch skrywa pasażera na gapę – gigantycznego pasożyta. Dziewczyna umiera, a robal… cóż, robal ma ochotę na zwiedzanie Londynu.

Fabuła jest prosta jak konstrukcja dżdżownicy, ale równie skuteczna. Akcja pędzi jak metro w godzinach szczytu. Knight nie bawi się w długie opisy egzystencjalne. Zamiast tego serwuje nam sceny, w których ludzie są wciągani pod ziemię szybciej niż monety do automatu.
Styl jest konkretny, surowy i pozbawiony zbędnych upiększeń. Autor pisze z lekkością, ale kiedy przychodzi do scen grozy, traktuje sprawę śmiertelnie poważnie. Knight pisze konkretnie, bez owijania w bawełnę. Jego styl jest jak cios w żołądek – szybki, bolesny i zostawia ślad. Potrafi świetnie oddać atmosferę beznadziei upadłego detektywa, by za chwilę wrzucić nas w sam środek biologicznego koszmaru.

Czy książka jest straszna? Powiem tak, po lekturze zaczniesz podejrzliwie patrzeć na każdą rurę kanalizacyjną w swoim domu. Knight gra na naszych najbardziej pierwotnych lękach – strachu przed tym, że coś obcego żyje wewnątrz nas oraz przed klaustrofobią ciemnych tuneli. Napięcie jest budowane mistrzowsko: od tajemniczych zgonów, przez narastające przeczucie, że pod miastem dzieje się coś nieludzkiego, aż po pełnoskalowy horror w finale.

Tytułowy „robak” to majstersztyk obrzydliwości. To nie jest po prostu duża dżdżownica. To ewolucyjny koszmar, który pożera robotników w tunelach z taką łatwością, z jaką Ty wciągasz chipsy przed telewizorem.

Autor z chirurgiczną precyzją opisuje to, co pasożyty robią z ludzkim ciałem od środka. Scena operacji otwierającej książkę to tylko przystawka. Dalej mamy „konsumpcję” w tunelach, która zadowoli każdego fana gore. To horror, w którym krew miesza się z błotem i śluzem w idealnych proporcjach.

Czy warto przeczytać?

TAK, jeśli kochasz horrory retro, klimaty „Crittersów” czy „Wstrząsów” (Tremors) i nie przeraża Cię odrobina kiczu wymieszana z brutalnością.

NIE, jeśli Twój idealny horror to subtelne stukanie w okno, a na widok robaka na haczyku mdlejesz.

„Tunel” to kawał solidnej, mięsistej grozy. Harry Adam Knight stworzył książkę, która jest jak burger z foodtrucka o 3 nad ranem – może i niezbyt wykwintna, ale smakuje genialnie i zostaje w pamięci na długo (czasem jako zgaga, czasem jako koszmar).