All posts by dionizos

Indiański demon w horrorze „Dawne rytuały” (The Old Ways) z 2020 roku

Horrory o egzorcyzmach często trzymają się sztywnych ram wyznaczonych przez tradycję chrześcijańską. The Old Ways (polski tytuł: Dawne rytuały) przełamuje ten schemat, zabierając nas w głąb meksykańskiej dżungli, gdzie zamiast krzyża i wody święconej rządzą pradawne wierzenia, zioła i krew. To świeże spojrzenie na opętanie, które staje się metaforą walki z własną przeszłością.

dawne rytuały

Dawne rytuały to film, który pozytywnie zaskakuje swoją realizacją. Choć większość akcji rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, produkcja ani przez chwilę nie nuży. To kino ciekawe wizualnie i merytorycznie – widać, że twórcy przyłożyli wagę do tego, by przedstawione rytuały wyglądały autentycznie i surowo. Solidny horror, który udowadnia, że kameralne historie mogą mieć ogromną siłę rażenia.

Główną bohaterką jest Cristina, dziennikarka meksykańskiego pochodzenia, która po latach wraca w rodzinne strony w poszukiwaniu tematu do artykułu o lokalnej kulturze. Jej podróż przybiera dramatyczny obrót, gdy zostaje uprowadzona przez miejscowych, w tym przez bruję (czarownicę). Porywacze twierdzą, że Cristina jest opętana przez demona i muszą przeprowadzić serię brutalnych rytuałów, by ją uratować. Scenariusz jest interesujący, ponieważ do samego końca balansuje na granicy między rzeczywistością a szaleństwem, każąc nam się zastanawiać, czy zagrożenie jest realne, czy jest jedynie wytworem traumy i nałogów bohaterki.

Film potrafi szczerze przerazić. Zamiast latających przedmiotów, otrzymujemy body horror i bardzo bezpośrednie starcie z „nieczystym”. Elementy grozy są tu surowe – rany, krew, wyciąganie obcych przedmiotów z ciała – co buduje poczucie ogromnego dyskomfortu. Jeśli chodzi o potwory, twórcy postawili na unikalną charakteryzację inspirowaną folklorem, co sprawia, że demon w tym filmie nie przypomina niczego, co widzieliśmy w hollywoodzkich produkcjach. Napięcie jest budowane umiejętnie, a sceny rytuałów są pełne mroku i niepokoju.

Atmosfera filmu jest niezwykle gęsta i klaustrofobiczna. Większość czasu spędzamy w dusznej, ciemnej chacie, co potęguje wrażenie osaczenia. Zderzenie nowoczesnego świata Cristiny z „dawnymi sposobami” starszyzny tworzy fascynujący kontrast. Muzyka i dźwięki dżungli w tle sprawiają, że widz czuje się odcięty od cywilizacji, zdany na łaskę ludzi, których metod zupełnie nie rozumie.

Brigitte Kali Canales w roli Cristiny wykonuje świetną pracę – jej przemiana z pewnej siebie sceptyczki w osobę walczącą o duszę jest bardzo przekonująca. Na uwagę zasługują też drugoplanowe postacie bruji i jej pomocnika, którzy bez zbędnych słów budują postacie budzące jednocześnie lęk i szacunek. Scenografia, choć oszczędna, jest przebogata w detale – totemy, malunki na ścianach i rytualne przedmioty tworzą spójny, fascynujący świat, który wydaje się mieć własną historię.

Czy warto obejrzeć?
Jeśli szukacie horroru, który odchodzi od utartych ścieżek i oferuje coś więcej niż tylko szybkie wystraszenie widza, Dawne rytuały będą strzałem w dziesiątkę. To film o korzeniach, akceptacji swojego dziedzictwa i walce z wewnętrznymi demonami, podany w bardzo atrakcyjnej, groźnej i tajemniczej oprawie. Idealna pozycja dla fanów folk horroru. Jeśli szukacie filmu, gdzie akcja toczy się szybko i dużo się dzieje to Dawne Rytuały mogą wydać się odrobinę nużące i z trudem dotrwacie do końca seansu.

Trzymający w napięciu horror „Desperacja” – Stephen King

Dzisiaj na tapetę bierzemy pozycję, która udowadnia, że Stephen King potrafi zmienić zwykły piach w Nevadzie w najgorszy koszmar senny.
Jeśli myśleliście, że rutynowa kontrola drogowa to najgorsze, co może Was spotkać w podróży, to „Desperacja” sprawi, że na widok radiowozu będziecie dostawać ataków paniki. To tak, jakby „Teksańska masakra piłą mechaniczną” spotkała biblijny Stary Testament, a wszystko to na sterydach i w pełnym słońcu.

desperacja

Szybki Rzut Oka
Krwawe trofeum: Za postać policjanta Colliego Entragiana. To jeden z najbardziej charyzmatycznych i przerażających złoczyńców, jakich King kiedykolwiek powołał do życia.

Zgrzyt: Pod koniec książka robi się mocno metafizyczno-religijna. Jeśli liczyliście na czysty slasher do ostatniej strony, możecie poczuć lekki przesyt „Bożymi planami”.

Wyobraźcie sobie taką scenę. Jedziecie sobie spokojnie przez pustynię w Nevadzie, radio szumi, a tu nagle zatrzymuje Was gigantyczny, gnijący od środka policjant. Zamiast mandatu za prędkość, dostajecie bilet w jedną stronę do miasteczka Desperacja.
Fabuła to czysta jazda bez trzymanki. King wrzuca grupę obcych sobie ludzi (rodzinę, pisarza na motocyklu, byłą alkoholiczkę) do jednej celi, a potem patrzy, jak próbują nie zostać przerobieni na mielonkę. Styl pisania? King w swojej szczytowej formie – brutalny, bezpośredni, z tak sugestywnymi opisami, że niemal czułem piasek między zębami.

„Desperacja” to nie jest subtelny dreszczowiec o duchach w szafie. To horror totalny.
Napięcie budowane jest przez poczucie całkowitej izolacji. Jesteś na środku pustyni, nikt cię nie usłyszy, a jedyny przedstawiciel prawa w okolicy właśnie wyrywa komuś język. King bawi się klaustrofobią na otwartej przestrzeni, co jest genialnym paradoksem.

Elementy Grozy i Bestiariusz
Nie znajdziecie tu wampirów w pelerynach. Mamy za to:

Demon Tak: Starożytne zło, byt, który zamieszkuje ludzkie ciała, dopóki te dosłownie nie zaczną pękać w szwach.

Skalę Gore: Galony krwi. King nie bierze jeńców – mamy tu martwe zwierzęta nabite na znaki drogowe, rozczłonkowane ciała i opisy gnicia, które sprawiają, że odechciewa się obiadu.

Pustynną faunę: Skorpiony, pająki i węże działające na zlecenie sił ciemności. Miło, prawda?

„Bóg jest okrutny” – to zdanie będzie Wam dźwięczeć w uszach jeszcze długo po odłożeniu książki. To nie jest pocieszająca lektura.

Atmosfera jest gęsta jak smoła, mimo że akcja dzieje się w palącym słońcu. Czuć tu beznadzieję, brud i potworną, wręcz fizyczną desperację (tytuł nie kłamie!). To klimat spalonej słońcem apokalipsy w mikroskali jednego, zapomnianego przez Boga miasteczka.

Statystyki Horroru
Body count: 9/10 (trupy ścielą się gęsto, King sprząta postacie z gracją rzeźnika).

Poziom adrenaliny: Wysoki (szczególnie w pierwszej połowie).

Ilość zużytego piasku i krwi: Cała Nevada.

Werdykt: Czy warto przeczytać?
Mój werdykt w jednym zdaniu: To jedna z najbardziej bezlitosnych i surowych książek Kinga, która chwyta za gardło od pierwszej strony i nie puszcza aż do finałowego starcia z mrokiem.

Czytaj, jeśli:

– Uwielbiasz motyw walki dobra ze złem w ekstremalnych warunkach.

– Nie boisz się brutalnych, wręcz turpistycznych opisów.

– Szukasz horroru, który ma w sobie coś z „Mad Maxa” i Biblii.

Odpuść, jeśli:

– Masz słaby żołądek (serio, King tu popłynął).

– Drażnią Cię wątki religijne i filozoficzne rozważania o naturze Boga w horrorze.

Groza w domu wariatów w horrorze Insanitarium


Insanitarium – Pogrążona w depresji Lily podejmuje próbę samobójczą po której trafia do szpitala psychiatrycznego. Jack, brat Lily zaniepokojony brakiem kontaktu z siostrą wpada na szaleńczy pomysł, aby udawać chorego psychicznie i dzięki temu dostać się do ściśle strzeżonego domu wariatów. Wkrótce Jack orientuje się, że odnalezienie siostry i uwolnienie jej z obłąkanego piekła może być trudniejsze niż sobie wyobrażał.

Opinia Straszne Horrory
Horror Insanitarium to dosyć odjechane dzieło, które wzbudza mieszane odczucia. Najsłabszym elementem filmu są zdecydowanie dialogi i gra aktorska. Jednak film posiada także swoje atuty takie jak dynamiczna akcja, odrobina czarnego humoru, czy ciekawa scenografia. W filmie nie brak scen grozy, brutalności, makabrycznych obrazków, które od czasu do czasu wywołują dreszczyk emocji. Film potrafi trzymać w napięciu, posiada kilka zaskakujących zwrotów akcji, co powoduje, że nie zaśniemy w czasie seansu. Mocną stroną filmu jest scenografia, która oddaje atmosferę szpitala psychiatrycznego pełnego ciasnych korytarzy, odjechanego personelu i mocno odklejonych mieszkańców.
Insanitarium można zdecydowanie obejrzeć, ale kiedy zasiądziemy przed monitorem nie oczekujmy zbyt wiele. Nie jest to arcydzieło sztuki filmowej, ale solidna produkcja dla miłośników wypruwania flaków.
Continue reading Groza w domu wariatów w horrorze Insanitarium →