Jeśli „Lśnienie” było koszmarnym snem alkoholika, a „Misery” najgorszym koszmarem pisarza uwięzionego przez psychofankę, to „Historia Lisey” Stephena Kinga jest czymś zupełnie innym. King zabiera nas w podróż, która jest jednocześnie intymna jak czytanie cudzego pamiętnika i przerażająca jak samotny spacer po lesie o trzeciej nad ranem. Absolutnie unikalna, czasem genialna, choć momentami wymagająca pozycja.
Quick Look: Plusy i Minusy
Krwawe trofeum: Za stworzenie Boo’ya Moon – alternatywnego świata, który jest jednocześnie tak piękny i tak potworny, że chętnie kupiłbym tam działkę budowlaną (gdyby nie to, co wyłazi tam po zmroku).
Zgrzyt: Język małżeński Lisey i Scotta. Te wszystkie ich prywatne słówka i wewnętrzne żarty bywają w pierwszej ćwierci książki tak słodkie, że aż bolą zęby. Trzeba przez to przebrnąć.
Lisey Landon to wdowa po Scotcie – genialnym pisarzu, który był magnesem na nagrody literackie i… psychopatów. Mijają dwa lata od jego śmierci, a Lisey w końcu postanawia ogarnąć jego zostawione dokumenty. I tu zaczyna się jazda bez trzymanki. Na jej drodze staje Zack McCool, fanatyk, przy którym bohaterka z „Misery” wygląda jak grzeczne dzieci z chóru kościelnego.
Kupiła mnie ta narracja. King nie gna na złamanie karku. Snuje tę opowieść jak pająk sieć – powoli, precyzyjnie, splatając retrospekcje z teraźniejszością.
Styl pisania jest tu gęsty i niesamowicie literacki. Nie jest to prosty pulpowy straszak. Król horroru bawi się słowami, tworzy intymny, wręcz klaustrofobiczny portret małżeństwa, które miało swoje bardzo mroczne sekrety. Akcja nie pędzi jak szalona, ale kiedy już rusza z kopyta, to z siłą taranu.
Jeśli lubicie, gdy lodowaty palec strachu powoli przesuwa się po Waszym kręgosłupie – trafiliście idealnie. Klimat tej książki jest lepki, duszny i przesiąknięty melancholią przełamaną czystym obłędem.
Gęstość klimatu 9/10 – (Można kosić kosą)
Licznik trupów – Niski, ale jakość nadrabia ilość
Poziom niepokoju – Bardzo wysoki
Ilość zużytego osocza – Wiadro, ale bardzo gęstego
Mój werdykt
Chyba najbardziej osobista, do bólu szczera i niesamowicie klimatyczna powieść Kinga, która pod maską horroru fantasy skrywa przejmujący traktat o radzeniu sobie ze stratą. Bawiłem się świetnie, nawet jeśli King czasem za bardzo odpływał w swoje językowe gierki.
Dla kogo jest ta książka?
Czytaj, jeśli: Uwielbiasz „Mroczną Wieżę”, kochasz psychologiczne głębie u Kinga i szukasz horroru, który nie tylko przerazi, ale też głęboko poruszy.
Odpuść, jeśli: Oczekujesz szybkiej akcji, potworów wyskakujących zza każdego rogu i drażnią Cię książki, w których bohaterowie posługują się swoim własnym, dziwnym językiem.
