Category Archives: Wiedźmy

Demoniczne wiedźmy w horrorze Piąta czarownica – Graham Masterton

Mroczne Los Angeles, zapach prochu zmieszany z dymem rytualnych stosów i autor, który od dekad bezlitośnie patroszy ludzką psychikę. Graham Masterton w powieści „Piąta czarownica” zabiera nas w podróż do Miasta Aniołów, które z aniołami ma wspólnego tyle, co rzeźnik z wegetarianizmem. Brytyjski mistrz grozy stworzył pozycję niezwykle dynamiczną i krwawą. Czy to wybitne dzieło? Nie, ale jako literacki odpowiednik krwawego, sensacyjnego kina klasy B sprawdza się wyśmienicie.

piąta czarownica

Szkielet fabularny intryguje od pierwszych stron. Trzech potężnych gangsterów przejmuje totalną władzę nad Los Angeles. Zamiast przekupnych sędziów czy karabinów maszynowych, ich najgroźniejszą bronią stają się cztery XVII-wieczne, wskrzeszone czarownice.



Akcja rusza z kopyta, gdy trzej detektywi płoną żywcem w samochodzie, uprzednio wymiotując żywymi karaluchami. Prawnicy wbijają sobie ołówek w ucho, a całe oddziały SWAT zostają bezlitośnie wyrżnięte w pień. Na drodze tej fali potworności staje detektyw Dan Fisher – cyniczny glina i zadeklarowany sceptyk. Los zmusza go do porzucenia racjonalnego myślenia. W walce z piekielnymi siłami pomagają mu ekscentryczny ojciec (emerytowany iluzjonista) oraz tajemnicza, urocza sąsiadka Annie Conjure, która o czarach wie zdecydowanie za dużo.
Masterton pisze lekko, niezwykle potoczyście. Stawia na krótkie, mięsiste zdania, które tną powietrze niczym rzeźnicki tasak. Dialogi bywają sarkastyczne, co zgrabnie rozładowuje wszechobecny horror.

piąta czarownica

Książka potrafi zjeżyć włos na głowie, choć zamiast subtelnego, psychologicznego niepokoju, autor serwuje nam czysty terror. Napięcie pulsuje w rytmie przyspieszonego bicia serca. Pisarz nie bawi się w podchody. Każda kolejna strona przynosi zagrożenie, przed którym nie chroni ani policyjna odznaka, ani kamizelka kuloodporna. Czytelnik szybko zaczyna współczuć bohaterom, bo konfrontacja ze starożytną magią przypomina walkę z huraganem za pomocą papierowego wachlarza.

Zapomnijcie o potulnych babuniach z wielkimi nosami i latających miotłach. Czarownice w tej powieści – na czele z bezwzględną Rebeccą Greensmith – są amoralnymi, demonicznymi istotami, które szafują ludzkim życiem bez mrugnięcia okiem. Pisarz miesza widowiskowe, hollywoodzkie eksplozje z intymnym, obrzydliwym gore. Sznury flaków i tryskająca posoka niemal kapią z kartek.

Klimat opowieści gęstnieje z każdym rozdziałem. Złote plaże i luksusowe dzielnice Los Angeles zostają zalane przez mrok i krew. Nastrój książki przypomina senny koszmar, w którym nowoczesna technologia okazuje się bezużyteczna w starciu z pierwotnym, bezwzględnym złem.

Czy warto wejść do tego koszmaru?
Warto, bez dwóch zdań. Pod warunkiem, że lubicie literacką jazdę bez trzymanki i nie mdlejecie na widok krwi. Miłośnicy krwawych opowieści niesamowitych dostaną dokładnie to, za co uwielbia się brytyjskiego autora. Książka zapewnia kilka godzin doskonałej, choć makabrycznej i podszytej czarnym humorem rozrywki.

Dom Maynarda – Herman Raucher


Dom Maynarda – Austin Fletcher wraca z wojny w Wietnamie i postanawia zamieszkać w domu, który zostawił mu zmarły na wojnie towarzysz broni. Dom położony na zupełnym pustkowiu pośród dziewiczych lasów wydaje się idealnym miejscem aby odpocząć po wojennych trudach. Stara chata odcięta od świata przez ostrą zimę jest dla Austina jak bezpieczna przystań. Nie zwraca uwagi na opowieści okolicznych mieszkańców o złej sławie tego miejsca. Kiedy jednak spędza kolejne noce w zupełnej samotności zaczyna zdawać sobie sprawę, że jego obecność zbudziła coś, co powinno zostać uśpione.

Dom Maynarda to niezwykle ciekawa książka, napisana wspaniałym stylem, z wciągającym, niepokojącym klimatem.
Jednym z największych atutów powieści jest gęsta, duszna atmosfera, która krok po kroku wciąga czytelnika w mroczny świat. Raucher doskonale kreuje poczucie izolacji bohatera, który zostaje odcięty od reszty świata zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Dom staje się metaforą stanu umysłu Austina – przestrzenią, w której mieszają się wspomnienia, ból, samotność i złowroga obecność, którą trudno zignorować.
W książce zima tworzy idealne tło dla przerażających wydarzeń. Śnieg tłumi dźwięki, ciemne, zimowe noce są dłuższe i bardziej mroczne, a biały krajobraz potęguje uczucie pustki i bezbronności. W kontekście “Domu Maynarda”, zima podkreśla elementy nadprzyrodzone – tajemnicze hałasy, złowrogie siły i niepokojące wydarzenia. Zimowy krajobraz sprawia, że bohater jest dosłownie i metaforycznie odcięty od świata zewnętrznego, co zwiększa poczucie zagrożenia i napięcie. Śnieżne, opustoszałe otoczenie domu jest miejscem, w którym trudno ukryć się przed mrocznymi siłami.
Styl pisania Hermana Rauchera to połączenie subtelnego horroru i psychologicznej introspekcji. Nie ma tu typowych dla horroru “jump scare’ów” czy nachalnych opisów grozy, ale raczej powolne, stopniowe narastanie niepokoju, który zaczyna przenikać każdą stronę powieści. Autor zręcznie balansuje pomiędzy rzeczywistością, a halucynacją, między bólem po stracie, a nadprzyrodzonymi siłami, co sprawia, że czytelnik do samego końca nie wie, na ile można ufać percepcji bohatera. Jednocześnie w tle pojawia się motyw nadprzyrodzonych sił i tajemnicy, która może sugerować, że dom rzeczywiście ma w sobie coś złowieszczego. To sprawia, że książka staje się nie tylko psychologicznym dramatem, ale także powieścią, która balansuje na granicy horroru o zjawiskach niewyjaśnionych.
Dom Maynarda to Mroczna, klimatyczna opowieść, która na długo pozostaje w pamięci czytelnika.