Brytyjski folk horror „Ziemia Przeklętych” (Starve Acre) z 2023 roku

Brytyjski folk horror przeżywa w ostatnich latach prawdziwy renesans. Twórcy coraz chętniej wracają do motywów prastarych rytuałów, izolacji i niepokojącej więzi człowieka z naturą. Starve Acre (polski tytuł: Ziemia Przeklętych) idealnie wpisuje się w ten nurt. Adaptacja powieści Andrew Michaela Hurleya, która stawia na powolne, niemal hipnotyczne wprowadzanie widza w stan głębokiego niepokoju.

ziemia przeklętych

Ziemia Przeklętych to film niezwykle specyficzny i wymagający. Moje ogólne wrażenie balansuje między zachwytem nad jego gęstym klimatem a lekkim znużeniem tempem narracji. Bez wątpienia jest to produkcja inteligentna, zrealizowana z ogromnym smakiem i artystycznym zacięciem. Nie jest to jednak horror dla każdego. Widz szukający dynamicznej akcji może poczuć się zawiedziony. Fani powolnego, celebrowanego wręcz mroku będą usatysfakcjonowani.

Akcja filmu przenosi nas w lata 70. XX wieku do wiejskiego, ponurego Yorkshire. Archeolog Richard i jego żona Juliette próbują poradzić sobie z nagłą, niewyjaśnioną tragedią, która dotknęła ich syna. Kobieta popada w apatię i szuka ukojenia w lokalnych, okultystycznych wierzeniach. Richard zatapia się w pracy, odkopując na swojej posesji korzenie prastarego, dębowego drzewa oraz szczątki legendarnego stworzenia. Scenariusz jest niezwykle interesujący, ponieważ splata psychologiczne studium żałoby z namacalną, pradawną magią. Historia rozwija się bardzo powoli, ale każdy element tej układanki ma swoje miejsce w makabrycznym finale.

Twórcy wprowadzają do opowieści motywy pogańskie oraz body horror w bardzo surowym, wręcz naturalistycznym wydaniu (scena odradzania się zająca potrafi wywołać autentyczny dyskomfort). Najbardziej przerażające jest tu jednak to, jak łatwo zniszczona cierpieniem ludzka psychika poddaje się wpływom sił, których nie potrafi pojąć.

Atmosfera Starve Acre to absolutne mistrzostwo świata. Panuje tu nastrój permanentnego przygnębienia, izolacji i chłodu. Krajobraz angielskiej prowincji – surowy, mglisty, pozbawiony żywych barw – staje się pełnoprawnym bohaterem opowieści. Widz od pierwszych minut czuje ciężar ziemi, która skrywa coś złego. Klimat potęguje genialna, minimalistyczna i niepokojąca ścieżka dźwiękowa, która sprawia, że nawet w scenach pełnych ciszy czujemy wewnętrzny niepokój.

Pod względem warsztatowym film stoi na najwyższym poziomie. Matt Smith (znany z Rodu Smoka) oraz Morfydd Clark (Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy)doskonale odnajdują się w tej opowieści. Scenografia starego, kamiennego domu otoczonego pustkowiem jest idealnym odzwierciedleniem stanu ducha bohaterów – pusta, surowa i odcięta od świata.

Czy warto obejrzeć?
Ziemia Przeklętych to pozycja obowiązkowa dla koneserów folk horroru i kina w stylu Czarownicy: Bajki ludowej z Nowej Anglii. Jeśli cenicie w horrorach głębię psychologiczną, niespieszną narrację i gęsty jak mgła klimat, ten film Was zachwyci. Jeżeli jednak oczekujecie potworów, krwi i szybkiego tempa – ta produkcja może okazać się dla Was zbyt monotonna i nużąca. Film jest trudny i mroczny, ale całkiem ciekawy.

Zwiastun filmu „Ziemia Przeklętych” (Starve Acre)

Kosmiczny łowca w miejskiej dżungli – Predator 2

predator 2

Zapomnijcie o zielonej dżungli i Arnoldzie prężącym swoje wielkie muskuły – czas na miejski beton i absolutne szaleństwo miejskiej dżungli.
Mowa o „Predatorze 2” (1990) w reżyserii Stephena Hopkinsa. Choć oryginalnie promowany jako sci-fi akcji, dla mnie to rasowy, mięsisty monster movie z potężną dawką brutalnego horroru gore, który niesłusznie przez lata stał w cieniu kultowej jedynki.


Quick Look
Krwawe trofeum – Za legendarną scenę w rzeźni i genialne rozwinięcie mitologii kosmicznych łowców (ta czaszka ksenomorfa na statku!).
Zgrzyt – Gary Busey gra tak przerysowanie, jakby uciekł z planu innej produkcji, a niektóre techno-gadżety z „przyszłości” (akcja dzieje się w 1997 roku) dziś budzą lekki uśmiech politowania.

predator 2 horror

Fabuła rzuca nas w sam środek piekielnej fali upałów w Los Angeles. Ulice zamieniły się w strefę wojny między kolumbijskimi, a jamajskimi kartelami narkotykowymi. Policja ledwo wiąże koniec z końcem, a dowodzący twardym policyjnym oddziałem porucznik Mike Harrigan (w tej roli genialnie zmęczony życiem Danny Glover) musi lawirować między pociskami.

Nagle na scenę wkracza ktoś trzeci. Ktoś, kto nie bawi się w dilerkę, za to traktuje przestępców i gliniarzy jak zwierzynę łowną. Kapitalny zwrot akcji – dżungla amazońska została zastąpiona betonową, gdzie wieżowce robią za drzewa, a smog za gęstą mgłę.

Reżyser świetnie dawkuje napięcie, rezygnując z powolnego budowania tajemnicy na rzecz bezkompromisowej makabry. Sam potwór – ulepszony, miejski Predator dostał nowy arsenał: od wysuwanej włóczni po morderczy, powracający inteligentny dysk.

Moje serce zabiło mocniej podczas kultowej sceny w rzeźni oraz w trakcie masakry w wagonie metra. Krew leje się tu strumieniami, trupy wiszą odarte ze skóry głową w dół, a wyrywane kręgosłupy wraz z czaszkami są na porządku dziennym. Hopkins nie bierze zakładników – klimat jest duszny, brudny i przesiąknięty zepsutym klimatem wielkiego miasta końcówki ubiegłego wieku.

Muzyka Alana Silvestriego idealnie podbija to plemienne, miejskie polowanie, a zdjęcia Petera Levy’ego – pełne ostrych świateł, potu i neonów budują fantastyczny, wręcz komiksowy nihilizm. Aktorsko film ciągnie Glover, który zamiast niezniszczalnego herosa gra faceta z krwi i kości, potwornie wściekłego i zdeterminowanego.

Mój werdykt w jednym zdaniu: Brutalny, ociekający potem i krwią monster movie, który perfekcyjnie przeniósł kosmicznego drapieżcę w realia bezwzględnego, miejskiego thrillera.

Licznik Grozy
Body count: 9/10 (Predator ma pełne ręce roboty)

Poziom adrenaliny: Wysoki jak wieżowce

Ilość zużytego sztucznego osocza: Cysterna

Dla kogo jest to polowanie?
Oglądaj, jeśli: Cenisz bezkompromisowe kino lat 90., kochasz potwory, które zamiast uciekać w cień, stają z ludźmi do walki wręcz.

Odpuść, jeśli: Nie tolerujesz przerysowanej przemocy i szukasz subtelnego, psychologicznego straszenia opartego na domysłach. Tutaj wszystko dostajesz prosto w twarz.

Zwiastun Predator 2

Aztecki bóg śmierci w horrorze Wyklęty – Graham Masterton

wyklęty

Graham Masterton potrafi zamienić zwykły wieczór w bezsenną noc pełną lęku. Brytyjski rzeźnik literatury grozy w 1983 roku wypuścił na światło dzienne potwora. Książka nosi tytuł „Wyklęty” (oryginalnie „The Pariah”) i stanowi bezkompromisowy bilet w jedną stronę do samego piekła. Fani krwistych opowieści będą wniebowzięci, bo ta lektura wciąga niczym ruchome piaski na zapomnianym przez Boga cmentarzu.




Fabuła kręci się wokół Johna Trentona. Los nie obszedł się z nim łagodnie, ponieważ jego ciężarna żona ginie w tragicznym wypadku samochodowym. Pogrążony w żałobie mężczyzna szybko odkrywa, że śmierć wcale nie kończy ziemskich spraw. Ściany jego domu zaczynają szeptać, a w mroku czają się upiorne sylwetki. Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczyna się jednak w momencie, gdy John kupuje tajemniczy obraz przedstawiający wrak statku David Dark.

Akcja pędzi tu z prędkością uciekającego potępieńca. Styl pisania Mastertona przypomina chirurgiczny skalpel – jest ostry, precyzyjny i tnie głęboko. Pisarz nie marnuje czasu na zbędne poetyckie opisy. Zamiast tego serwuje dynamiczną, mięsistą prozę, która nie pozwala na oddech. Autor genialnie łączy klasyczny motyw nawiedzonego domu z morską legendą i starożytną mitologią.

wyklęty gragam masterton

Czy ta historia potrafi przerazić? Lokatorzy piekła z pewnością czują satysfakcję, bo napięcie gęstnieje z każdą stroną niczym stygnąca krew. Masterton potrafi wywołać gęsią skórkę prostymi, surowymi opisami. Atmosfera zagrożenia osiada na plecach czytelnika lodowatym ciężarem. Każde skrzypnięcie podłogi podczas lektury sprawia, że serce podchodzi do gardła.

Groza potrafi tu solidnie zryć beret. Znajoma głównego bohatera zostaje nabita na żyrandol, a to zaledwie rozgrzewka przed prawdziwym koszmarem. Ciała pękają, krew tryska na ściany, a makabra wylewa się z kartek wiadrami.

Głównym antagonistą nie jest zwykły, nudny wampir czy potargany duch. Masterton wyciąga z mroków historii samego Mictantecutliego – azteckiego boga śmierci. Ta istota to czysta, bezwzględna manifestacja destrukcji. Demon manipuluje zrozpaczonym Johnem, oferując mu zwrot zmarłej rodziny. Każdy przecież wie, że podpisywanie cyrografów z bogami śmierci rzadko kończy się wspólnym grillowaniem w ogródku. Istota oszukuje bohatera, a świat staje na krawędzi zagłady.

Nastrój powieści jest duszny, lepki i przesiąknięty zgnilizną. Czuć tu zapach starych ksiąg, morskiej wody i rozkładającego się ciała. Masterton perfekcyjnie buduje kontrast między współczesnym, racjonalnym światem a pierwotną, krwiożerczą magią Azteków. Całość spowija mrok, z którego co chwilę wyłaniają się upiorne zjawy. Duch nienarodzonego syna chroniący ojca przed zakusami innych zmarłych dodaje całości niesamowitego, groteskowego wręcz posmaku.

Werdykt: Czy warto zaryzykować?
Warto spędzić kilka nocy z tą pozycją, nawet jeśli potem będziecie sprawdzać zawartość szafy przed snem. Powieść oferuje wszystko, co najlepsze w horrorach z lat osiemdziesiątych. Dostajemy niesamowite tempo, bezkompromisową brutalność i genialnego, egzotycznego potwora. Przygotujcie melisę na uspokojenie nerwów, odpalcie mocne światło i wejdźcie do świata, gdzie umarli wcale nie chcą leżeć w grobach!

Straszne filmy i książki horror. Mroczne horrory dla fanów filmów i litaratury grozy.