Tag Archives: irlandzki horror

Smętny irlandzki folk horror „The Morrigan” (2025)

Gdyby „The Morrigan” (2025) Columa Eastwooda miała być irlandzką odpowiedzią na „The Witch” Roberta Eggersa, to niestety jest to odpowiedź udzielona szeptem, w dodatku w bardzo ciemnym pokoju, w którym nic nie widać. Zasiadając do seansu tego folk horroru, liczyłem na drapieżną, mitologiczną ucztę, która wgryzie się w moje gardło celtyckim pazurem. Zamiast tego dostałem nużący spacer po lesie, po którym jedyne, co czuję, to rozczarowanie.

morrigan

Mój entuzjazm opadł szybciej niż temperatura w dublińskim porcie. Tematem filmu jest powrót archeolog (Saffron Burrows) do rodzinnych stron w Irlandii, gdzie jej córka staje się celem starożytnej, tytułowej bogini wojny i śmierci. Scenariusz niestety kuleje od pierwszej minuty – fabuła wlecze się niemiłosiernie, a interesujący punkt wyjścia szybko zmienia się w festiwal gatunkowych klisz, które widziałem już dziesiątki razy, tylko w znacznie lepszej formie. Mimo moich szczerych chęci, intryga nie potrafiła mnie zainteresować, a scenariuszowi zwyczajnie zabrakło „mięsa”.




Przyznam szczerze, że moje serce fana horrorów nie zabiło szybciej ani razu. Czy film jest straszny? Absolutnie nie. Reżyser postawił na tzw. slow burn, ale zapomniał o podpaleniu lontu. Oto co mnie najbardziej zabolało:

Niewykorzystany potwór: Sama Morrigan pojawia się rzadko, a jej design to szczyt lenistwa – postać w kapturze z doklejonymi piórami wygląda bardziej jak cosplayer z niskim budżetem niż potężne bóstwo.

Brak napięcia: Sceny, które miały mnie przerażać, są przewidywalne do bólu. Każdy „jump scare” czułem z kilometra, a napięcie ulatywało wraz z kolejnymi minutami pustych kadrów.

Ugrzeczniona rzeź: Jak na opowieść o bogini wojny, film ma konsystencją kiślu. Brakuje tu konkretnych, krwawych scen, które nadałyby tej historii ciężaru. Wszystko jest niedopowiedziane w sposób, który nie intryguje, lecz po prostu nudzi.

Klimat miał być mroczny, a wyszedł po prostu… niedoświetlony. Kupiłbym tę wizję, gdybym cokolwiek widział na ekranie, ale zdjęcia są tak ciemne, że momentami zastanawiałem się, czy mój telewizor się nie wyłączył. Gra aktorska Saffron Burrows wydała mi się sztywna i pozbawiona emocjonalnego nerwu, a ścieżka dźwiękowa to generyczne smyczki, które wyleciały mi z głowy jeszcze przed napisami końcowymi. Scenografia irlandzkiej prowincji miała potencjał, ale została zmarnowana.

Szybki podgląd
Krwawe trofeum: Brak. Serio, nawet klucz do kół z „Sorority Row” miał w sobie więcej charakteru niż cokolwiek w tym filmie.

Zgrzyt: Fatalne oświetlenie i tempo, które sprawia, że 90 minut seansu ciągnie się jak trzygodzinna litania.

Mój werdykt w jednym zdaniu: „The Morrigan” to filmowy odpowiednik mgły – na początku wydaje się klimatyczny, ale ostatecznie okazuje się, że to tylko dużo pary, która zasłania brak jakiejkolwiek treści.

Statystyki seansu:
Body count: 2/10 (emocjonalnie martwy jest głównie widz)

Poziom adrenaliny: Niższy niż przy parzeniu melisy

Ilość zużytego osocza: Symboliczna łyżeczka

Dla kogo?
Oglądaj, jeśli: Cierpisz na bezsenność i potrzebujesz bardzo ciemnego, powolnego wygaszacza ekranu z irlandzkim akcentem w tle.

Odpuść, jeśli: Szukasz w horrorze emocji, sprawnego budowania grozy lub chcesz faktycznie zobaczyć to, co dzieje się na ekranie. Zamiast tego włącz „The Witch” – zaoszczędzisz sobie rozczarowania.

Zwiastun „The Morrigan” (2025)

Irlandzki horror o wampirach Boys From County Hell

„Boys from County Hell” to ciekawe i bardzo irlandzkie podejście do kina wampirycznego. Film łączy horror z czarnym humorem i lokalnym folklorem, tworząc opowieść, która jest jednocześnie krwawa, zabawna i zaskakująco refleksyjna. To produkcja niewielka, ale pełna charakteru.

wampiry horror

Akcja rozgrywa się w małej irlandzkiej wiosce, gdzie grupa robotników drogowych przypadkowo odkrywa starożytny grób. Wraz z nim na powierzchnię wydostaje się coś, co miało pozostać pogrzebane na zawsze. Szybko okazuje się, że lokalne legendy nie były tylko strasznymi opowieściami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie.
Film opowiada o konflikcie między tradycją a nowoczesnością, o dziedziczonym strachu i o tym, jak społeczności radzą sobie z własnymi demonami — zarówno tymi dosłownymi, jak i symbolicznymi.

Choć „Boys from County Hell” potrafi rozbawić, nie zapomina, że jest horrorem. Wampir przedstawiony jest tu jako istota brutalna, pierwotna i bezlitosna, daleka od romantycznych wyobrażeń. Sceny ataków są krwawe i intensywne, a napięcie budowane jest przez świadomość, że bohaterowie mierzą się z czymś znacznie starszym i potężniejszym niż potrafią sobie wyobrazić.

Film ma wyraźny folk-horrorowy klimat. Mgła, wiejskie pejzaże i poczucie izolacji tworzą atmosferę starej legendy ożywionej we współczesnych realiach. Humor nie rozbija napięcia, lecz je podkreśla, nadając historii charakter opowieści snutej przy ognisku — zabawnej, ale podszytej grozą.

Obsada wypada bardzo naturalnie, a relacje między bohaterami są wiarygodne i pełne lokalnego kolorytu. Szczególnie dobrze wypadają dialogi, które balansują między ironią a autentycznym strachem. Realizacja jest skromna, lecz pomysłowa, a charakteryzacja wampira zapada w pamięć.

Czy warto obejrzeć Boys From County Hell?

Zdecydowanie tak — zwłaszcza jeśli szukasz czegoś innego niż typowy horror wampiryczny. „Boys from County Hell” to inteligentna, krwawa i bardzo klimatyczna zabawa konwencją, która jednocześnie oddaje hołd folklorowi i współczesnemu kinu grozy. Idealny wybór dla widzów ceniących horror z charakterem i odrobiną czarnego humoru.

Wampirzy humor w irlandzkim stylu – Mój brat to wampir

Mój brat to wampir wyreżyserowany przez Conora McMahona to oryginalne połączenie krwawego horroru i komedii w klimacie irlandzkiego humoru. Choć jako produkcja niezależna i niskobudżetowa mogła umknąć szerokiej publiczności, zbiera dobre opinie krytyków.

Matt (Karl Rice) pracuje w hipermarkecie i wiedzie spokojne życie z gderliwą matką. Pewnego dnia jego odrzucony brat narkoman Deco (Eoin Duffy) zostaje ugryziony i przemienia się w wampira. Sponiewierany Deco szuka pomocy u swojego młodszego braciszka. Matt musi zdecydować czy pomóc bratu i ratować go przed samym sobą, czy zabić go kołkiem i uratować resztę świata przed infekcją. Na ekranie pojawia się też fanatyk łowca wampirów grany przez Anthony’ego Heada – dodając filmowi dodatkowej warstwy humorystycznej i gatunkowej satyry.

Czy film jest straszny? – raczej zabawny, ale krwawo brutalny
To raczej horror-komedia niż pełnowartościowy straszak. Groza jest totalnie absurdalna. Są tu krwawe sceny, gore, ale podane z przymrużeniem oka. Film nie epatuje strachem – epatuje jego parodią, co czyni go unikalnym doświadczeniem wśród horrorów. Film obfituje w absurdalne, krwawe starcia – polowania na wampiry, gonitwy, odgryzione twarze, dramatyczne walki, a to wszystko z humorem i ironią. Wampirzy motyw został tu rozwinięty przez nadzwyczaj złośliwe bohaterki i ekscentrycznego łowcę ze słabością do pociągów i rozkładów jazdy (postać z czarującą obsesją).

Czy warto obejrzeć? – tak, jeśli podobają ci się lekkie horrory z przymrużeniem oka
Jeśli lubisz horror-komedie, absurd, brytyjsko-irlandzkie poczucie humoru i nie boisz się krwi – „Mój brat to wampir” to absolutny must-watch. Film balansuje pomiędzy makabrą, a komedią, tworząc niezapomniany rollercoaster emocji. Idealny na maraton z przyjaciółmi lub jako sprawdzian: czy wampiry naprawdę mogą być zabawne?