Category Archives: Książki Horror

Przebudzenie przedwiecznego koszmaru – Zew Cthulhu – H.P. Lovecraft

Opowiadanie Zew Cthulhu autorstwa H.P. Lovecrafta potrafi wywołać gęsią skórkę nawet u zahartowanych fanów gatunku. Ta niewielka książka stanowi absolutny fundament horroru. Czytanie jej przypomina zaglądanie pod łóżko, gdzie zamiast zgubionej skarpetki czai się pradawne zło. Dzieło fascynuje od pierwszych stron i trzyma w napięciu do samego końca.

zew cthulu



Fabuła przypomina skomplikowane dochodzenie dziennikarskie, które ktoś spisał w domu wariatów. Francis Wayland Thurston znajduje w rzeczach zmarłego wujka tajemnicze notatki. Odkrywa relacje o masowych koszmarach sennych nękających artystów, meldunki z policyjnych nalotów na bagnach oraz pamiętnik ocalałego marynarza. Przebieg akcji przypomina pętlę dusiciela – zaciska się powoli, ale bezlitośnie. Styl Lovecrafta bywa ciężki niczym wieko trumny. Autor kocha barokowe opisy i archaiczne słowa. Ta specyficzna manieria idealnie imituje autentyczny, naukowy raport z piekła.

zew ctulhu

Opowieść paraliżuje w nietypowy sposób. Lovecraft nie wyskakuje zza rogu z głośnym rykiem, by przestraszyć czytelnika. Zamiast tego sączy w umysł lodowaty niepokój. Największe przerażenie wywołuje świadomość, że ludzkość znaczy we wszechświecie mniej niż mrówka na autostradzie. Napięcie budowane jest genialnie poprzez narastające poczucie bezradności wobec sił, których ludzki rozum nie potrafi ogarnąć.

Głównym potworem, a zarazem gwiazdą całego uniwersum, jest sam Cthulhu. Wielki Przedwieczny przypomina makabryczną hybrydę ośmiornicy, smoka i karykatury człowieka, posiadającą galaretowate, zielone ciało. Krwawych flaków i widowiskowych rzezi raczej tutaj nie uświadczysz. Pisarz unika taniego gore, stawiając na bluźniercze rytuały i nieludzką geometrię zatopionego miasta R’lyeh. Najbardziej brutalną, a zarazem dynamiczną sceną jest moment, gdy norweski marynarz Gustaf Johansen taranuje potwora statkiem.

Atmosfera poraża swoim mrokiem. Nastrój jest lepki, duszny i przesiąknięty absolutną beznadzieją. Podczas lektury niemal fizycznie czuje się zapach oceanicznego błota, wodorostów oraz wiekowej pleśni. Świat Lovecrafta pozbawiony jest jakiegokolwiek optymizmu, a kosmiczna pustka dosłownie przytłacza.

Werdykt z mrocznej głębiny
Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce mienić się fanem grozy. Warto po nią sięgnąć, aby poznać źródło, z którego do dziś czerpią twórcy filmów i gier. Czasem specyficzny, XIX-wieczny język potrafi odrobinę zmęczyć, niczym wspinaczka po śliskich, cyklopowych schodach. Ostateczny efekt bez problemu bije jednak na głowę większość współczesnych, przewidywalnych opowieści grozy.

Cień o wielu twarzach – Outsider – Stephen King

outsider-king

Miasteczko Flint City w stanie Oklahoma zostaje ugodzone w samo serce. Śledczy odnajdują zmasakrowane zwłoki jedenastoletniego chłopca, a ślady prowadzą prosto do lokalnego bohatera. Stephen King w powieści „Outsider” serwuje czytelnikom literackie danie, które zaczyna się jak rasowy kryminał, by z czasem bezczelnie skręcić w stronę mrocznego horroru. Król Grozy po raz kolejny udowadnia, że potrafi rzucić potężny cień na pozornie bezpieczną amerykańską prowincję. Powieść intryguje, drażni zmysły i nie pozwala o sobie zapomnieć, choć w drugiej połowie zmienia reguły gry.




Fabuła przypomina misternie utkaną pajęczynę, w którą wpada detektyw Ralph Anderson. Ofiarą potwornego morderstwa pada młody Frankie Peterson, a głównym podejrzanym staje się Terry Maitland – uwielbiany trener młodzieżowych drużyn, przykładny mąż i nauczyciel angielskiego. Dowody krzyczą o jego winie. Odciski palców, ślady DNA i zeznania świadków są twarde jak granit. Detektyw Anderson decyduje się na widowiskowe, publiczne aresztowanie trenera podczas meczu.

Wtedy właśnie King genialnie wywraca planszę do góry nogami. Obrona Maitlanda przedstawia równie żelazne alibi. Nagranie telewizyjne z konferencji w innym mieście, gdzie Terry przebywał w momencie zabójstwa. Fizyka bezradnie rozkłada ręce. Człowiek nie może przecież znajdować się w dwóch miejscach jednocześnie. Akcja toczy się dynamicznie, a styl pisania Kinga jest chirurgicznie precyzyjny.

outsider

Mistrz grozy dawkuje strach z aptekarską dokładnością. Najbardziej przeraża bezwzględna, lodowata pewność, że w spokojną społeczność wkradło się nienazwane zło. Napięcie narasta niczym woda w zalewanej jaskini, odcinając bohaterom dopływ tlenu. Najgłębszy lęk budzi tu świadomość, że rzeczywistość zaczyna gnić na naszych oczach, a racjonalne umysły muszą skapitulować przed czymś niepojętym.

Krwawe i makabryczne opisy zbrodni na samym początku książki mogą wywołać u czytelnika potężne mdłości. King nie bierze jeńców, malując brutalne sceny bardzo ciemnymi barwami. Prawdziwym antagonistą tej opowieści okazuje się starożytna, mityczna istota – El Cuco. Znany z meksykańskiego folkloru bogeyman, który żywi się ludzkim cierpieniem i strachem.

Ten bezwzględny outsider potrafi kraść tożsamość poprzez proste zadrapanie, by potem przybierać twarze swoich ofiar. Proces transformacji potwora jest obrzydliwy i fascynujący zarazem. Bestia rzuca wyzwanie śledczym, manipulując ludźmi za pomocą fizycznego bólu i koszmarnych wizji.

Atmosfera w Flint City jest gęsta, lepka i duszna niczym powietrze przed niszczycielskim cyklonem. King po mistrzowsku portretuje tragedię, która niczym zaraza niszczy kolejne życia. Rodzina zamordowanego chłopca dosłownie rozpada się pod ciężarem żałoby, generując niemal namacalny, przygniatający smutek. Miasto pogrąża się w paranoi. Przyjaciele stają się wrogami, a na ulicach króluje nieufność. Nastrój książki przypomina samotny spacer po cmentarzu o zmierzchu – niby wszystko jest na swoim miejscu, ale każdy szelest wywołuje gęsią skórkę.

Czy warto spotkać Outsidera?
Wizyta w świecie wykreowanym przez Kinga to absolutny obowiązek dla każdego fana mocnych wrażeń. Książka broni się jako wyśmienity mariaż thrillera z rasową opowieścią paranormalną, w której pojawia się również uwielbiana przez czytelników bohaterka, Holly Gibney. Choć finałowe starcie w mrocznej jaskini może wydawać się nieco zbyt pośpieszne w porównaniu do genialnego, powolnego wstępu, cała podróż w głąb tej ciemności pozostaje niezwykle satysfakcjonująca. Warto po nią sięgnąć, chociażby po to, by po lekturze z dużą ostrożnością przyglądać się własnemu odbiciu w lustrze.

Krwawy sekret starożytnego Egiptu – Sfinks – Graham Masterton

Brytyjski autor Graham Masterton w powieści „Sfinks” zabiera czytelników w podróż, gdzie starożytny mit zderza się z nowoczesnością. Wydana pierwotnie pod koniec lat 70. książka wywołuje dziś mieszane uczucia, budząc fascynację i lekkie rozbawienie. Powieść intryguje osobliwym pomysłem, choć w dorobku pisarza znajdziemy znacznie lepsze pozycje.

sfinks

Główny bohater, trzydziestodwuletni Gene Keiller, ma wszystko – jest młodym, przystojnym i chorobliwie ambitnym waszyngtońskim dyplomatą. Kariera stoi przed nim otworem, dopóki na jednym z ekskluzywnych przyjęć nie poznaje dziewiętnastoletniej Lorie Semple. Dziewczyna fascynuje go od pierwszego wejrzenia, przypominając egzotyczne bóstwo o zielonych oczach, z burzą płowych włosów.



Świat polityka kurczy się do granic jej ciała, a próby zdobycia tajemniczej piękności przeradzają się w czystą obsesję. Gene nie zważa na ostrzeżenia znajomych ani na dziwaczne zachowanie wybranki, która znika przed godziną policyjną i jada surowe mięso z drapieżnym apetytem. Zakochany dyplomata dopina swego i staje z Lorie na ślubnym kobiercu. Małżeńskie łóżko zamiast rozkoszy przynosi jednak makabryczne odkrycie, a pierwsza noc obnaża potworną prawdę o anatomii jego żony.

masteron

Pióro Mastertona prowadzi tę historię prosto jak po sznurku, bez skomplikowanych zakrętów czy głębokich portretów psychologicznych. Styl pisania bywa naiwny, wręcz surowy, co mocno zdradza brak większego doświadczenia młodego wówczas autora. Autor opisuje miłosne podboje bohatera z taką powagą, że współczesny czytelnik może parsknąć śmiechem na widok szowinistycznych nawyków rodem z lat 70., gdzie szczytem romansu bywa zagonienie dziewczyny do smażenia burgerów.

Książka nie rzuca na kolana pod względem budowania głębokiego, paraliżującego napięcia. Klimat przypomina duszny, pulsujący erotyzmem thriller klasy B z minionej epoki, a nie mrożący krew w żyłach koszmar. Atmosfera gęstnieje dopiero wtedy, gdy starożytne wierzenia zaczynają materializować się w luksusowych wnętrzach.

Zamiast subtelnego dreszczowca otrzymujemy mięsiste, biologiczne monstrum. Elementy grozy skupiają się wokół tajemnicy plemienia Ubasti – mitycznych istot będących hybrydami ludzi i lwów. Pisarz nie szczędzi czytelnikom naturalistycznych detali. Ciało pięknej kobiety kryje w sobie cechy drapieżnej bestii, w tym potrójne rzędy sutków, co działa równie fascynująco, co odpychająco.

Sceny gore są obecne, choć dawkowane z umiarem. Kły rozszarpujące gardła, zapach świeżej krwi i brutalna dzikość dają o sobie znać, zwłaszcza gdy na scenę wkracza niemy strażnik bez języka oraz groźne, realne drapieżniki strzegące sekretu rodu.

Wizualna i nastrojowa strona powieści operuje sprawdzonymi motywami. Masterton sprawnie miesza koloryt waszyngtońskich salonów z dusznym, piaskowym powiewem egipskiej mitologii. Nastrój waha się między namiętnością a obrzydzeniem, tworząc specyficzny, pulpowy klimat.

Powieść „Sfinks” warto przeczytać głównie z ciekawości, traktując ją jako literacką ciekawostkę lub szybką przekąskę przed sięgnięciem po flagowe dzieła autora, takie jak „Manitou”. Książka idealnie sprawdzi się na jedno deszczowe popołudnie, oferując niezobowiązującą rozrywkę z dreszczykiem i lekką nutą retro absurdu.