Archiwum kategorii: Graham Masterton

Mroźna groza w książce Demon Zimna – Graham Masterton

Jeśli myśleliście, że globalne ocieplenie to jedyny problem klimatyczny, o który powinniśmy się martwić, to Jim Rook wyprowadzi Was z błędu. W czwartym tomie serii, Masterton funduje nam taką dawkę mrozu, że nawet Elsa z „Krainy Lodu” prosiłaby o termofor. „Demon Zimna” (Snowman) to moment, w którym seria o Rooku wrzuca najwyższy bieg.

W Los Angeles panuje upał, dopóki do miasta nie zawita nowy uczeń w klasie Jima. Jim Rook, nasz ulubiony nauczyciel od „trudnej młodzieży” i jeszcze trudniejszych duchów, zostaje wplątany w intrygę z potwornym demonem zimna w tle.
Akcja nie zwalnia ani na moment. Mamy tu wszystko: starożytną zemstę, demona, który przybiera formę mrożącej krew w żyłach (dosłownie!) istoty i Jima, który próbuje uratować świat, zanim wszyscy zamienią się w kostki lodu do whisky. Styl Mastertona w tej części jest wyjątkowo lekki, niemal sensacyjny, ale nie brakuje mu tego specyficznego „brudu”, za który go kochamy.

demon zimma

Czy książka jest straszna? Bardziej niż rachunek za ogrzewanie w styczniu! Masterton genialnie wykorzystuje kontrast – palące słońce Kalifornii kontra nadnaturalny, wysysający życie mróz.
Masterton nie buduje napięcia szeptami. On wali nas w twarz bryłą lodu i pyta, czy chcemy dokładkę.
Tytułowy „Snowman” to nie jest pocieszny bałwanek z marchewką zamiast nosa. Tylko pierwotna, bezlitosna siła, która sprawia, że krew krzepnie w żyłach.
Masterton opisuje skutki gwałtownego zamrażania ludzkiego ciała z precyzją chirurga-sadysty. Pękające gałki oczne i kruszące się kończyny to tutaj standard.



Panuje tu nastrój totalnej beznadziei ubranej w błękitny odcień lodu. To nie jest „duch ze strychu”, którego można wypędzić modlitwą. To potężna, fizyczna obecność. Czuć desperację Jima, który miota się między światem żywych i umarłych, próbując zrozumieć reguły gry, w której stawką jest życie wielu ludzi.

Statystyki Grozy
Licznik Trupów (Body count): 8/10 (Trupy padają gęsto i w bardzo… sztywnych pozach).
Poziom adrenaliny: Wysoki – finałowa konfrontacja to czysty survival.
Ilość zużytego ciekłego azotu: Galony.
Skala „Creepy”: 4/5 (Widok mroźnego bytu w słonecznym LA robi robotę).

Czy warto przeczytać?
Czytaj, jeśli: Jesteś fanem Jima Rooka, lubisz klimaty „miejskiego horroru” i nie przeszkadza Ci odrobina literackiego szaleństwa.
Odpuść, jeśli: Dopiero zaczynasz przygodę z Mastertonem (lepiej zacząć od pierwszego tomu, choć „Demon Zimna” broni się jako samodzielna historia) lub jeśli szukasz realizmu – tutaj fizyka idzie na długi spacer.

Jim Rook w paszczy Kojota, czyli „Kły i pazury” – Graham Masterton

Jeśli myśleliście, że użeranie się z trudną młodzieżą w West Grove Community College to szczyt stresu, to Jim Rook ma dla Was nowinę: spróbujcie wejść w drogę zazdrosnemu bóstwu z Arizony. „Kły i pazury” to Masterton w swojej szczytowej formie – tam, gdzie łączy miejski brud z etnicznym horrorem, który sprawia, że zaczynasz inaczej patrzeć na cienie w szkolnej szatni.

kły i pazury

W klasie Jima pojawia się Catherine Biały Ptak – piękna Indianka z plemienia Nawaho, która wnosi do szkoły znacznie więcej niż tylko podręczniki. Wraz z nią przybywa Coyote – złośliwy, potężny duch, który uważa Catherine za swoją własność. Każdy, kto na nią spojrzy, zginie. Każdy, kto ją dotknie, zostanie przerobiony na konfetti.
Gdy chłopak dziewczyny zostaje znaleziony w stanie, którego nie poskładałby nawet najlepszy patolog, Jim Rook rozumie, że oceny niedostateczne to jego najmniejszy problem. Do gry wchodzi duch dziadka Rooka (rodzinne wsparcie z zaświatów to podstawa!) oraz Niedźwiedzia Panna – zazdrosna demonica, która tworzy z Kojotem najbardziej toksyczny związek w historii literatury grozy.

Czy to jest straszne? (Atmosfera i Bestie)
To jedna z tych książek, po których boisz się mrugnąć. Masterton świetnie operuje tym, co nazywamy „nieuchronnością”. Wiesz, że zło jest blisko, czujesz zapach dzikiej zwierzyny na korytarzu liceum i słyszysz drapanie pazurów o beton.
W tej książce potwory nie chowają się w szafie. One rozrywają szafę na strzępy, a potem zabierają się za ciebie.

Kojot w wydaniu Mastertona to nie zabawny zwierzak z kreskówek. To ucieleśnienie złośliwości i pierwotnej siły. Do tego Niedźwiedzia Panna – potężna, przerażająca i zabójczo zakochana.
Jeśli myślałeś, że „nieludzko zmasakrowane zwłoki” to tylko figura retoryczna, Masterton szybko wyprowadzi Cię z błędu, serwując opisy, przy których tatar wydaje się daniem wegańskim.

Klimat to genialny miks nowoczesnego, zmęczonego amerykańskiego miasta z dusznym, sennym koszmarem wyciągniętym prosto z rezerwatów Arizony. Jest tu coś z „Widma nad Innsmouth”, ale w wersji z totemami zamiast macek. Czuć narastającą panikę – Jim nie walczy tylko o siebie, ale o całą swoją klasę, która staje się celem dla demonicznej bestii.

Statystyki Grozy
Licznik Trupów (Body count): 9/10 (Masakra w szkole to nie przelewki).

Poziom adrenaliny: Ekstremalny – ucieczka przed Niedźwiedzią Panną to czysty horror survivalowy.

Ilość indiańskich klątw: 100%

Skala „Nigdy nie pójdę do szatni”: Poza skalą.

Mój werdykt w jednym zdaniu:
To mroczna, krwawa i niesamowicie wciągająca podróż w świat mitologii Indian, która udowadnia, że stare legendy mają bardzo ostre kły.

Czy warto przeczytać?
Czytaj, jeśli: Interesujesz się wierzeniami Indian, lubisz horrory dziejące się w szkołach i nie boisz się opisów, które zostają pod powiekami na długo.

Odpuść, jeśli: Jesteś wrażliwy na punkcie zwierząt (nawet tych mitycznych) lub szukasz subtelnej grozy, w której nikt nie traci głowy w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Tengu – Demony Zemsty Grahama Mastertona

Tengu – O japońskich duchach przeszłości i koszmarze, który nie zna granic czasu…

Czy literatura grozy może być czymś więcej niż opowieścią o potworach i koszmarach? W przypadku Tengu Grahama Mastertona odpowiedź jest twierdząca. To nie jest typowy horror o demonach – to mroczna, pełna kulturowych odniesień historia o zemście, której korzenie sięgają II wojny światowej i tragedii zrzucenia bomby atomowej na Japonię. Masterton sięga tu do japońskiej mitologii, wskrzeszając Tengu – pradawne demony, które przypominają o żalu i nienawiści, nieuleczonych ranach, które nigdy nie przestają krwawić.

Powieść zaczyna się od starożytnego rytuału, który ma przywołać Tengu, by ukarały Amerykę za masakrę w Hiroszimie. Te mityczne istoty, będące częścią japońskiego folkloru, stają się w powieści gniewem natury i stróżami utraconego honoru, które nie spoczną, dopóki ich misja nie dopełni się w pełnym krwi triumfie. Gdy śmierć przybiera nadnaturalne formy, amerykański były agent wplątany w zagadkę tych morderstw staje przed zadaniem, które przekracza jego rozumienie świata. Ta historia nie prowadzi nas tylko przez makabryczne obrazy, ale skłania do pytań o ludzką winę i odpowiedzialność za ból zadany drugiemu człowiekowi.

Masterton genialnie oddaje klimat Japonii, przesyconej duchami przeszłości i etosem honoru, co sprawia, że Tengu nie jest zwykłym horrorem, lecz wciągającą opowieścią o skutkach decyzji, które zmieniają bieg historii. Przenosi nas w głąb ciemności nie tylko dlatego, by nas przestraszyć, ale by zastanowić się nad tym, jakie demony drzemią w nas samych.

Dla fanów horroru i japońskiej kultury to pozycja obowiązkowa. Masterton w Tengu nie tylko przerazi, ale też pokaże, jak mroczne mogą być konsekwencje ludzkich działań – konsekwencje, przed którymi nawet śmierć nie chroni.