Ciemność skrywa niejedną tajemnicę, lecz rzadko kiedy brzmi tak potężnie, jak w opowieści o narodzinach najstarszego z wampirów.

Królowa Potępionych (Queen of the Damned) – Są filmy, które wchodzą do kina jak król. I są takie, które wchodzą jak rockman z kacem po koncercie. „Królowa potępionych” należy do tej drugiej kategorii filmów. Wali w drzwi basem, pożycza eyeliner od połowy gotyckiego fandomu i spogląda na widza jakby wiedziała, że krytycy już naostrzyli kołki.
Michael Rymer wyreżyserował adaptację powieści Anne Rice, trzeciej części „Kronik wampirów”. Scenariusz napisali Scott Abbott i Michael Petroni. Lestat budzi się po latach głębokiego snu i odkrywa, że świat zmienił rytm. Zostaje gwiazdą rocka. Wampir z sercem muzyka i apetytem na sławę ma w sobie coś z zakręconego kabaretu. Występuje na scenie, śpiewa, prowokuje. Problem w tym, że jego muzyka budzi coś znacznie starszego niż jego własna megalomania.
Mowa o Akashy, pradawnej królowej wampirów. Aaliyah gra ją z chłodną, lodowatą dostojnością. Piosenkarka zginęła w katastrofie lotniczej latem 2001 roku, przed ukończeniem zdjęć, a film trafił do kin już po jej śmierci. Gdy patrzysz na Akashę, trudno pozbyć się wrażenia, że oglądasz coś więcej niż kolejną wampirzycę z szafy kostiumowej. Aaliyah jako Akasa hipnotyzuje każdym spojrzeniem i ruchem ciała, kradnąc dla siebie każdą sekundę na ekranie.
Najmocniejszą kartą filmu jest oprawa dźwiękowa. Muzykę tworzyli Jonathan Davis, znany z Korna, i Richard Gibbs. Mroczne, ciężkie brzmienia pasują do tej opowieści jak ostre ciernie do róży. Otwarcie z teledyskiem Lestata, który odtwarza scenografię z „Gabinetu doktora Caligari”, to kapitalny gest w stronę klasyki niemego horroru. Takie momenty pokazują, że twórcy naprawdę znali swoje cmentarne klasyki. Estetyka gotyckiego rocka z początku lat dwutysięcznych ma tu urok zamkniętej kapsuły czasu. Otwierasz wieko i buchają ci w nos lakier do włosów, czarny tusz i niebieskie soczewki.
Królowa Potępionych jest obrazem idealnym dla fanów wampirycznych klimatów z pod znaku gotyckiej subkultury. W filmie nie brakuje ciekawych scen związanych z wampirami. Jak choćby Lestat wspinający się po ścianie niczym wielki, drapieżny pająk, który wprost z sufitu skacze na wpatrujące się w niego z coraz większym przerażeniem dwie dziewczyny. A wszystko to w rytmie ostrego rocka.
Fani Lestata mają też szansę zobaczyć scenę, której bohater filmu zostaje przemieniony w wampira, a nieposkromionym głodem zdumiewa nawet swojego twórcę. Historia życia Lestata, albo raczej jego krwawej drogi po przemianie zapisana w pamiętnikach przedstawiona jest w ciekawych retrospekcjach.
Ciekawie przedstawiona jest też walka wampirów w czasie rockowego koncertu, kiedy Lestat i Marius walczą z całą gromadą rozwścieczonych krwiopijców, a całe przedstawienie kończy się w momencie kiedy pojawia się bogini wampirów Akasha, która dokonuje widowiskowego spalenia całej zgrai wampirów.
Atmosfera ocieka dymem klubów, gotyckim blichtrem oraz wszechobecnym poczuciem dekadencji. Reżyser buduje świat spowity w purpurze, czerni i neonowych blaskach. Każda scena koncertu czy mrocznej audiencji w pałacu wampirów emanuje hipnotyzującym magnetyzmem. Mroczna estetyka lat dwutysięcznych wylewa się z ekranu, tworząc niezapomniany klimat heavymetalowej baśni. Strona wizualna zachwyca dopracowanymi kostiumami oraz odważną scenografią, która do dziś definiuje popkulturowy wizerunek wampirów tamtej dekady.
Teraz czas na bolesną sekcję zwłok. Film zebrał słabe recenzje i zawiódł komercyjnie. Zarobił około 45 milionów dolarów przy 35-milionowym budżecie, choć w pierwszy weekend zajął pierwsze miejsce w box office.
Winę ponosi przede wszystkim scenariusz. Rymer i spółka próbowali wcisnąć w jeden film wątki z dwóch powieści, „Wampira Lestata” i „Królowej potępionych”. Wychodzi gęsty, mocno ściśnięty bulion, w którym postaci toną jak muchy w kielichu. Wielu bohaterów z książek zniknęło. Inni dostali ledwie imiona lub trafili do usuniętej sceny. Psychologia Lestata, którą Rice rozwijała z gotyckim namaszczeniem, ginie w migotliwym wirze efektów i kostiumów. Film przypomina bardziej długi teledysk niż opowieść o wampirze.
Dochodzi do tego dziwna wstydliwość. Film krwi i erotyzmu obiecuje dużo, a daje przy tym zaskakująco mało. Jak na produkcję z kategorią R bywa wręcz grzeczny. Wampiry gryzą, ale kamera często odwraca wzrok, jakby ktoś zasłonił jej oczy jedwabną chusteczką. Dialogi potrafią brzmieć jak deklamacje z podręcznika patosu. Gdy bohaterowie zaczynają mówić o rządzeniu światem, chce się ziewać z godnością godną starożytnego faraona. Niestety, gra aktorska bywa drętwa, a dialogi momentami brzmią sztucznie i pretensjonalnie. Stuart Townsend jako Lestat stara się dorównać legendarnej kreacji Toma Cruise’a, lecz brakuje mu tej samej drapieżnej charyzmy.
I tu pojawia się paradoks, który kocham w takim kinie. „Królowa potępionych” nie jest dobrym filmem w klasycznym sensie, ale jest filmem, który chce być zapamiętany. Gdy wchodzi w tryb kampu i bawi się własną przesadą, daje frajdę. Gdy próbuje być poważna, robi się niezamierzenie śmieszna. Film ma wszystkie składniki kultowej produkcji.
Werdykt: Pozycja obowiązkowa dla fanów gotyckiej estetyki, wampirzych klimatów i muzyki rockowej z przełomu wieków. Warto ją zobaczyć także ze względu na Aaliyah, której obecność nadaje filmowi gorzki, smutny rys. Fani prozy Anne Rice powinni jednak przygotować się na jej mocne okaleczenie. Szukasz poważnej, mrocznej opowieści o naturze nieśmiertelności? Omijaj szerokim łukiem. Natomiast jeśli pragniesz kampowej, pachnącej lakierem do włosów przygody z gwiazdą rocka w pelerynie, „Królowa potępionych” otworzy przed tobą swoje trumienne drzwi.
Zwiastun filmu Królowa Potępionych

Ksiądz (Priest) – W alternatywnym świecie ludzie przez wieki toczyli krwawe, wyniszczające wojny z wampirami, które doprowadziły do zniszczenia planety. Pokonane wampiry zostały zepchnięte do rezerwatów. Ludzkość zgromadzona w wielkich i zatłoczonych, a także potężnie ufortyfikowanych miastach znajduje się pod całkowitą władzą kościoła. Zasłużeni w wojnie z wampirami księża wojownicy zostali odsunięci na margines. Jeden z najlepszych żołnierzy kościoła otrzymuje informację, że jego najbliższa rodzina żyjąca na radioaktywnych pustkowiach została zmasakrowana przez kwiożercze bestie. Ksiądz zostaje postawiony przed dylematem, czy złamać zasadę poszłuszeństwa kościołowi i ruszyć na pomoc porwanej bratanicy, czy pozostać wiernym złożonym ślubom.