Tag Archives: filmy o wampirach

Brzask (Sunrise) – nudny horror o nudnym wampirze

Brzask (Sunrise) – W biednym i mocno podupadłym amerykańskim miasteczku niepodzielnie rządzi jedna familia, która zdecydowanie nie lubi obcych i odmiennych rasowo. Pewnego dnia chińska rodzina imigrantów przyjmuje do swojego domu wynędzniałego wędrowca, który okazuje się jej sojusznikiem w walce z bezwzględnymi władcami miasteczka.

Brzask w zamyśle miał być chyba horrorem z elementami dramatu obyczajowego. Początek filmu zapowiada się bardzo obiecująco. Niestety im dłużej trwa seans tym jest coraz gorzej. Sceny grozy jeśli jakieś odnajdziemy w tym dziele są mdłe i nijakie, a dramatem jest cały ten film albo raczej zbrodnią popełnioną na naiwnym widzu. Film jest nudny, gra aktorów nieprzekonywująca, pomysł na ciekawą fabułę całkiem zmarnowany.
Zdecydowanie nie polecam.
Continue reading Brzask (Sunrise) – nudny horror o nudnym wampirze

„O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” – Bad City i jej cichy stróż

Akcja filmu „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” toczy się w wymyślonym, irańskim mieście-widmie o nazwie Bad City – miejscu przesiąkniętym zepsuciem, narkotykami i beznadzieją. Po jego pustych ulicach krąży Dziewczyna (Sheila Vand). Nosi czarny czador, który na wietrze faluje niczym peleryna Batmana, i porusza się na… deskorolce. Jest wampirzycą, która wymierza sprawiedliwość tym, którzy krzywdzą innych. Wszystko zmienia się, gdy na jej drodze staje Arash – chłopak przebrany za Draculę, który jako jedyny dostrzega w niej coś więcej niż mrok.

Produkcja oferuje niezwykle minimalistyczną i surową atmosferę, w której brak tradycyjnej narracji zostaje zastąpiony przez potężne obrazy i sugestywny dźwięk. Film jest przesączony nostalgią za kinem retro, łącząc estetykę noir z buntowniczą energią kultury deskorolkowej i alternatywnego rocka. Pod względem emocjonalnym obraz stanowi unikalne połączenie grozy z delikatnym romansem, pokazując wampiryzm jako formę ostatecznej samotności, która szuka zrozumienia w świecie pozbawionym zasad. Całość dopełnia odważna zabawa konwencją westernu, gdzie pustynne Bad City staje się sceną dla cichej, ale bezwzględnej walki o zachowanie resztek człowieczeństwa.

To produkcja wizualnie magnetyczna. Reżyserka rezygnuje z kolorów na rzecz głębokich czerni i ostrych bieli, co nadaje filmowi oniryczny, niemal graficzny charakter. Amirpour operuje ciszą i długimi, statycznymi ujęciami. Tutaj nie liczy się tempo, ale Vibe. To film, który się kontempluje, a nie tylko ogląda.

To, co ten film robi z tradycyjnym ubiorem, jest genialne. Czador w Bad City przestaje być symbolem uciemiężenia, a staje się atrybutem mocy – peleryną nocnego mściciela. Dziewczyna jest drapieżnikiem, ale drapieżnikiem z zasadami. Jej feminizm jest cichy, ale zabójczy. Jako entuzjasta widzę tu piękne odwrócenie ról: to ona jest siłą, która kontroluje nocne ulice.

Rozmowy w tym filmie są ograniczone do minimum. Prawdziwe emocje przekazuje ścieżka dźwiękowa – od irańskiego rocka, przez White Lies, aż po Federale. Scena w pokoju Dziewczyny, gdy ona i Arash po prostu stoją blisko siebie przy dźwiękach „Death” zespołu White Lies, to jeden z najbardziej nastrojowych i romantycznych momentów w nowoczesnym kinie grozy.

Werdykt Entuzjasty: Artystyczny majstersztyk horroru
„O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” to film, który udowadnia, że horror może być poezją. To dzieło, które nie potrzebuje wielkiego budżetu ani efektów specjalnych, by stworzyć postać, która na zawsze zapada w pamięć. Jeśli kochasz kino, które idzie pod prąd, bawi się stylem i ma duszę buntownika, ten irański koszmar Cię oczaruje. To idealny wybór dla każdego, kto chce zobaczyć wampira w zupełnie nowym, świeżym i niesamowicie stylowym wydaniu.

Wampiry w kosmosie – Krwiopijcy: Wojny Wampirów (Bloodsuckers / Vampire Wars: Battle for the Universe, 2005)

„Krwiopijcy: Wojny Wampirów” (Bloodsuckers / Vampire Wars: Battle for the Universe, 2005) to produkcja, która powstała w czasach, gdy stacja Syfy (wtedy jeszcze Sci-Fi Channel) seryjnie produkowała horrory osadzone w kosmosie.
To nie jest wizualny majstersztyk pokroju Obcego, ale ma w sobie ten specyficzny, uroczy kicz, który sprawia, że fani „niskobudżetowej rąbanki” będą się bawić świetnie. To wampiryczny western w wersji galaktycznej.

krwiopijcy

„Krwiopijcy” – Intergalaktyczna deratyzacja
W dalekiej przyszłości ludzkość skolonizowała inne planety, ale nie jest tam sama. Wszechświat jest opanowany przez różne gatunki wampirów, które traktują ludzi jak bufet. Specjalna jednostka „V-San” (Vampire Sanitation) zajmuje się czyszczeniem planet z krwiopijców. Dowodzeni przez twardego Churchilla (Joe Lando), przemierzają galaktykę, by eliminować gniazda potworów. Problem pojawia się, gdy odkrywają nowy gatunek, który jest inteligentniejszy i bardziej zabójczy niż wszystko, co do tej pory widzieli.

Taksonomia potworów – Coś więcej niż kły
To, co w tym filmie jest najciekawsze, to podejście do wampiryzmu jako do ewolucji biologicznej. Nie mamy tu do czynienia z hrabią w pelerynie, ale z różnymi „rasami” – od oślizgłych bestii po humanoidalne mutanty. Nie da się nie docenić kreatywności w projektowaniu tych stworzeń, nawet jeśli budżet na efekty specjalne czasem nie nadążał za wyobraźnią twórców.

Kosmiczny szeryf Joe Lando
Zobaczyć Sully’ego z Doktor Quinn w roli międzygalaktycznego pogromcy wampirów to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Joe Lando gra to z kamienną twarzą, co dodaje filmowi pewnego uroku „twardego kina akcji” z lat 90. Obsada jest typowa dla produkcji telewizyjnych tamtego okresu – dużo charyzmy, mało subtelności, ale za to mnóstwo frajdy z rąbania potworów.

Estetyka „Industrial Space”
Film jest wizualną definicją niskobudżetowego sci-fi z lat 2000. Ciasne korytarze statków kosmicznych, dużo dymu, neony i plastikowe pancerze. Ma to swój niepowtarzalny klimat, który przypomina sesje w RPG-owe systemy typu Starfinder czy oglądanie serialu Firefly połączonego z najgorszymi koszmarami o zakażeniu biologicznym.

Analiza gatunku: Wampiry w kosmosie
Produkcja oferuje specyficzną, kampową atmosferę, w której brutalna walka o przetrwanie gatunku ludzkiego miesza się z estetyką kina klasy B i prostymi mechanizmami thrillera akcji. Film jest nasączony czystą, niczym nieskrępowaną rozrywką, stawiając na różnorodność potworów i dynamiczne starcia w ciasnych lokacjach, co niweluje braki w budżecie na efekty CGI. Pod względem koncepcyjnym obraz stanowi ciekawe rozwinięcie motywu wampiryzmu, wyrywając go z gotyckich zamków i rzucając w próżnię kosmiczną, gdzie krew zamarza szybciej niż zdążysz krzyknąć. Całość dopełnia bezpretensjonalny ton, który nie próbuje być niczym więcej niż solidną, krwawą opowieścią o „sprzątaczach galaktyki”, co czyni go idealnym wyborem na luźny wieczór dla fanów monster movies.

Werdykt: Kosmiczna rąbanka z duszą
„Krwiopijcy: Wojny Wampirów” to film, który najlepiej smakuje z dużym dystansem. To nie jest kino, które zmieni Twoje życie, ale jako przedstawiciel gatunku „Space Vampires” dostarcza dokładnie tego, co obiecuje: dużo akcji, dziwne stwory i prostą, satysfakcjonującą historię o walce dobra ze złem. Jeśli wychowałeś się na filmach puszczanych w sobotnie wieczory na kanałach tematycznych, poczujesz się tu jak w domu.