Jeśli „Wredne dziewczyny” spotkałyby mordercę z „Krzyku” na najbardziej ekskluzywnej domówce w mieście, wynik tego starcia wyglądałby dokładnie jak „Ty będziesz następna” (Sorority Row). Stewart Hendler w 2009 roku dostarczył produkcję, która jest esencją bezstresowej, krwawej rozrywki. To slasher czystej krwi – lśniący, brutalny i świadomy swojej konwencji. Nie szukałem tu drugiego dna i go nie znalazłem, ale bawiłem się wyśmienicie.
Mroczny sekret pod grubą warstwą lukru
Fabuła startuje z wysokiego C: tragicznie zakończony żart, przypadkowa śmierć i pakt milczenia zawiązany nad ciałem wrzuconym do szybu kopalnianego. To klasyka, która nigdy mi się nie nudzi. Rok później, gdy dziewczyny świętują zakończenie studiów, przeszłość upomina się o nie w najbardziej krwawy sposób.
Scenariusz nie próbuje wyważać otwartych drzwi, ale sprawnie żongluje napięciem. Intryga jest poprowadzona na tyle dynamicznie, że mimo pewnej przewidywalności, z zainteresowaniem śledziłem, kto następny padnie ofiarą mordercy w czarnym habicie.
Arsenał mordercy i klimat paranoi
Moje serce fana horrorów zabiło szybciej przy scenach zabójstw. Twórcy wykazali się tu nie lada fantazją, robiąc z mordercy prawdziwego „złotą rączkę” makabry – zmodyfikowany klucz do kół jako główny atrybut zbrodni to strzał w dziesiątkę. Film jest brutalny, momentami wręcz bezczelnie krwawy, co w połączeniu z dusznym klimatem ogromnej posiadłości tworzy świetną mieszankę.
Klimat to zresztą jeden z najmocniejszych punktów. Z jednej strony mamy luksus i neony imprezy, z drugiej – ciemne piwnice, deszcz i poczucie, że za każdą designerską zasłoną czai się śmierć. To estetyka „glossy horror”, którą uwielbiam za jej specyficzny, amerykański blichtr zmieszany z brutalnością.
Techniczna strona medalu
Wizualnie film prezentuje się nienagannie. Zdjęcia są profesjonalne, a scenografia domu Theta Pi robi ogromne wrażenie – to idealny labirynt dla ofiar i łowcy. Aktorsko film trzyma solidny poziom, ale bezdyskusyjnie każdą scenę kradnie Carrie Fisher. Jej postać twardej opiekunki z dubeltówką to absolutna ikona tego filmu i powód, dla którego warto go obejrzeć choćby raz. Reszta obsady dobrze wywiązuje się ze swoich archetypowych ról, a klubowa ścieżka dźwiękowa idealnie podbija tętno podczas pościgów.
Mój werdykt: To stylowy, bezlitosny i cudownie odmóżdżający powrót do złotej ery slasherów, który nie przeprasza za to, że jest po prostu dobrą zabawą.
Oglądaj, jeśli: Tęsknisz za modą końcówki lat 2000 i lubisz, gdy morderca ma swój unikalny styl zabijania.
Odpuść, jeśli: Szukasz głębokiej metafory strachu – tutaj dostaniesz po prostu solidny cios kluczem do kół.
