Category Archives: Demony

Bezlitosna gra w filmie Prawda czy wyzwanie 2018

Prawda czy wyzwanie – obejrzałem ten film z lekkim przymrużeniem oka. To idealny przykład „popcornowego straszaka”, który nie próbuje zmienić Twojego życia, ale chce Ci dostarczyć szybkiej adrenaliny i kilku memicznych momentów.

prawda-czy-wyzwanie-horror

Grupa studentów spędza ostatnie wspólne wakacje w Meksyku. Nieznajomy zwabia ich do opuszczonego klasztoru, gdzie namawia do niewinnej gry w „Prawdę czy wyzwanie”. Problem w tym, że gra jest nawiedzona przez demona, który rusza za nimi do USA. Zasady są brutalne: mówisz prawdę albo giniesz, wykonujesz wyzwanie albo giniesz. Jeśli przestaniesz grać… też giniesz.

Film nie traci czasu na długie budowanie klimatu – wrzuca nas prosto w wir akcji. Widać tu mocne inspiracje serią Oszukać przeznaczenie, gdzie bohaterowie próbują przechytrzyć nieuchronną śmierć. To kino, które najlepiej smakuje w grupie znajomych, gdy możecie wspólnie komentować (często nielogiczne) decyzje bohaterów.

Film opiera się na niepokoju wizualnym i nagłych zwrotach akcji. Najbardziej rozpoznawalnym elementem jest „opętany uśmiech” postaci, który wygląda jak przerysowany filtr z aplikacji mobilnej. Dla jednych jest to absurdalne i śmieszne, dla innych – dziwnie niepokojące.

Głównym motywem jest destrukcyjna siła kłamstwa. Demon (Calux) wykorzystuje najgorsze brudy bohaterów, by skłócić ich ze sobą. Z czasem gra staje się coraz trudniejsza, a wyzwania – coraz bardziej krwawe. To klasyczny slasher, w którym „mordercą” jest niewidzialna siła zmuszająca Cię do robienia strasznych rzeczy.

Werdykt Entuzjasty: Rozrywkowe „Guilty Pleasure”

„Prawda czy wyzwanie” to klasyczny przykład współczesnego horroru spod szyldu Blumhouse, który stawia na szybkie tempo i prosty, chwytliwy pomysł wyjściowy. Choć film bywa krytykowany za specyficzne efekty wizualne twarzy, to jednak potrafi skutecznie angażować widza dzięki dylematom moralnym stawianym przed bohaterami. Jest to idealna propozycja na luźny wieczór ze znajomymi, oferująca solidną dawkę rozrywki bez konieczności głębokiej analizy psychologicznej. Produkcja ta najlepiej sprawdza się jako „guilty pleasure”, bawiąc się schematami slashera w nowoczesnym, cyfrowym wydaniu.

Poruszający horror psychologiczny „Babadook” (The Babadook, 2014)

Jennifer Kent w swoim debiucie stworzyła dzieło, które błyskawicznie stało się współczesnym klasykiem, redefiniując pojęcie „horroru psychologicznego”. „Babadook” (The Babadook, 2014) to produkcja, która pod płaszczem opowieści o potworze z dziecięcej książeczki, przemyca druzgocące studium depresji, żałoby i trudów macierzyństwa. Film ten imponuje przede wszystkim tym, jak sprawnie operuje metaforą – tytułowy stwór nie jest jedynie straszakiem z szafy, lecz ucieleśnieniem tłumionego bólu, którego nie da się po prostu wygnać, a z którym trzeba nauczyć się żyć.

babadook horror

Historia skupia się na Amelii, owdowiałej matce, która samotnie wychowuje sześcioletniego Samuela. Chłopiec jest dzieckiem „trudnym” – jego obsesja na punkcie wyimaginowanych potworów i budowanie broni domowej roboty sprawiają, że oboje stają się wyrzutkami społecznymi. Sytuacja drastycznie pogarsza się, gdy w ich ręce trafia tajemnicza książka o panu Babadooku. Od tego momentu domowa przestrzeń zaczyna gnić od środka; Amelia, wycieńczona chroniczną bezsennością, zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością, a granica między jej narastającą agresją wobec syna a wpływem mrocznej istoty niebezpiecznie się zaciera.

Essie Davis w roli Amelii serwuje jedną z najbardziej surowych i odważnych kreacji w historii gatunku. Jej transformacja z kochającej, choć skrajnie zmęczonej matki w osobę opętaną przez własne demony, jest wręcz bolesna do oglądania. Davis nie boi się pokazywać brzydoty macierzyństwa – irytacji, bezsilności i ukrytej urazy do dziecka, które przypomina jej o tragicznie zmarłym mężu. Partnerujący jej młody Noah Wiseman jako Samuel buduje postać, która początkowo drażni widza, by w finale stać się jedyną kotwicą ratunkową dla tonącej w obłędzie matki. Ta emocjonalna dynamika sprawia, że każda scena konfrontacji z potworem ma ogromny ciężar gatunkowy.

Ilustrowany Protokół Rozpadu: Cień w Sypialni
Warstwa wizualna filmu to majstersztyk budowania nastroju poprzez barwy i tekstury; dom Amelii, skąpany w chłodnych szarościach i brudnych błękitach, wydaje się być martwą strefą, z której od dawna uszło życie. Sam design Babadooka – inspirowany niemieckim ekspresjonizmem, z jego nienaturalnie długimi palcami i cylindrem – przeraża najbardziej wtedy, gdy jest tylko sugestią w mroku lub kształtem na ubraniach wiszących na drzwiach. Reżyserka genialnie wykorzystuje montaż i dźwięk, by oddać stan psychiczny bohaterki; szumy, trzaski i nienaturalne szeptanie sprawiają, że czujemy każdą minutę jej bezsenności. Finał filmu, odważnie uciekający od gatunkowych klisz, pozostawia widza z przejmującą refleksją: potwory nie znikają, one po prostu przeprowadzają się do piwnicy naszej podświadomości, gdzie musimy je karmić, by nie przejęły nad nami kontroli.

„Babadook” to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy szukają w horrorze czegoś więcej niż tylko rozrywki. To film niepokojący i niezwykle mądry, który pokazuje, że najstraszniejsze historie to te, które opowiadamy sobie sami o własnych porażkach. Jeżeli cenisz kino, które zostaje w głowie na długo po napisach końcowych, ten australijski klejnot jest absolutnym priorytetem.

Indiański demon w horrorze „Dawne rytuały” (The Old Ways) z 2020 roku

Horrory o egzorcyzmach często trzymają się sztywnych ram wyznaczonych przez tradycję chrześcijańską. The Old Ways (polski tytuł: Dawne rytuały) przełamuje ten schemat, zabierając nas w głąb meksykańskiej dżungli, gdzie zamiast krzyża i wody święconej rządzą pradawne wierzenia, zioła i krew. To świeże spojrzenie na opętanie, które staje się metaforą walki z własną przeszłością.

dawne rytuały

Dawne rytuały to film, który pozytywnie zaskakuje swoją realizacją. Choć większość akcji rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, produkcja ani przez chwilę nie nuży. To kino ciekawe wizualnie i merytorycznie – widać, że twórcy przyłożyli wagę do tego, by przedstawione rytuały wyglądały autentycznie i surowo. Solidny horror, który udowadnia, że kameralne historie mogą mieć ogromną siłę rażenia.

Główną bohaterką jest Cristina, dziennikarka meksykańskiego pochodzenia, która po latach wraca w rodzinne strony w poszukiwaniu tematu do artykułu o lokalnej kulturze. Jej podróż przybiera dramatyczny obrót, gdy zostaje uprowadzona przez miejscowych, w tym przez bruję (czarownicę). Porywacze twierdzą, że Cristina jest opętana przez demona i muszą przeprowadzić serię brutalnych rytuałów, by ją uratować. Scenariusz jest interesujący, ponieważ do samego końca balansuje na granicy między rzeczywistością a szaleństwem, każąc nam się zastanawiać, czy zagrożenie jest realne, czy jest jedynie wytworem traumy i nałogów bohaterki.

Film potrafi szczerze przerazić. Zamiast latających przedmiotów, otrzymujemy body horror i bardzo bezpośrednie starcie z „nieczystym”. Elementy grozy są tu surowe – rany, krew, wyciąganie obcych przedmiotów z ciała – co buduje poczucie ogromnego dyskomfortu. Jeśli chodzi o potwory, twórcy postawili na unikalną charakteryzację inspirowaną folklorem, co sprawia, że demon w tym filmie nie przypomina niczego, co widzieliśmy w hollywoodzkich produkcjach. Napięcie jest budowane umiejętnie, a sceny rytuałów są pełne mroku i niepokoju.

Atmosfera filmu jest niezwykle gęsta i klaustrofobiczna. Większość czasu spędzamy w dusznej, ciemnej chacie, co potęguje wrażenie osaczenia. Zderzenie nowoczesnego świata Cristiny z „dawnymi sposobami” starszyzny tworzy fascynujący kontrast. Muzyka i dźwięki dżungli w tle sprawiają, że widz czuje się odcięty od cywilizacji, zdany na łaskę ludzi, których metod zupełnie nie rozumie.

Brigitte Kali Canales w roli Cristiny wykonuje świetną pracę – jej przemiana z pewnej siebie sceptyczki w osobę walczącą o duszę jest bardzo przekonująca. Na uwagę zasługują też drugoplanowe postacie bruji i jej pomocnika, którzy bez zbędnych słów budują postacie budzące jednocześnie lęk i szacunek. Scenografia, choć oszczędna, jest przebogata w detale – totemy, malunki na ścianach i rytualne przedmioty tworzą spójny, fascynujący świat, który wydaje się mieć własną historię.

Czy warto obejrzeć?
Jeśli szukacie horroru, który odchodzi od utartych ścieżek i oferuje coś więcej niż tylko szybkie wystraszenie widza, Dawne rytuały będą strzałem w dziesiątkę. To film o korzeniach, akceptacji swojego dziedzictwa i walce z wewnętrznymi demonami, podany w bardzo atrakcyjnej, groźnej i tajemniczej oprawie. Idealna pozycja dla fanów folk horroru. Jeśli szukacie filmu, gdzie akcja toczy się szybko i dużo się dzieje to Dawne Rytuały mogą wydać się odrobinę nużące i z trudem dotrwacie do końca seansu.