Jeśli myśleliście, że użeranie się z trudną młodzieżą w West Grove Community College to szczyt stresu, to Jim Rook ma dla Was nowinę: spróbujcie wejść w drogę zazdrosnemu bóstwu z Arizony. „Kły i pazury” to Masterton w swojej szczytowej formie – tam, gdzie łączy miejski brud z etnicznym horrorem, który sprawia, że zaczynasz inaczej patrzeć na cienie w szkolnej szatni.
W klasie Jima pojawia się Catherine Biały Ptak – piękna Indianka z plemienia Nawaho, która wnosi do szkoły znacznie więcej niż tylko podręczniki. Wraz z nią przybywa Coyote – złośliwy, potężny duch, który uważa Catherine za swoją własność. Każdy, kto na nią spojrzy, zginie. Każdy, kto ją dotknie, zostanie przerobiony na konfetti.
Gdy chłopak dziewczyny zostaje znaleziony w stanie, którego nie poskładałby nawet najlepszy patolog, Jim Rook rozumie, że oceny niedostateczne to jego najmniejszy problem. Do gry wchodzi duch dziadka Rooka (rodzinne wsparcie z zaświatów to podstawa!) oraz Niedźwiedzia Panna – zazdrosna demonica, która tworzy z Kojotem najbardziej toksyczny związek w historii literatury grozy.
Czy to jest straszne? (Atmosfera i Bestie)
To jedna z tych książek, po których boisz się mrugnąć. Masterton świetnie operuje tym, co nazywamy „nieuchronnością”. Wiesz, że zło jest blisko, czujesz zapach dzikiej zwierzyny na korytarzu liceum i słyszysz drapanie pazurów o beton.
W tej książce potwory nie chowają się w szafie. One rozrywają szafę na strzępy, a potem zabierają się za ciebie.
Kojot w wydaniu Mastertona to nie zabawny zwierzak z kreskówek. To ucieleśnienie złośliwości i pierwotnej siły. Do tego Niedźwiedzia Panna – potężna, przerażająca i zabójczo zakochana.
Jeśli myślałeś, że „nieludzko zmasakrowane zwłoki” to tylko figura retoryczna, Masterton szybko wyprowadzi Cię z błędu, serwując opisy, przy których tatar wydaje się daniem wegańskim.
Klimat to genialny miks nowoczesnego, zmęczonego amerykańskiego miasta z dusznym, sennym koszmarem wyciągniętym prosto z rezerwatów Arizony. Jest tu coś z „Widma nad Innsmouth”, ale w wersji z totemami zamiast macek. Czuć narastającą panikę – Jim nie walczy tylko o siebie, ale o całą swoją klasę, która staje się celem dla demonicznej bestii.
Statystyki Grozy
Licznik Trupów (Body count): 9/10 (Masakra w szkole to nie przelewki).
Poziom adrenaliny: Ekstremalny – ucieczka przed Niedźwiedzią Panną to czysty horror survivalowy.
Ilość indiańskich klątw: 100%
Skala „Nigdy nie pójdę do szatni”: Poza skalą.
Mój werdykt w jednym zdaniu:
To mroczna, krwawa i niesamowicie wciągająca podróż w świat mitologii Indian, która udowadnia, że stare legendy mają bardzo ostre kły.
Czy warto przeczytać?
Czytaj, jeśli: Interesujesz się wierzeniami Indian, lubisz horrory dziejące się w szkołach i nie boisz się opisów, które zostają pod powiekami na długo.
Odpuść, jeśli: Jesteś wrażliwy na punkcie zwierząt (nawet tych mitycznych) lub szukasz subtelnej grozy, w której nikt nie traci głowy w dosłownym tego słowa znaczeniu.
