Zasiadając do nowego filmu Ryana Prowsa (Nocny Patrol / Night Patrol, 2025), spodziewałem się klasycznego policyjnego thrillera. Dostałem jednak coś znacznie bardziej zwariowanego – horror wampiryczny klasy B, który próbuje połączyć kryminał z krwawą rozróbą i komentarzem społecznym. Pomysł na papierze brzmi genialnie: co, jeśli elitarna, nocna jednostka policyjna to tak naprawdę wygłodniałe wampiry w mundurach, wykorzystujące swoją władzę do bezkarnego polowania na mieszkańców getta?
Mroczne aleje Los Angeles kryją więcej, niż kroniki policyjne chciałyby przyznać. Ryan Prows zabiera widzów w rejony, gdzie granica między stróżami prawa, a krwiożerczymi potworami ulega całkowitemu zatarciu. Nocny patrol policjantów wampirów rasistów nie bierze jeńców.
Mamy do czynienia z bezkompromisowym, mięsistym kinem klasy B, które nie szuka poklasku na salonach filmowych. Film potrafi wciągnąć surową energią, choć cierpi na zmienne tempo i chwiejny scenariusz. Reżyser wykazuje sporą dojrzałość w kreowaniu brudnego świata, aczkolwiek ostateczny rezultat budzi pewien niedosyt. Wątek policjantów wampirów, którzy polują jedynie na czarnoskórych wzbudza niestety tylko uśmiech politowania.
Plusy i Minusy
Krwawe trofeum: Za genialną konceptualnie potyczkę, w której zwaśnione gangi Crips i Bloods łączą siły z plemienną magią Zulu, by wspólnie wybić zęby policyjnym krwiopijcom.
Zgrzyt: Niektóre wątki i dialogi są tak przeładowane i chaotyczne, że film w drugiej połowie wyraźnie traci tempo i gubi własne napięcie.
Główny bohater, funkcjonariusz policji w Los Angeles, trafia na ślad mrocznej tajemnicy skrywanej przez lokalną jednostkę specjalną. Koncept zderzenia brutalnego thrillera policyjnego z wampirzym horrorem ma ogromny potencjał, ale prowadzona historia momentami traci impet przez niepotrzebne przestoje.
Zagrożenie ma tu wyrazistą, krwawą postać. Wampirza sekta w mundurach niesie ze sobą bezwzględną przemoc, a sceny gore nie biorą jeńców. Efekty są surowe, bezpośrednie, momentami wręcz obrzydliwe. Napięcie narasta nierównomiernie, przeskakując od ślamazarnych rozmów do nagłych, potężnych wybuchów brutalnej akcji.
Justin Long i Dermot Mulroney wyciągają ze swoich ról maksimum brudu oraz cynizmu. Reszta obsady radzi sobie poprawnie, choć niektórym postaciom brakuje głębszego rysu psychologicznego. Zdjęcia są mroczne, skąpane w neonowym, nocnym świetle, a lokacje przekonująco oddają charakter opowieści.
Dla kogo jest ten film?
Oglądaj, jeśli: Uwielbiasz niekonwencjonalne podejście do motywu wampirów i kino klasy B z mocnym bitem. Jesteś fanem starć w stylu “ulica kontra potwory” i lubisz krwawe, bezkompromisowe sceny walki.
Odpuść, jeśli: Oczekujesz spójnego, głębokiego arcydzieła i zbalansowanej fabuły bez scenariuszowych chaotycznych potknięć. Razi Cię mieszanie mistyki, wątków społecznych i przerysowanej przemocy w jednym tyglu.
Czy warto obejrzeć?
Seans przypadnie do gustu fanom bezkompromisowego kina grozy oraz miłośnikom motywu złych gliniarzy z nadprzyrodzonym twistem. Widzowie oczekujący wyrafinowanego głosu w dyskusji społecznej lub idealnie skrojonej fabuły mogą się jednak rozczarować. Solidna pozycja na nocny pokaz z paczką znajomych, ale raczej bez szans na status kultowego arcydzieła.
