Czy Alice ma jeszcze naboje? Moja krwawa randka z Raccoon City – Resident Evil 2: Apokalipsa

Gdyby filmy o super bohaterach przedawkowały sterydy, ubrały się w lateks i wpadły na imprezę do George’a Romero, efektem byłby właśnie „Resident Evil 2: Apokalipsa”. To nie jest kino, które pyta o sens istnienia – to kino, które pyta, jak efektownie rozwalić głowę zombie za pomocą motocykla i grawitacji.
Wróciłem do tej produkcji Alexandra Witta (pod czujnym okiem Paula W.S. Andersona) i muszę przyznać: moje serce zabiło szybciej, mimo że mój mózg momentami błagał o litość.

resident evil 2

Quick Look

Krwawe trofeum: Za Nemesisa. Wygląda dokładnie tak, jak go zapamiętałem z koszmarów z dzieciństwa przed konsolą.

Zgrzyt: Montaż scen walki jest tak szybki, że momentami czułem się, jakbym oglądał film przez wirujący wentylator.




Akcja rzuca nas prosto w serce Raccoon City. Wirus T wydostał się z „Ula”, a miasto zamieniło się w bufet dla nieumarłych. Moja ulubiona twardzielka, Alice (Milla Jovovich), budzi się w opuszczonym szpitalu i szybko orientuje się, że Umbrella Corporation planuje „zdezynfekować” miasto za pomocą głowicy nuklearnej.
Fabuła to klasyczny wyścig z czasem. Alice łączy siły z ikoną gier, Jill Valentine (Sienna Guillory, która wygląda, jakby uciekła prosto z monitora), aby uratować córkę naukowca w zamian za bilet wyjazdowy z tej strefy śmierci.

„Resident Evil 2” to bardziej wysokooktanowy akcyjniak niż czysty horror. Oczywiście, mamy tu hordy gnijących zombie, zmutowane psy (klasyka!) i przerażającego Nemesisa – biomechaniczną bestię z wyrzutnią rakiet, która nie zna słowa „odpuść”. Sceny są krwawe, brutalne i pełne napięcia, ale to raczej adrenalina niż paraliżujący strach. Kupiły mnie momenty grozy w szkole – te małe, zwinne potwory w cieniu potrafią podnieść ciśnienie.

Uwielbiam ten brudny, miejski klimat. Zdjęcia są zimne, przesycone błękitem i czernią, co świetnie oddaje atmosferę upadającej metropolii. Ścieżka dźwiękowa? Metalowe riffy idealnie pompują krew podczas rozwałki.

Co do gry aktorskiej – Milla Jovovich urodziła się do tej roli. Ma w sobie tę charyzmę, która sprawia, że wierzysz, iż jest w stanie pokonać armię potworów jedną ręką. Jill Valentine w wykonaniu Sienny to czysty fanservice w najlepszym wydaniu – każdy ruch, strój i spojrzenie krzyczą: „Znam tę postać z PlayStation!”.

Statystyki seansu
Body count: 9/10 (Umiera całe miasto, więc trudno liczyć na palcach)

Poziom adrenaliny: Wysoki

Ilość zużytego sztucznego osocza: Cysterna

Mój werdykt w jednym zdaniu: To stylowy, bezlitosny i cudownie odmóżdżający powrót do świata gier, który nie przeprasza za to, że jest po prostu czystą, brutalną rozrywką.

Czy warto obejrzeć ten film?
Oglądaj, jeśli: Kochasz estetykę lat 2000, grasz w gry Capcomu i szukasz filmu, przy którym popcorn smakuje najlepiej, gdy na ekranie wybuchają helikoptery.

Odpuść, jeśli: Szukasz powolnego budowania napięcia w stylu „Lśnienia” lub logicznego scenariusza, w którym grawitacja ma jakiekolwiek znaczenie.

Zwiastun filmu Resident Evil 2: Apokalipsa

Klasyka postapokalipsy – Bastion – Stephen King

Gdyby Flintstonowie spotkali Mad Maxa na zlocie fanów biblijnej Apokalipsy, a całość podkręciłby na maksa rzeźnik z sąsiedztwa – dostalibyśmy właśnie to opus magnum. Przed Wami monumentalne starcie dobra ze złem, gdzie superwirus o uroczej nazwie „Kapitan Trips” kosi 99% ludzkości szybciej, niż zdążysz powiedzieć „kichnięcie”.
Dzisiaj przedstawiam absolutną legendę: „Bastion” (The Stand), którego autorem jest nie kto inny, jak Król Horroru – Stephen King. Czy ta cegła (ponad 1100 stron!) wciąż potrafi wgryźć się w gardło, czy może pokryła się już kurzem? Sprawdźmy.

bastion king

Quick Look: Plusy i Minusy

Krwawe trofeum: Za wykreowanie Randall Flagga – gościa, który sprawia, że masz ochotę sprawdzić trzy razy, czy zamknąłeś drzwi na klucz, a potem i tak zostawiasz włączone światło.
Zgrzyt: Rozwlekłość niektórych opisów. King potrafi poświęcić trzy strony na opisanie zardzewiałego roweru w rowie. No i to legendarne, lekko „błogosławione” zakończenie – jedni je kochają, inni chcą rzucać książką w ścianę.



Wyobraźcie sobie, że wojskowym znowu coś uciekło z laboratorium. Tym razem to grypa na sterydach. King z chirurgiczną precyzją, dom po domu, rozkłada na łopatki całą cywilizację. Kupiła mnie ta bezwzględność autora – nie ma tu taryfy ulgowej dla nikogo.
Gdy świat zamienia się w gigantyczne cmentarzysko, ocaleni zaczynają mieć sny. Jedni śnią o sędziwej, 108-letniej Matce Abigail, która bawi się w rzecznika prasowego Boga w Nebrasce. Inni… cóż, inni widzą faceta bez twarzy w dżinsowej kurtce, kolesia o czerwonych oczach – Randalla Flagga. Ludzkość dzieli się na dwa obozy i zaczyna marsz przez zrujnowaną Amerykę.
Styl Kinga w „Bastionie” to czysta, epicka amerykańska gawęda. Gość pisze tak naturalnie, że wsiąka się w ten świat bez popitki. Dialogi bywają potoczne, czasem wręcz szorstkie, ale dzięki temu bohaterowie – jak muzyk Larry Underwood czy zamknięty w sobie Stu Redman – stają się Twoimi kumplami.

Czy to w ogóle straszy?
Mój werdykt w jednym zdaniu: „Bastion” to potężne, klimatyczne studium upadku ludzkości, które przeraża realizmem i magnetycznym, mrocznym klimatem.

Czy książka jest straszna? To zależy, czego się boisz. Nastrój paranoi i osaczenia jest tak gęsty, że można go kroić nożem. King mistrzowsko buduje napięcie. Najbardziej przerażające nie są nadprzyrodzone moce, ale wizja pustych, gnijących megapolis i to, jak szybko człowiek potrafi zamienić się w bestię, gdy znikają zasady i policja.

Elementy grozy i potwory:
Kapitan Trips: Niewidzialny morderca. Sceny, w których ludzie uświadamiają sobie, że zwykłe przeziębienie to wyrok śmierci, autentycznie mrożą krew w żyłach (szczególnie po doświadczeniach z prawdziwymi pandemiami!).

Randall Flagg (Mroczny Maniak): To nie jest typowy potwór z bagien. To chodzący demon, ucieleśnienie czystego zła, chaosu i tyranii. Facet ma w sobie coś tak magnetycznego, że aż ci głupio, kiedy czytasz jego rozdziały z zapartym tchem.

Tunel Lincolna: Jeśli macie klaustrofobię, scena ucieczki z Nowego Jorku przez kompletnie zaciemniony, wypełniony trupami tunel sprawi, że zapomnicie o oddychaniu. To jedna z najbardziej krwawych, dusznych i makabrycznych sekwencji w historii literatury grozy.

Raport z Przetrwania
Body count: 99.4% ludzkości (globalny reset w wersji hardcore)

Poziom adrenaliny: Falujący – od powolnego budowania napięcia po totalną jazdę bez trzymanki

Ilość zużytego osocza: Ocean (głównie z pękających węzłów chłonnych)

Dla kogo jest ta książka?

Czytaj, jeśli:

– Uwielbiasz motywy postapokaliptyczne i powolne budowanie świata.

– Chcesz zobaczyć, jak wygląda literacki pojedynek stulecia między Dobrem a Złem.

– Nie przeraża Cię książka, którą w razie ataku zombiaka możesz wykorzystać jako broń obuchową.

Odpuść, jeśli:

– Dostajesz gęsiej skórki na samą myśl o 30-stronnicowych opisach psychiki postaci pobocznych, które i tak zaraz umrą.

– Szukasz szybkiej, lekkiej lektury na jeden wieczór do poduszki.

Bawiłem się świetnie, mimo że niektóre wątki King mógłby spokojnie skrócić o połowę bez straty dla fabuły. To absolutny klasyk, który po prostu TRZEBA znać.

A Ty? Wybrałbyś bezpieczną chatkę u Matki Abigail czy rzuciłbyś wszystko, żeby robić rozróbę w Vegas u boku Flagga?

Diabelski sprzedawca w powieści Sklepik z Marzeniami – Stephen King

Jeśli kultowe „Wredne dziewczyny” zamiast uganiać się za chłopakami, zaczęłyby handlować z samym diabłem, a ceną za idealne życie byłoby podpalenie domu sąsiada, wynik tego starcia wyglądałby dokładnie jak „Sklepik z marzeniami” Stephena Kinga.

sklepik z marzeniami
W sennym miasteczku Castle Rock pojawia się tajemniczy nieznajomy, Leland Gaunt, i otwiera sklep o nazwie „Coś unikalnego”. Co tam znajdziesz? Wszystko, o czym skrycie marzysz. Unikalna karta baseballowa? Jest. Przedwojenna szklana szafka? Proszę bardzo.
Cena? Śmiesznie niska… plus mały, niewinny psikus, który musisz spłatać jednemu z sąsiadów.
Moje wewnętrzne poczucie moralności krzyczało: „Uciekaj stamtąd!”, ale styl pisania Kinga jest w tej powieści jak najlepszy hipnotyzer. Autor z chirurgiczną precyzją, a zarazem z niesamowitym, czarnym humorem tka sieć intryg.
Akcja rozwija się niespiesznie, ale z narastającym napięciem. King nie bawi się w tanie straszenie – on pozwala nam patrzeć, jak mali, zawistni ludzie z sąsiedztwa sami kręcą na siebie bicz. Styl jest lekki, potoczysty, pełen ironii i genialnych metafor, dzięki którym przez te kilkaset stron dosłownie się płynie.



Szybki rzut okiem

Krwawe trofeum: Za genialny, wręcz chirurgiczny portret psychologiczny małego miasteczka, które rozpada się na kawałki jak domek z kart.

Zgrzyt: Początkowe wprowadzanie tabunów mieszkańców Castle Rock bywa tak gęste, że musiałem momentami sprawdzać, kto jest kim – ale gdy machina rusza, wszystko układa się w idealną całość.

Czy ta książka jest przerażająca? O rany, i to jak, choć w zupełnie inny sposób niż klasyczne opowieści o duchach.

Nie znajdziecie tu zamaskowanego mordercy z piłą łańcuchową (choć krew i flaki też się poleją!). Najgorszym potworem w „Sklepiku z marzeniami” jest… ludzka chciwość i skrywana nienawiść. Leland Gaunt to demon w garniturze skrojonym na miarę – manipuluje ludźmi jak marionetkami, grając na ich najniższych instynktach.

Atmosfera zagęszcza się z każdym rozdziałem. Początkowy sielankowy nastrój małego miasteczka powoli ustępuje miejsca paranoi, obłędowi i krwawej anarchii. Scena starcia dwóch nienawidzących się gospodyń domowych, uzbrojonych w tasak i nóż rzeźnicki, trzymała mnie w takim napięciu, że zapomniałem o mruganiu. King tworzy tu prawdziwy, duszny taniec śmierci.

Horror w liczbach (Skala Sklepiku)

Body count (Licznik trupów): 7/10 (ale za to jak spektakularnych!)

Poziom paranoi: 10/10

Ilość zużytego czarnego humoru: Litry (mocniejsze niż podwójne espresso)

Mój werdykt w jednym zdaniu: To genialnie przemyślana, bezlitosna i cudownie satyryczna opowieść o tym, jak łatwo można kupić ludzką duszę za parę błyskotek – King w swojej szczytowej formie społecznego obserwatora.

Bawiłem się świetnie, obserwując ten epicki pożar burdelu, jaki Gaunt zgotował mieszkańcom Castle Rock. To absolutnie genialna pozycja, którą po prostu trzeba znać

Dla kogo jest ta książka?
Przeczytaj, jeśli: Uwielbiasz powolne budowanie napięcia, małomiasteczkowy klimat, czarny humor i horrory, w których to ludzka psychika odgrywa główną rolę.

Odpuść sobie, jeśli: Oczekujesz straszenia na co drugiej stronie i nie masz cierpliwości do poznawania sekretów kilkunastu różnych bohaterów.