Category Archives: Graham Masterton

Zło zamknięte w starym domu – Dżinn Grahama Mastertona

To jedna z tych powieści, od których dla wielu czytelników zaczęła się przygoda z brytyjskim mistrzem grozy. „Dżinn” to klasyk, który w genialny sposób przenosi egzotyczną legendę na grunt współczesnego świata, tworząc wybuchową mieszankę horroru i thrillera.
Horror jest fantastyczny – to klasyczny Masterton w swojej najlepszej formie. Książka jest niesamowicie ciekawa i wciągająca, od samego początku narzucając wysokie tempo. To bez wątpienia bardzo dobra pozycja, która mimo upływu lat wciąż potrafi zachwycić pomysłowością i sprawić, że czytelnik z ekscytacją przewraca kolejne strony.

dżinn masterton

Starożytna klątwa w nowoczesnym świecie
Fabuła skupia się wokół Harry’ego Erksine’a (bohatera znanego również z „Manitou”), który zostaje wciągnięty w sprawę tajemniczego, błękitnego słoja znalezionego w opuszczonym domu. Okazuje się, że naczynie więzi potężnego i złowrogiego Dżinna. Przebieg akcji jest niezwykle interesujący – Masterton mistrzowsko łączy wątek detektywistyczny z mroczną mitologią Bliskiego Wschodu. Styl pisania jest lekki, dynamiczny i bardzo obrazowy. Autor ma rzadki dar opisywania rzeczy niemożliwych w sposób tak konkretny, że stają się one dla czytelnika niemal namacalne.

Czy będziesz bać się ciemności?
Książka jest pełna napięcia i potrafi być autentycznie przerażająca. Masterton nie buduje grozy jedynie na nagłych skokach ciśnienia; on stwarza atmosferę osaczenia przez siłę, której nie da się zrozumieć ani łatwo pokonać. Momentami lektura wywołuje dreszcze niepokoju, zwłaszcza gdy uświadamiamy sobie, jak wielką moc posiada tytułowy byt i jak bardzo bezbronni są wobec niego ludzie.

Potwór inny niż wszystkie
Głównym antagonistą jest tu oczywiście Dżinn – istota potężna, kapryśna i niewyobrażalnie okrutna. Nie jest to jednak jedyny element grozy; Masterton serwuje nam całą serię pełnych makabry i krwi scen. Autor słynie z tego, że nie oszczędza swoich bohaterów, dlatego przygotujcie się na drastyczne opisy obrażeń, rytualną przemoc i nadprzyrodzone manifestacje, które zostają pod powiekami na długo. Wizualizacje działania mocy Dżinna są brutalne i bezkompromisowe.

Egzotyczny mrok
Nastrój powieści jest duszny i złowrogi. Mastertonowi udało się stworzyć unikalny klimat, w którym zachodnia racjonalność zderza się z mistyczną grozą Orientu. Czuć tu zapach starości, piasku i czegoś obcego, co nie powinno istnieć w naszym świecie. Atmosfera gęstnieje z każdym rozdziałem, prowadząc do finału, który jest równie spektakularny, co mroczny.

Werdykt: Czy warto przeczytać?
Zdecydowanie tak! „Dżinn” to pozycja obowiązkowa dla każdego fana horroru. Jeśli szukasz książki, która ma świetną fabułę, oryginalnego potwora i nie boi się mocnych, krwawych scen, ten tytuł jest dla Ciebie. To idealny przykład literatury grozy, która bawi, intryguje i przeraża w dokładnie takich proporcjach, jakich oczekujemy od mistrza Mastertona.

Kalejdoskop koszmarów Czternaście Obliczy Strachu – Graham Masterton

Czternaście Obliczy Strachu to jedna z ciekawszych antologii Grahama Mastertona dostępnych na rynku. Książka jest niezwykle wciągająca, ponieważ każde opowiadanie to zupełnie nowy świat i nowy rodzaj lęku. To bardzo dobra pozycja, która pokazuje szeroki wachlarz umiejętności brytyjskiego pisarza – od klasycznych ghost stories, przez horrory erotyczne, aż po czyste, surrealistyczne szaleństwo.

graham masterton

Czternaście skoków w nieznane
Zbiór nie posiada jednej wspólnej fabuły, ale każde z czternastu opowiadań oferuje niezwykle interesujący przebieg akcji. Mamy tu historie o dziwnych chorobach, nawiedzonych przedmiotach i makabrycznych spotkaniach. Styl Mastertona w krótkiej formie staje się jeszcze bardziej skondensowany i uderzający. Autor pisze lekko i z ogromną pewnością siebie, błyskawicznie kreśląc tło bohaterów, by po chwili wrzucić ich w wir niewytłumaczalnych zdarzeń. Każdy tekst jest napisany z chirurgiczną precyzją – nie ma tu miejsca na nudę, a puenty często zostawiają czytelnika w głębokim szoku.

Czy będziesz się bać własnego cienia?
Książka jest pełna napięcia, choć poziom strachu zmienia się wraz z kolejnymi tekstami. Niektóre opowiadania budują subtelny niepokój, inne z kolei atakują przerażającą wizją w sposób nagły i brutalny. Zbiór jako całość jest niezwykle intensywny – fakt, że historie kończą się szybko, sprawia, że lęk kumuluje się w czytelniku, nie dając mu szansy na oswojenie się z zagrożeniem. To literatura, która potrafi autentycznie przerazić swoją nieprzewidywalnością.

Od potworów po krwawą makabrę
W tej książce znajdziecie niemal każdy rodzaj grozy. Masterton serwuje nam całą galerię potworów: od istot nadprzyrodzonych i demonów, po potworności kryjące się w ludzkiej psychice. Nie brakuje tu pełnych grozy, krwawych scen, z których autor słynie. Opisy są soczyste, obrazowe i często przekraczają granice tabu. Znajdziecie tu zarówno makabrę cielesną (body horror), jak i mroczne rytuały, a wszystko to podane w sposób odważny i bezkompromisowy.

Klimat i nastrój: Zmienny jak najgorszy sen
Nastrój zbioru jest niezwykle mroczny, choć zmienia barwy z każdym rozdziałem. Raz czujemy klaustrofobiczny lęk w zamkniętym pomieszczeniu, by za chwilę poczuć chłód nadprzyrodzonej obecności. Dominującym uczuciem jest jednak ciągły niepokój i duszna atmosfera paranoi. Masterton mistrzowsko operuje klimatem, sprawiając, że nawet zwyczajne przedmioty codziennego użytku w jego rękach stają się źródłem złowrogiej energii.

Werdykt: Czy warto przeczytać?
Zdecydowanie tak! „Czternaście obliczy strachu” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce poznać Mastertona z nieco innej, bardziej eksperymentalnej strony. To idealna lektura do poduszki (o ile nie boicie się koszmarów), ponieważ pozwala dawkować sobie grozę w małych, ale wyjątkowo silnych dawkach. Jeśli szukasz różnorodności, świetnego stylu i autentycznego przerażenia, ten zbiór Cię nie zawiedzie.

O czym szumią koszmary – Dwa Tygodnie Strachu – Graham Masterton

Jeśli myśleliście, że dwa tygodnie urlopu to czas relaksu, to Masterton ma dla Was ofertę typu „all-inclusive”, po której jedyne, o czym będziecie marzyć, to powrót do bezpiecznego biura. „Dwa tygodnie strachu” (Fortnight of Fear) to literackie pudełko czekoladek z nadzieniem z żyletek i arszeniku.

dwa tygodnie strachu

Ten zbiór to czternaście historii (stąd tytułowe dwa tygodnie), które udowadniają, że Masterton to nie tylko król grubych powieści, ale też mistrz krótkiego, bolesnego uderzenia. Nie ma tu jednego bohatera – zamiast tego mamy galerię nieszczęśników, którzy popełnili błąd, budząc się rano.

Mamy tu klasyczny mastertonowski styl: od legend miejskich, przez erotykę ocierającą się o nekrofilię, aż po totalny surrealizm. Akcja pędzi, styl jest ostry jak brzytwa, a puenty często uderzają w czytelnika z siłą pędzącego pociągu towarowego. Jak to w zbiorach bywa – niektóre historie są jak strzał w dziesiątkę, a inne… cóż, przypominają nieco przeterminowaną pizzę: zjesz, ale bez większego entuzjazmu.

Czy jest straszne? To jak pytać, czy ogień parzy. Napięcie jest tu skondensowane. W powieści Graham ma czas na budowanie klimatu; tutaj łapie Cię za gardło już na drugiej stronie i nie puszcza, dopóki nie skończysz.

Czytanie tego zbioru jest jak przechodzenie przez nawiedzony dom, w którym w każdym pokoju czeka inny rodzaj tortury. Nigdy nie wiesz, czy następnym razem zaatakuje Cię demon, czy Twoja własna obsesja.

Znajdziecie tu wszystko – od fizycznych potworów i morderców, po abstrakcyjne lęki i nadnaturalne byty, które nie mają nazwy, ale mają bardzo ostre zęby. Masterton nie byłby sobą, gdyby nie dołożył do pieca. Jeśli szukacie opisów, które sprawią, że obiad stanie Wam w gardle – gratuluję, trafiliście pod właściwy adres. Jest krwawo, jest obrzydliwie, a momentami wręcz groteskowo.

Panuje tu nastrój niepokoju, który zmienia się z każdą stroną. Jedno opowiadanie może być duszne i gotyckie, by za chwilę ustąpić miejsca brutalnemu, współczesnemu slasherowi. To prawdziwa karuzela emocji – od obrzydzenia, przez czarny humor, aż po autentyczny, pierwotny lęk.

Statystyki Grozy
Licznik Trupów (Body count): 9/10 (Zbiorowy, bo trupy padają w każdym rozdziale).

Poziom adrenaliny: Skaczący (jak tętno po trzech kawach).

Ilość zużytego czarnego humoru: Litry.

Skala „Co ja właśnie przeczytałem?”: 5/5.

Mój werdykt w jednym zdaniu:
To idealna „przekąska” dla fanów grozy – czternaście dowodów na to, że wyobraźnia Mastertona to miejsce, w którym nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zostać na noc.

Czy warto przeczytać?
Czytaj, jeśli: Masz mało czasu i lubisz szybkie strzały grozy, albo chcesz zobaczyć, jak Masterton radzi sobie w różnych podgatunkach horroru.

Odpuść, jeśli: Szukasz spójnej, długiej historii lub masz alergię na dziwny, momentami mocno odjechany styl brytyjskiego mistrza.