Wodne koszmary w horrorze Syrena – Graham Masterton

Jim Rook stoi na życiowym rozdrożu, a Graham Masterton po raz kolejny udowadnia, że dla jego ulubionego bohatera nie ma czegoś takiego jak „spokojna emerytura”. „Syrena” to opowieść o lojalności, która okazuje się silniejsza niż marzenia o karierze w Waszyngtonie, i o mroku, który potrafi wypełznąć nawet z kuchennego kranu.

syrena masterton

Lektura uderza w czytelnika przede wszystkim ogromnym ładunkiem emocjonalnym. To jedna z tych części cyklu, w której autor nie bierze jeńców i od razu rzuca bohatera na głęboką wodę – dosłownie i w przenośni. Całość wypada nadzwyczaj solidnie, stanowiąc pozycję obowiązkową dla każdego, kto śledzi losy Rooka. To kawał soczystego horroru, który nie pozwala na nudę nawet przez chwilę.

syrena masteron

Historia startuje w momencie przełomowym: Jim pakuje manatki, gotów na prestiżową posadę w Ministerstwie Oświaty, jednak wizyta dawnej uczennicy, Jennie, wywraca jego plany do góry nogami. Śmierć dziecka w przydomowym basenie wydaje się tragiczna, ale Rook początkowo szuka racjonalnych wyjaśnień. Dopiero seria kolejnych incydentów – utonięcie surfera i bestialski atak z użyciem wrzątku na jedną z uczennic – uświadamia mu, że Los Angeles stało się żerowiskiem dla starożytnej siły. Masterton prowadzi akcję z dużą pewnością siebie, a jego styl jest tu wyjątkowo konkretny, niemal surowy, co świetnie podkreśla desperację nauczyciela walczącego o swoich podopiecznych.

Autor po mistrzowsku wykorzystuje pierwotny lęk przed utonięciem i tym, co może wciągnąć nas w odmęty. Najbardziej przerażający jest fakt, że zagrożenie nie ogranicza się tylko do oceanu – może zaatakować w zaciszu domowym, zamieniając codzienne czynności w walkę o przetrwanie. Ciarki na plecach wywołują zwłaszcza sceny, w których woda – pozornie bezpieczny żywioł – staje się śmiertelną pułapką.

Tytułowa postać to drapieżny duch wodny, tzw. Pływaczka, która jest zaprzeczeniem wszelkich łagodnych mitów o syrenkach. Masterton nie szczędzi nam drastycznych detali; opisy oparzeń wrzątkiem czy walki o oddech pod taflą wody są przedstawione z brutalną, niemal fizyczną wyrazistością. Wizualizacje ataków tego bytu są niezwykle plastyczne i zostają pod powiekami na bardzo długo, budując obraz przeciwnika, którego nie da się pokonać konwencjonalną bronią.

Atmosfera jest przesiąknięta wilgocią i aurą nieuchronnej tragedii. Autorowi udało się wykreować nastrój paranoi, gdzie każda kropla wody zdaje się zwiastować nieszczęście. Smutek Jima, który musi wybierać między własną przyszłością a życiem uczniów, miesza się z klaustrofobicznym lękiem przed byciem wciągniętym w ciemną otchłań. To lektura, która pozostawia po sobie chłodny, nieprzyjemny dreszcz.

Werdykt: Czy warto przeczytać?
Jeśli szukacie horroru, który łączy w sobie osobisty dramat z krwawą, wodną mitologią, nie możecie przejść obok tego tytułu obojętnie. „Syrena” trzyma wysoki poziom serii o Jimie Rooku, oferując czytelnikowi to, za co kochamy Mastertona: odważne koncepcje, zero litości dla bohaterów i obrazy, które wgryzają się w pamięć. Szczerze polecam – choć po tej lekturze możecie nabrać dystansu do kąpieli w basenie czy surfowania.