Category Archives: Filmy Horror

Cień legendarnego łowcy – Synowie Van Helsinga (Abraham’s boys 2025)

Pomysł jest smakowity jak świeża krew o północy. Znamy Van Helsinga jako szlachetnego pogromcę nieumarłych, który wbija kołki i wychodzi z opresji w rozwianym płaszczu. Demony przeszłości potrafią ścigać człowieka przez oceany, a legendarni łowcy wampirów rzadko bywają idealnymi ojcami. Film Natashy Kermani, oparty na opowiadaniu Joego Hilla, zagląda tam, gdzie kończą się legendy, a zaczyna rodzinny dramat.

Obiecujący koncept wyjściowy zderza się w filmie ze słabym wykonaniem. Produkcja próbuje balansować między dramatem rodzinnym a horrorem psychologicznym, jednak gubi rytm i ostatecznie nuży. Potencjał prozy syna Stephena Kinga zostaje sprowadzony do męczącego snucia się po ekranie. Seans przypomina kino klasy B bez charakterystycznego uroku takich produkcji.

Słynny Abraham Van Helsing zaszywa się z rodziną na amerykańskiej prowincji. Próbuje uciec przed traumą po walce z hrabią Drakulą. Wychowuje synów w żelaznej dyscyplinie, faszerując ich opowieściami o potworach czyhających w ciemności. Młodzi bohaterowie zaczynają kwestionować poczytalność ojca. Sam scenariusz ma spory potencjał, ale cierpi na przewidywalność. Przełomowy zwrot akcji staje się czytelny na długo przed finałem. Motyw dziedziczenia traumy działa tu jak zatruta studnia. Dzieci piją z niej, choć nie znają jej smaku. Kermani i Hill grają na tej strunie, a zestawienie gotyckiego mitu z nowoczesną opowieścią o cieniu, jaki rzuca ojciec, to pomysł godny pochwały. Wyobraź sobie „Drakulę” Stokera opowiedzianego przez terapeutę rodzinnego. Brzmi jak żart, ale w dobrych rękach mogło stać się czymś naprawdę niepokojącym.

Twórcy rezygnują z tradycyjnych kłów i powiewających peleryn na rzecz paranoi oraz domowego terroru. Napięcie budowane jest niezwykle powoli, wręcz ślamazarnie. Sama forma zagrożenia ma wymiar psychologiczny, źródłem strachu staje się nieobliczalna postać ojca. Zamiast gęstniejącego mroku otrzymujemy jednak sporo nudy. Sceny brutalności pojawiają się rzadko, a kiedy już goszczą na ekranie, brak im surowego ciężaru czy artystycznego wyrazu.

Titus Welliver w roli ogarniętego obsesją Abrahama stara się ciągnąć cały spektakl na własnych barkach. Młodzi aktorzy wcielający się w jego synów dotrzymują mu kroku, choć ich postacie skrojono dosyć płasko. Zdjęcia ładnie przedstawiają wiejski krajobraz i mroczne zakamarki starego domu. Efekty specjalne występują w ilościach śladowych, co przy ograniczonym budżecie wyszło akurat na dobre.

Film polecam wyłącznie zagorzałym fankom i fanom prozy Joe Hilla oraz osobie szukającej powolnych historii o rodzinnych traumach. Miłośnicy dynamicznego kina grozy z wyrazistymi potworami będą mocno zawiedzeni. Całość pozostawia po sobie posmak zmarnowanej szansy. Warto obejrzeć z umiarkowanymi oczekiwaniami i ciekawością, zamiast liczyć na klasykę. Nie każdy łowca wampirów musi wygrywać, ale każdy powinien przynajmniej mieć w kołku odrobinę więcej ostrza.

Demoniczny Julian Sands w horrorze Czarnoksiężnik – Warlock 2 (1993)

Pamiętacie te złote czasy, kiedy stacja Polsat puszczała po godzinie 22:00 horrory z VHS-ów tak często, że kwestie bohaterów znaliśmy na pamięć? Mój nastoletni mózg został wtedy absolutnie zaatakowany przez obraz pewnego eleganckiego, a zarazem bezwzględnego czarnoksiężnika. Niedawno wróciłem do „Czarnoksiężnika 2” (Warlock: The Armageddon, 1993) w reżyserii Anthony’ego Hickoxa i muszę Wam powiedzieć jedno: to czysta, nieposkromiona frajda fantasy-horroru lat 90.

Quick Look: Plusy i Minusy

Krwawe trofeum: Za bezczelnie kreatywną i okrutną scenę, w której Czarnoksiężnik zamienia kolekcjonera w żywy, odlewany z powagą obraz-płaskorzeźbę. Efekty z tamtej epoki wciąż robią niesamowite wrażenie!

Zgrzyt: Aktorstwo nastoletnich druidów jest momentami tak „drewniane”, że aż bolą zęby – ale w tym gatunku to niemal tradycja.

Film nie kontynuuje wątków z pierwszej części – to nowa historia oparta na podobnym motywie. Tytułowy Czarnoksiężnik (niezastąpiony Julian Sands) przybywa na Ziemię, aby odprawić rytuał przyzwania swojego ojca – samego Szatana. Aby tego dokonać, musi zebrać sześć mistycznych kamieni runicznych rozrzuconych po współczesnych Stanach Zjednoczonych. Na jego drodze staje dwójka nastolatków pochodzących z dawnego rodu druidów, którzy muszą przejść przyspieszony trening magii, by stanąć do walki z potężnym magiem.

Scenariusz nie próbuje być wysublimowanym dramatem psychologicznym. Jest to klasyczna, pędząca na złamanie karku opowieść „zbierz wszystkie artefakty przed czarnym charakterem” przemieszana z motywami inicjacji młodych adeptów magii i potwornych czynów złego czarnoksiężnika.

Film nie patyczkuje się z widzem. Sceny uśmiercania kolejnych posiadaczy kamieni runicznych są kreatywne, wręcz sadystyczne i pełne fantazyjnych efektów gore. Julian Sands jako Warlock jest wyjątkowo bezlitosny – zabija z zimnym uśmiechem i dandysowym wdziękiem.

Julian Sands całkowicie kradnie ten film! Jego aparycja, styl i oszczędna, ale pełna jadu gra aktorska sprawiają, że złoczyńcy po prostu kibicujemy przez cały seans. Na drugim planie mignie nam m.in. Joanna Pacuła. Młodzi druidzi wypadają nieco słabiej, ale nadrabiają to entuzjazmem. Ścieżka dźwiękowa świetnie podbija mistyczny klimat, a zdjęcia serwują nam mnóstwo mrocznych, nasyconych barwami ujęć.

Licznik Grozy
Body count: 8/10
Poziom adrenaliny: Średni
Ilość zużytego sztucznego osocza: Galony

Dla kogo jest ten film?

Oglądaj, jeśli:
Tęsknisz za kinem grozy z przełomu lat 80. i 90., starymi efektami specjalnymi i bezkompromisowym złym charakterem oraz lubisz połączenie mrocznej nostalgii, czarnej magii i solidnej dawki gore.

Odpuść, jeśli:
Szukasz głębokiego horroru psychologicznego, który nie pozwoli Ci zasnąć z powodu egzystencjalnego lęku. Przeszkadzają Ci lekko trącące myszką efekty komputerowe z wczesnych lat 90.

Śmiertelne sny – Koszmar z ulicy Wiązów III – Wojownicy snów – 1987

Trzecia część Koszmaru z ulicy Wiązów w reżyserii Chucka Russella to niezły slasher z wyrazistymi elementami fantasy. Gdy trafiłem na ten film po raz pierwszy, spodziewałem się powtórki z rozrywki. Dostałem jednak ciekawy scenariusz (do którego rękę przyłożył sam Wes Craven) o grupie dzieciaków z oddziału psychiatrycznego, które odkrywają, że łącząc siły w świadomych snach, mogą walczyć z Kruegerem własną bronią.

Oś wydarzeń skupia się wokół grupy nastolatków zamkniętych w szpitalu psychiatrycznym, których łączy ten sam koszmarny sen. Na scenę powraca znana z pierwszej części Nancy Thompson, służąc młodzieży wsparciem oraz wiedzą o tajemniczym mordercy z poparzoną twarzą. Koncept przekształcenia bezbronnych ofiar w tytułowych wojowników, potrafiących wykorzystywać własne świadome sny do walki ze złem, okazał się strzałem w dziesiątkę. Prowadzenie historii jak na lata 80 ma dobre tempo, a słabości scenariuszowe giną w gąszczu surrealistycznych zwrotów akcji.

Szybka AnalIza

Plusy: Genialne, pełne czarnego humoru efekty specjalne i powrót rewelacyjnej Heather Langenkamp jako Nancy.

Minusy: Niektóre teksty trącą latami 80. tak mocno, że trzeszczą w zębach – choć to urok tamtej epoki.

Freddy Krueger przestaje być wyłącznie mrocznym monstrum z cienia, zyskując unikalną osobowość oraz zacięcie do makabrycznych żartów. Napięcie narasta wraz z każdym zaśnięciem bohaterów, a sceny uśmiercania stanowią prawdziwy popis sztuki efekciarskiego gore. Przerysowana brutalność zachwyca kunsztem efektów specjalnych – od słynnej sceny z kukiełką po ikoniczne wciąganie w telewizor. Groza ma tu wymiar mocno oniryczny, przerażając nie tyle realizmem, ile nieskrępowaną wyobraźnią twórców w kreowaniu sennych tortur.

Statystyki Grozy

Body Count: 6/10

Poziom Adrenaliny: Wysoki

Ilość zużytego sztucznego osocza: Wylewa się z ekranu!

Atmosfera zawieszona jest gdzieś pomiędzy mroczną bajką dla dorosłych a klaustrofobicznym dreszczowcem. Sterylne, chłodne korytarze kliniki kontrastują z piekielnymi plenerami sennych ruin, w których władzę sprawuje Krueger. Poczucie bezsilności wobec biologicznej potrzeby snu buduje mistrzowski nastrój osaczenia. Każde opadnięcie powiek przynosi nieuchronne starcie z koszmarnym światem, gdzie zasady fizyki przestają istnieć.
Ten film dosłownie ocieka klimatem tamtej dekady. Ścieżka dźwiękowa Badalamentiego w połączeniu z chwytliwym trackiem zespołu Dokken buduje napięcie, z kolei zdjęcia doskonale oddają duszny, szpitalny chłód połączony z piekiełkiem sennych ruin.

Robert Englund w roli Kruegera osiąga wyżyny charyzmy, bawiąc się rolą i tworząc ikoniczną kreację. Powrót Heather Langenkamp jako Nancy daje całości solidną emocjonalną kotwicę, a młoda Patricia Arquette w swoim debiucie pokazuje niesamowitą wrażliwość. Scenografia zasługuje na najwyższe uznanie – gotyckie, surrealistyczne lokacje w świecie snów zachwycają dbałością o detale i twórczym rozmachem, budując niepowtarzalny charakter tej produkcji.

Dla kogo?

Oglądaj, jeśli: Pragniesz zobaczyć Freddy’ego w jego najlepszej formie, uwielbiasz efekty lat 80. i szukasz slashera z genialnym pomysłem na fabułę.

Odpuść, jeśli: Szukasz powolnego, realistycznego horroru psychologicznego i nie lubisz slasherowej konwencji z przymrużeniem oka.

Czy warto obejrzeć?
Pozycja warta polecenia dla każdego fana slasherów oraz popkultury lat osiemdziesiątych. Film starzeje się z ogromną klasą, oferując niezrównaną zabawę wizualną i mnóstwo frajdy z seansu. Osoby poszukujące powolnego, realistycznego dramatu psychologicznego mogą poczuć się przytłoczone specyficzną, przerysowaną stylistyką, lecz dla wielbicieli Freddy’ego to absolutny szczyt jego ekranowych dokonań.