Tag Archives: monstra – potwory

Pajęczyna (Cobweb)


Pajęczyna (Cobweb – 2023) – Peter jest małym wrażliwym chłopcem, z dużą wyobraźnią i wielkimi kłopotami z niemiłymi rówieśnikami w szkole. Pewnej nocy chłopiec słyszy pukanie w ścianę swojego pokoju. Rodzice bagatelizują obawy Petera i wmawiają mu, że nocne odgłosy są jedynie wytworem jego wyobraźni. Przerażone dziecko nagle zaczyna słyszeć dochodzący zza ściany szept. Niepokojące słowa burzą niewielki świat Petera. Złowieszcze szepty ujawniają skrywane tajemnice i odsłaniają nieznane oblicze rodziców. Rodzice, którzy zawsze wydawali się być bastionem bezpieczeństwa, jawią się w nowym, mrocznym świetle pełnym półprawd i paranoi. W tej pajęczynie strachu i tajemnic, Peter musi zmierzyć się nie tylko z własnymi lękami, ale także z rzeczywistością, która przestała być bezpiecznym azylem. Każdy krok w nieznane przybliża go do rozwiązania układanki, gdzie nitki prawdy splatają się w sieć, pułapkę bez wyjścia.

“Pajęczyna” to horror, który od samego początku intryguje i wciąga widza w swój niepokojący, mroczny świat. Największym atutem filmu jest posępny klimat, a także scenariusz, który nie ujawnia od razu swoich tajemnic. Nie wiemy, co jest prawdziwe, a co jedynie iluzją. Przytłaczająca atmosfera domu, w którym rozgrywa się akcja, doskonale współgra z dobrą grą aktorów odgrywających role rodziców Petera. Niepokojąca, mroczna scenografia oraz interesujący scenariusz to najlepsze elementy filmu, które sprawiają, że naprawdę warto go obejrzeć. Choć nie otrzymujemy zbyt wielkiej dawki strachu, to “Pajęczyna” jako opowieść z dreszczykiem doskonale się sprawdza.
Trzymająca w napięciu historia Petera kończy się dosyć niespodziewanie – brutalnie, intensywnie i krwawo. Mocny finał nie jest jednak najmocniejszą stroną filmu, pozostawiając widza z uczuciem niedosytu z powodu nie do końca wyjaśnionych wątków. Niemniej jednak, film warto obejrzeć ze względu na jego niesamowity klimat i tajemnicę, która ujawnia się w końcowych scenach.
Continue reading Pajęczyna (Cobweb)

Bezlitosne pasożyty w horrorze „Tunel” (oryg. The Worm) – Harry Adam Knight

Jeśli myśleliście, że największym problemem Londynu są korki i deszcz, to Harry Adam Knight (pseudonim Johna Brosnana) wyprowadzi Was z błędu w sposób brutalny i niezwykle satysfakcjonujący. „Tunel” to klasyczny przedstawiciel brytyjskiego horroru lat 80. – jest brudny, szybki i oślizgły. To książka, która nie bawi się w metafory – tu zło jest fizyczne, śluzowate i ma bardzo konkretne plany wobec Twojego układu trawiennego. Czy jest ciekawa? Tak, o ile nie czytacie jej podczas jedzenia spaghetti.

tunel knight

To absolutnie obowiązkowa pozycja dla fanów nurtu creature feature. To literacki odpowiednik filmu klasy B, który włączasz o północy i nie możesz przestać oglądać, mimo że wiesz, że to, co dzieje się na ekranie, jest totalnie szalone. Czy jest ciekawa? Tak, o ile nie macie fobii na punkcie bezkręgowców. Do akcji wkracza Olivia Finch (siostra ofiary) oraz Edward Causey – prywatny detektyw, który czasy świetności ma dawno za sobą, za to długi ma bardzo aktualne. To genialne połączenie kryminału noir z monster-horrorem. Śledzimy dochodzenie w brudnych zaułkach miasta, podczas gdy w podziemiach rośnie potężne, biologiczne zagrożenie.

Wszystko zaczyna się od „chirurgicznego show”, przy którym odcinki „Grey’s Anatomy” wyglądają jak dobranocka. Do szpitala trafia dziewczyna, której brzuch skrywa pasażera na gapę – gigantycznego pasożyta. Dziewczyna umiera, a robal… cóż, robal ma ochotę na zwiedzanie Londynu.

Fabuła jest prosta jak konstrukcja dżdżownicy, ale równie skuteczna. Akcja pędzi jak metro w godzinach szczytu. Knight nie bawi się w długie opisy egzystencjalne. Zamiast tego serwuje nam sceny, w których ludzie są wciągani pod ziemię szybciej niż monety do automatu.
Styl jest konkretny, surowy i pozbawiony zbędnych upiększeń. Autor pisze z lekkością, ale kiedy przychodzi do scen grozy, traktuje sprawę śmiertelnie poważnie. Knight pisze konkretnie, bez owijania w bawełnę. Jego styl jest jak cios w żołądek – szybki, bolesny i zostawia ślad. Potrafi świetnie oddać atmosferę beznadziei upadłego detektywa, by za chwilę wrzucić nas w sam środek biologicznego koszmaru.

Czy książka jest straszna? Powiem tak, po lekturze zaczniesz podejrzliwie patrzeć na każdą rurę kanalizacyjną w swoim domu. Knight gra na naszych najbardziej pierwotnych lękach – strachu przed tym, że coś obcego żyje wewnątrz nas oraz przed klaustrofobią ciemnych tuneli. Napięcie jest budowane mistrzowsko: od tajemniczych zgonów, przez narastające przeczucie, że pod miastem dzieje się coś nieludzkiego, aż po pełnoskalowy horror w finale.

Tytułowy „robak” to majstersztyk obrzydliwości. To nie jest po prostu duża dżdżownica. To ewolucyjny koszmar, który pożera robotników w tunelach z taką łatwością, z jaką Ty wciągasz chipsy przed telewizorem.

Autor z chirurgiczną precyzją opisuje to, co pasożyty robią z ludzkim ciałem od środka. Scena operacji otwierającej książkę to tylko przystawka. Dalej mamy „konsumpcję” w tunelach, która zadowoli każdego fana gore. To horror, w którym krew miesza się z błotem i śluzem w idealnych proporcjach.

Czy warto przeczytać?

TAK, jeśli kochasz horrory retro, klimaty „Crittersów” czy „Wstrząsów” (Tremors) i nie przeraża Cię odrobina kiczu wymieszana z brutalnością.

NIE, jeśli Twój idealny horror to subtelne stukanie w okno, a na widok robaka na haczyku mdlejesz.

„Tunel” to kawał solidnej, mięsistej grozy. Harry Adam Knight stworzył książkę, która jest jak burger z foodtrucka o 3 nad ranem – może i niezbyt wykwintna, ale smakuje genialnie i zostaje w pamięci na długo (czasem jako zgaga, czasem jako koszmar).

O czym szumią koszmary – Dwa Tygodnie Strachu – Graham Masterton

Jeśli myśleliście, że dwa tygodnie urlopu to czas relaksu, to Masterton ma dla Was ofertę typu „all-inclusive”, po której jedyne, o czym będziecie marzyć, to powrót do bezpiecznego biura. „Dwa tygodnie strachu” (Fortnight of Fear) to literackie pudełko czekoladek z nadzieniem z żyletek i arszeniku.

dwa tygodnie strachu

Ten zbiór to czternaście historii (stąd tytułowe dwa tygodnie), które udowadniają, że Masterton to nie tylko król grubych powieści, ale też mistrz krótkiego, bolesnego uderzenia. Nie ma tu jednego bohatera – zamiast tego mamy galerię nieszczęśników, którzy popełnili błąd, budząc się rano.

Mamy tu klasyczny mastertonowski styl: od legend miejskich, przez erotykę ocierającą się o nekrofilię, aż po totalny surrealizm. Akcja pędzi, styl jest ostry jak brzytwa, a puenty często uderzają w czytelnika z siłą pędzącego pociągu towarowego. Jak to w zbiorach bywa – niektóre historie są jak strzał w dziesiątkę, a inne… cóż, przypominają nieco przeterminowaną pizzę: zjesz, ale bez większego entuzjazmu.

Czy jest straszne? To jak pytać, czy ogień parzy. Napięcie jest tu skondensowane. W powieści Graham ma czas na budowanie klimatu; tutaj łapie Cię za gardło już na drugiej stronie i nie puszcza, dopóki nie skończysz.

Czytanie tego zbioru jest jak przechodzenie przez nawiedzony dom, w którym w każdym pokoju czeka inny rodzaj tortury. Nigdy nie wiesz, czy następnym razem zaatakuje Cię demon, czy Twoja własna obsesja.

Znajdziecie tu wszystko – od fizycznych potworów i morderców, po abstrakcyjne lęki i nadnaturalne byty, które nie mają nazwy, ale mają bardzo ostre zęby. Masterton nie byłby sobą, gdyby nie dołożył do pieca. Jeśli szukacie opisów, które sprawią, że obiad stanie Wam w gardle – gratuluję, trafiliście pod właściwy adres. Jest krwawo, jest obrzydliwie, a momentami wręcz groteskowo.

Panuje tu nastrój niepokoju, który zmienia się z każdą stroną. Jedno opowiadanie może być duszne i gotyckie, by za chwilę ustąpić miejsca brutalnemu, współczesnemu slasherowi. To prawdziwa karuzela emocji – od obrzydzenia, przez czarny humor, aż po autentyczny, pierwotny lęk.

Statystyki Grozy
Licznik Trupów (Body count): 9/10 (Zbiorowy, bo trupy padają w każdym rozdziale).

Poziom adrenaliny: Skaczący (jak tętno po trzech kawach).

Ilość zużytego czarnego humoru: Litry.

Skala „Co ja właśnie przeczytałem?”: 5/5.

Mój werdykt w jednym zdaniu:
To idealna „przekąska” dla fanów grozy – czternaście dowodów na to, że wyobraźnia Mastertona to miejsce, w którym nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zostać na noc.

Czy warto przeczytać?
Czytaj, jeśli: Masz mało czasu i lubisz szybkie strzały grozy, albo chcesz zobaczyć, jak Masterton radzi sobie w różnych podgatunkach horroru.

Odpuść, jeśli: Szukasz spójnej, długiej historii lub masz alergię na dziwny, momentami mocno odjechany styl brytyjskiego mistrza.