All posts by dionizos

„Penny Dreadful” – Moja prywatna audiencja w piekle

Wchodzimy w mroczne uliczki wiktoriańskiego Londynu, gdzie mgła miesza się z dymem z kominów i zapachem krwi. Muszę Ci wyznać – „Penny Dreadful” (Dom grozy) to dla mnie nie jest zwykły serial. Film jest jak list miłosny do klasycznego horroru, napisany krwią i recytowany poezją lorda Byrona.
penny dreadful

Jeśli myślałeś, że widziałeś już wszystko w temacie Frankensteina, Draculi czy wilkołaków, to przygotuj się na to, że ten serial całkowicie zresetuje Twoje oczekiwania. Oto jak ja, jako fan wszystkiego co mroczne, przeżyłem tę podróż do „półświata”.
Wyobraź sobie Londyn końca XIX wieku. Sir Malcolm Murray (Timothy Dalton) i tajemnicza, niemal nadludzka Vanessa Ives (Eva Green) zbierają grupę „wyrzutków”, by odnaleźć zaginioną córkę Malcolma. Dołączają do nich: amerykański rewolwerowiec z mrocznym sekretem (Josh Hartnett) oraz genialny, ale owładnięty obsesją Victor Frankenstein.
Dla mnie Vanessa Ives to najlepiej napisana i zagrana postać kobieca w historii horroru. Eva Green, wykracza poza aktorstwo. Scena seansu spirytystycznego z pierwszego sezonu? Miałem ciarki na plecach i autentycznie bałem się patrzeć w ekran. Widziałem w niej postać rozdartą między świętością, a czystym, demonicznym opętaniem. Nie jest to „dama w opałach” – to kobieta, która patrzy szatanowi w oczy i mówi: „To wszystko, na co cię stać?”.



Zawsze lubiłem historię Victora, ale tutaj… tutaj serce mi pękało. Serial pokazuje Potwora nie jako bezmyślną bestię, ale jako najbardziej ludzką, poetycką i cierpiącą istotę w całym Londynie. Ich relacja – pełna nienawiści, wyrzutów sumienia i filozoficznych debat o sensie istnienia – to dla mnie emocjonalny rdzeń tego serialu.

Serial naprawdę świetnie wygląda. Nie jest to sterylne studio. Czuć ten brud, tę wilgoć piwnic i przepych salonów Doriana Graya. Klimat jest tak gęsty, że można go kroić nożem. Twórcy genialnie połączyli klasyczną literaturę grozy w jedną, spójną opowieść. Tutaj egzorcyzmy, wampiry, wilkołaki i czarownice (wątek z Helen McCrory to majstersztyk!) współistnieją w sposób, który wydaje się całkowicie naturalny.

Warto zauważyć, że ten serial nie traktuje widza jak idioty.
Dialogi są przepiękne, wręcz literackie. To horror intelektualny. Kiedy dochodzi do przemocy, jest ona nagła, brutalna i bardzo krwawa. Serial nie bierze jeńców. „Penny Dreadful” uczy, że w potwornościach też można znaleźć piękno. Prezentuje estetykę, która mnie całkowicie pochłonęła.

Mój Werdykt: Pozycja Obowiązkowa
Jeżeli cenisz, głębię psychologiczną postaci, które są „potworami” nie tylko z nazwy, mroczną, gotycką estetykę doprowadzoną do perfekcji i aktorstwo, które sprawia, że zapominasz o oddychaniu.

…to musisz to obejrzeć. Nie jest to serial na raz – to doświadczenie, do którego ja wracam, gdy tylko zatęsknię za prawdziwym, dystyngowanym mrokiem.

Ciekawy horror psychologiczny „Wiedźma” (The Beldham, 2024)

„Wiedźma” (oryg. The Beldham) – Reżyserka Angela Gulner serwuje nam niszowy horror psychologiczny, który stawia na powolną, psychiczną destrukcję. Rzadko kiedy twórcy tak sprawnie potrafią utrzymać widza w niepewności. Czy to, co oglądamy, to realne zagrożenie, czy może bezwzględna psychoza poporodowa?

wiedzma

Quick Look: Plusy i Minusy

Krwawe trofeum: Za genialne, wywołujące ciarki wykorzystanie dźwięków stukania w ścianach i wszechobecnych ptaków, które sprawiają, że zwykły dom staje się klatką.

Zgrzyt: Tempo w środkowej części filmu bywa tak niespieszne, że niecierpliwsi widzowie mogą zacząć nerwowo zerkać na telefon – film w zasadzie podporządkowany jest jednemu głównemu twistowi.



Fabuła kręci się wokół Harper (w tej roli świetna Katie Parker), świeżo upieczonej matki, która – będąc na skraju wycieńczenia i psychozy poporodowej – decyduje się na powrót do rodzinnego, wiejskiego domu na amerykańskim Południu. Ma tam odpocząć pod okiem swojej matki, Sadie. Zamiast sielanki zastaje jednak gęstą atmosferę, tajemniczą opiekunkę Bette oraz coś, co czai się w ścianach domostwa.

Zgodnie z lokalnymi podaniami, w okolicy krąży tytułowa „Beldham” – archaiczne określenie na wiedźmę lub staruchę żerującą na niewinnych. Harper zaczyna dostrzegać widmowe postacie w mroku, a wokół domu gromadzą się złowrogie wrony. Najgorsze jest to, że potwór najwyraźniej ma plan wobec jej nowonarodzonej córeczki.

Operator wykonał kawał genialnej roboty – kadry są ciasne, klaustrofobiczne, a dom z jednej strony wygląda na przytulny, z drugiej zaś jego układ sprawia, że nigdy nie wiesz, co czai się za rogiem.

Najsilniejszym punktem „Wiedźmy” nie jest to, co widzimy, ale to, czego nie widzimy. Niepokój buduje się tu szeptem, cieniem i przeczuciem, że najbliższe ci osoby mogą nie mieć czystych intencji.

Ścieżka dźwiękowa to mistrzostwo świata w kategorii „budzenie niepokoju”. Każde skrzypnięcie podłogi, każdy nienaturalny stukot w ścianie potrafi zjeżyć włos na głowie. Elementy grozy są tu subtelne, niemal eleganckie, choć potwór – kiedy już majaczy w ciemnościach – potrafi autentycznie zaniepokoić. Aktorsko film stoi na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza relacja między Katie Parker a Patricią Heaton (grającą matkę) tworzy fascynujący, toksyczno-opiekuńczy miks.

Mój werdykt w jednym zdaniu
To stylowy, intymny i szalenie niepokojący horror psychologiczny, który udowadnia, że najstraszniejsze potwory to te, które rodzą się z izolacji, zmęczenia i braku zaufania do własnych zmysłów.

Dla kogo jest ten seans?
Oglądaj, jeśli: Uwielbiasz niespieszne tempo, gęsty folk-klimat, horrory zaangażowane społecznie (jak Babadook czy Midsommar) i satysfakcjonujące, dające do myślenia zakończenia.

Odpuść, jeśli: Oczekujesz dynamicznej akcji, potworów wyskakujących z szafy co pięć minut i hektolitrów krwi rozlewanych przy użyciu piły mechanicznej.

Zwiastun „Wiedźma” (The Beldham, 2024)

Czy Alice ma jeszcze naboje? Moja krwawa randka z Raccoon City – Resident Evil 2: Apokalipsa

Gdyby filmy o super bohaterach przedawkowały sterydy, ubrały się w lateks i wpadły na imprezę do George’a Romero, efektem byłby właśnie „Resident Evil 2: Apokalipsa”. To nie jest kino, które pyta o sens istnienia – to kino, które pyta, jak efektownie rozwalić głowę zombie za pomocą motocykla i grawitacji.
Wróciłem do tej produkcji Alexandra Witta (pod czujnym okiem Paula W.S. Andersona) i muszę przyznać: moje serce zabiło szybciej, mimo że mój mózg momentami błagał o litość.

resident evil 2

Quick Look

Krwawe trofeum: Za Nemesisa. Wygląda dokładnie tak, jak go zapamiętałem z koszmarów z dzieciństwa przed konsolą.

Zgrzyt: Montaż scen walki jest tak szybki, że momentami czułem się, jakbym oglądał film przez wirujący wentylator.




Akcja rzuca nas prosto w serce Raccoon City. Wirus T wydostał się z „Ula”, a miasto zamieniło się w bufet dla nieumarłych. Moja ulubiona twardzielka, Alice (Milla Jovovich), budzi się w opuszczonym szpitalu i szybko orientuje się, że Umbrella Corporation planuje „zdezynfekować” miasto za pomocą głowicy nuklearnej.
Fabuła to klasyczny wyścig z czasem. Alice łączy siły z ikoną gier, Jill Valentine (Sienna Guillory, która wygląda, jakby uciekła prosto z monitora), aby uratować córkę naukowca w zamian za bilet wyjazdowy z tej strefy śmierci.

„Resident Evil 2” to bardziej wysokooktanowy akcyjniak niż czysty horror. Oczywiście, mamy tu hordy gnijących zombie, zmutowane psy (klasyka!) i przerażającego Nemesisa – biomechaniczną bestię z wyrzutnią rakiet, która nie zna słowa „odpuść”. Sceny są krwawe, brutalne i pełne napięcia, ale to raczej adrenalina niż paraliżujący strach. Kupiły mnie momenty grozy w szkole – te małe, zwinne potwory w cieniu potrafią podnieść ciśnienie.

Uwielbiam ten brudny, miejski klimat. Zdjęcia są zimne, przesycone błękitem i czernią, co świetnie oddaje atmosferę upadającej metropolii. Ścieżka dźwiękowa? Metalowe riffy idealnie pompują krew podczas rozwałki.

Co do gry aktorskiej – Milla Jovovich urodziła się do tej roli. Ma w sobie tę charyzmę, która sprawia, że wierzysz, iż jest w stanie pokonać armię potworów jedną ręką. Jill Valentine w wykonaniu Sienny to czysty fanservice w najlepszym wydaniu – każdy ruch, strój i spojrzenie krzyczą: „Znam tę postać z PlayStation!”.

Statystyki seansu
Body count: 9/10 (Umiera całe miasto, więc trudno liczyć na palcach)

Poziom adrenaliny: Wysoki

Ilość zużytego sztucznego osocza: Cysterna

Mój werdykt w jednym zdaniu: To stylowy, bezlitosny i cudownie odmóżdżający powrót do świata gier, który nie przeprasza za to, że jest po prostu czystą, brutalną rozrywką.

Czy warto obejrzeć ten film?
Oglądaj, jeśli: Kochasz estetykę lat 2000, grasz w gry Capcomu i szukasz filmu, przy którym popcorn smakuje najlepiej, gdy na ekranie wybuchają helikoptery.

Odpuść, jeśli: Szukasz powolnego budowania napięcia w stylu „Lśnienia” lub logicznego scenariusza, w którym grawitacja ma jakiekolwiek znaczenie.

Zwiastun filmu Resident Evil 2: Apokalipsa