Kiedy nieśmiały chłopak postanawia pójść na skróty w kwestiach sercowych, rzadko kończy się to romantyczną kolacją przy świecach. Reżyser Curry Barker serwuje nam klasyczną przestrogę przed zachłannością, wrzuconą w turbodoładowany, mroczny mikser psychologicznego koszmaru. Obsesja to bezlitosna, mikro-budżetowa pętla zaciskająca się na szyi widza — produkcja żonglująca czarnym humorem i surowym, psychologicznym terrorem. Metodycznie zamienia romantyczną fantazję w klaustrofobiczny koszmar bez wyjścia.
Mamy do czynienia z absolutnie bezczelnym, powiewającym świeżością powiewem w kinie grozy. Wyprodukowany za grosze indie-horror pod szyldem wyczucia i czystej pasji zamienia się w pędzący bez trzymanki dreszczowiec. Barker udowadnia, że świetny pomysł i dyscyplina reżyserska znaczą więcej niż miliony dolarów wpompowane w efekty specjalne.
Bear, skromny pracownik sklepu muzycznego, tkwi w czyśćcu uniesień do swojej przyjaciółki Nikki. Zamiast szczerzej rozmowy wyciąga rękę po nadprzyrodzony skrót — archaiczny amulet z wierzbowej gałązki, mający gwarantować natychmiastową miłość. Życzenie spełnia się błyskawicznie, lecz mechanika grozy Barkera nie opiera się na wyskakujących z cienia potworach. Niebezpieczeństwo bierze się z absolutnego, wynaturzonego urzeczywistnienia tego pragnienia.
Relacja między bohaterami zmienia się w audiowizualną anihilację jaźni. Inde Navarrette daje tu powalający, zjawiskowy popis. Przeobraża się ze swobodnej dziewczyny w zastraszające, bezwolne bóstwo wpatrzone w swojego „stwórcę” nieruchomym wzrokiem. W opozycji do niej Michael Johnston idealnie balansuje na granicy żałosnej bezsilności i ukrytego sadyzmu kogoś, kto dostał absolutną kontrolę nad drugim człowiekiem.
Atmosfera osaczenia jest wręcz namacalna. Zwykłe mieszkanie zamienia się w duszny, klaustrofobiczny azyl, w którym każde wyjście po bułki staje się zarzewiem dramatu. Oniryczne ujęcia mieszkają się z twardym, psychologicznym realizmem, budując narastającą paranoję i poczucie, że z tej emocjonalnej pułapki nie ma już odwrotu.
Inde Navarrette w roli Nikki tworzy kreację po prostu genialną, gładko przechodząc od uroczej dziewczyny z sąsiedztwa do opętanej, przerażającej w swojej uległości istoty. Partnerujący jej Michael Johnston wiarygodnie oddaje zagubienie i rosnące przerażenie własnym czynem. Kadry są surowe, a oszczędna scenografia mocno uwypukla osamotnienie bohaterów.
Obsesja penetruje najbardziej mroczne zakamarki męskiego ego oraz lęk przed brakiem akceptacji. Film rozbija na kawałki popkulturowy mit romantycznego pościgu, ujawniając, że pod pragnieniem uległości często kryje się chęć całkowitej anihilacji podmiotowości drugiego człowieka. Warstwa dźwiękowa opiera się na niepokojącym, niskim ambiencie przypominającym motywy z cyklu Silent Hill. W połączeniu z zimną paletą barw tworzy to atmosferę lodowatego chłodu. Finał pozostawia widza z porażającym pytaniem: czy najbardziej przerażające nie jest to, że dostajemy dokładnie to, o co prosiliśmy?
Czy warto obejrzeć? Warto, bez dwóch zdań. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto szuka w horrorze czegoś więcej i ceni mocny, psychologiczny fundament. Osoby szukające klasycznego slashera mogą poczuć się lekko zaskoczone, jednak ten niezwykły seans zostaje w głowie na długo.


