Category Archives: Horror okultystyczny

Drapieżna wiedźma w horrorze Mandragora (Mandrake, 2022)

Mandragora (Mandrake, 2022) – bezkompromisowy folk horror w reżyserii Lynne Davison. Zapomnij o uładzonej grozie – tutaj zło jest błotniste, zakrwawione i pachnie wilgotną ziemią. Film niezwykle brutalnie i pierwotnie traktuje motyw wiedźmy. Mandragora to horror dla widzów o mocnych nerwach, który zamiast bajkowych czarów serwuje nam mroczne rytuały i ból, od którego nie da się odwrócić wzroku.

mandragora czarownica horror

Cathy Madden to kuratorka sądowa, która wierzy w resocjalizację nawet najgorszych przestępców. Jej ideały zostają wystawione na ostateczną próbę, gdy pod jej opiekę trafia „Mary Bloody” Laidlow – morderczyni, która po dekadach wychodzi z więzienia. Mary nie jest jednak zwykłą staruszką; w okolicy uważa się ją za czarownicę, a jej powrót zbiega się ze zniknięciem dwójki dzieci. Cathy wkracza w świat, w którym racjonalne myślenie przegrywa z dawnymi wierzeniami, a tytułowa mandragora staje się kluczem do makabrycznego odrodzenia.

Mullins jako racjonalna Cathy jest świetna, ale to Derbhle Crotty w roli Mary kradnie każdą scenę. Jej kreacja jest hipnotyzująca i odrażająca jednocześnie – to wiedźma odarta z estetyki fantasy, brudna, groźna i nieludzka. Świetnie ogląda się mroczną chemię między tymi dwiema kobietami; to pojedynek współczesnego porządku z pierwotnym chaosem, który kończy się w sposób, jakiego nikt by sobie nie życzył.

Irlandzkie pustkowia w tym filmie są niemal czarno-białe od mgły i deszczu. Klimat jest niesamowicie ciężki i duszny; czujesz wilgoć wnikającą w ubrania bohaterów. To nie jest „ładny” film – to produkcja, która celebruje brzydotę natury i rozkładu. Reżyserka mistrzowsko buduje napięcie nie poprzez to, co czai się w ciemności, ale przez to, co dzieje się w pełnym świetle dnia na zaniedbanej farmie Mary.

Film świetnie wykorzystuje legendę o mandragorze – roślinie, która wyrasta pod szubienicami i wydaje zabójczy krzyk przy wyrywaniu. Tutaj ta symbolika jest spleciona z macierzyństwem, krwią i ziemią w sposób, który może wywołać autentyczne obrzydzenie, ale i fascynację.

Produkcja oferuje wyjątkowo gęstą i klaustrofobiczną atmosferę, w której izolacja na prowincji staje się idealną pożywką dla szaleństwa i fanatyzmu. Film jest nasączony melancholijnym, surowym smutkiem, gdzie motyw mandragory służy jako przerażająca metafora cyklu życia i śmierci, którego człowiek nigdy nie powinien próbować kontrolować. Pod względem warsztatowym obraz stanowi triumf realizmu w gatunku folk-horroru, wykorzystując organiczne tekstury i minimalistyczną ścieżkę dźwiękową, by budować napięcie, które wgryza się w widza od pierwszych minut.

Scenografia, skupiona na rozpadających się wnętrzach i nieprzyjaznym krajobrazie irlandzkich bagien, w połączeniu z surową, niemal pozbawioną nasycenia kolorystyką zdjęć, tworzy portret świata, o którym Bóg dawno zapomniał. Całość dopełnia mistrzowskie operowanie ciszą i naturalistycznymi odgłosami przyrody, co sprawia, że każda scena rytuału staje się niepokojąco wiarygodna. Finał filmu, będący kulminacją fizycznego i psychicznego cierpienia, całkowicie redefiniuje pojęcie „matczynej miłości”, pozostawiając widza w stanie głębokiego szoku i estetycznego podziwu dla odwagi twórców.

Werdykt: Folk Horror pełen bezlitosnych czarów
„Mandragora” z 2022 roku to pozycja dla tych, którzy w horrorze szukają autentycznego brudu i bezkompromisowej wizji. To film wizualnie surowy, aktorsko mocny i scenariuszowo bezlitosny. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda folk-horror, który nie boi się ubrudzić rąk krwią i ziemią, to dzieło Lynne Davison jest pozycją obowiązkową.

Ofiara, która nie chce się dopełnić – Demon Zagłady (2017)

Nadszedł czas, żeby wejść w coś znacznie bardziej lepkiego, dusznego i cielesnego. „Demon Zagłady” (The Heretics, 2017) to produkcja, która udowadnia, że kanadyjskie studio Black Fawn Films (znane choćby z filmu Bite) opanowało do perfekcji sztukę obrzydzania nam zmian zachodzących w ludzkim ciele.
Jest to horror, który gra na bardzo pierwotnych lękach, opowieść o powolnym, bolesnym gniciu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym.

demon zagłady

Gloria to młoda kobieta, która wciąż traumatycznie wspomina noc sprzed lat, kiedy została uprowadzona przez okultystyczną sektę. Tuż przed kolejną rocznicą tamtych wydarzeń, Gloria zostaje ponownie porwana – tym razem przez Thomasa, tajemniczego mężczyznę, który twierdzi, że chce ją chronić. Zamyka ją w odizolowanej chacie w lesie, przekonując, że sekta znów na nią poluje. Jednak w zamknięciu z ciałem Glorii zaczyna dziać się coś przerażającego: jej skóra pęka, a spod niej zaczyna wyłaniać się coś, co nie należy do tego świata.

Jeśli masz słaby żołądek, to będzie dla Ciebie wyzwanie. Transformacja Glorii jest pokazana w sposób niezwykle dosadny – złuszczająca się skóra, dziwne substancje, zmiany fizjologiczne. Jako fan gatunku doceniam, że twórcy nie uciekali w tanie CGI, ale postawili na charakteryzację, która sprawia, że niemal czujesz zapach rozkładu bijący z ekranu.

Większość filmu dzieje się w jednej, brudnej chacie. To buduje świetne poczucie osaczenia. Głównym pytaniem nie jest tylko „czym staje się Gloria?”, ale też „kim jest jej porywacz?”. Czy Thomas to fanatyk, czy może jedyna osoba, która faktycznie próbuje powstrzymać nadejście czegoś potwornego? Ta niepewność trzyma film w ryzach, gdy akcja nieco zwalnia.

Film dotyka motywu predestynacji. Czy można uciec przed przeznaczeniem, które ktoś inny dla nas napisał krwią na ołtarzu? Sekta w tym filmie nie jest tylko grupą szaleńców w maskach – to siła, która zostawia w ofierze trwały ślad, rodzaj duchowej i fizycznej infekcji, która tylko czeka na odpowiedni moment, by rozkwitnąć.

Produkcja oferuje wyjątkowo duszną i klaustrofobiczną atmosferę, w której odizolowana leśna chatka staje się miejscem makabrycznego, fizjologicznego rozpadu. Film jest przesączony bardzo sugestywnym body horrorem, stawiającym na drastyczne efekty, które sprawiają, że przemiana głównej bohaterki wywołuje w widzu fizyczny dyskomfort i poczucie obrzydzenia. Pod względem psychologicznym obraz stanowi niepokojącą grę pozorów i paranoi, nieustannie każąc nam kwestionować motywacje bohaterów oraz naturę czającego się w mroku zła. Całość dopełnia mroczna, okultystyczna narracja, która pokazuje traumę jako nieusuwalną skazę, prowadzącą nieuchronnie do mrocznego i bezlitosnego finału.

Werdykt: Mięsisty horror o przeznaczeniu
„Demon Zagłady” to propozycja dla widzów, którzy lubią, gdy horror jest „brudny” i namacalny. Choć budżet produkcji nie był ogromny, twórcy wycisnęli z niego maksimum, serwując nam jedną z najbardziej obrzydliwych i fascynujących transformacji ostatnich lat. To film, który łączy w sobie dramat psychologiczny z okultystycznym thrillerem, nie bojąc się przy tym wejść w rejony ekstremalnego body horroru. Jeśli cenisz sobie rzemieślniczą pracę nad efektami specjalnymi i klimat osaczenia, ten kanadyjski straszak zostanie z Tobą na dłużej.

Spotkanie z diablicą w filmie Val

„Val” (2021) to stylowy, niemal perwersyjny miks thrillera, czarnej komedii i horroru, który pachnie tanim winem, drogimi perfumami i… siarką.
Jako gość, który uwielbia filmy typu „one location” (akcja w jednym miejscu), bawiłem się tu świetnie, bo Val to gra w kotka i myszkę, gdzie do samego końca nie wiesz, kto kogo tak naprawdę zagonił w kozi róg.

val horror

„Val” – Złodziej, prostytutka i coś znacznie gorszego
John jest przestępcą na gigancie. Uciekając przed policją, włamuje się do luksusowej willi, w której zastaje Val – luksusową damę do towarzystwa. John myśli, że złapał Pana Boga za nogi: ma kryjówkę i zakładniczkę. Jednak szybko zdaje sobie sprawę, że Val nie jest „ofiarą”, a jej profesja to tylko przykrywka dla czegoś, co wykracza poza ludzkie pojmowanie.

Neon-Noir spotyka Okultyzm: To wygląda obłędnie!
Pierwsze, co mnie rzuciło na kolana, to estetyka. Film jest przesiąknięty neonowym fioletem, czerwienią i głębokim cieniem. Czułem się, jakbym oglądał mroczniejszą wersję Johna Wicka, w której ktoś nagle otworzył bramy piekła. Wizualnie to absolutna perełka indie horroru – każde ujęcie w tym domu jest dopieszczone tak, żebyś czuł się jednocześnie zachwycony i zaniepokojony.

Misha Reeves jako Val – Totalna hipnoza
Powiem to szczerze: ten film stoi jedną rolą. Misha Reeves jako Val jest niesamowita. Jest w niej coś z klasycznej femme fatale, ale doprawionej demonicznym szaleństwem. Obserwowałem ją z zapartym tchem – w jednej chwili jest uwodzicielska i spokojna, by za sekundę pokazać pazury (dosłownie i w przenośni). To postać, której nie da się nie lubić, nawet gdy robi rzeczy absolutnie potworne.

Od thrillera do rzeźni: Ewolucja grozy
Film zaczyna się jak klasyczny thriller o uciekinierze, ale z każdą minutą „odkleja się” od rzeczywistości. Kiedy w końcu maski opadają (i to dosłownie), dostajemy solidną dawkę body horroru. Nie ma tu CGI – jest za to pomysłowa charakteryzacja, która sprawiła, że parę razy mrużyłem oczy z uznaniem.

Moja subiektywna opinia
Dla mnie Val to taki „ukryty klejnot”, o którym mało kto mówi, a szkoda.

Klimat: To horror „z przymrużeniem oka”, ale wciąż potrafiący być brutalnym. Przypominał mi trochę klimatem What We Do in the Shadows, gdyby postacie były bardziej złośliwe i sexy.

Dynamika: Podobało mi się, jak John (Zachary Knighton) powoli traci grunt pod nogami. To satysfakcjonujące patrzeć, jak pewny siebie facet uświadamia sobie, że włamał się do jaskini lwa… albo raczej demonicy.

Mój Werdykt: Stylowa jazda bez trzymanki
Jeżeli lubisz:

– Horrory kameralne, skupione na dwójce bohaterów.

– Stylową oprawę wizualną (neony, gra świateł).

– Opowieści o silnych, nieludzkich postaciach kobiecych, które dyktują warunki.

…to „Val” Cię zachwyci. To idealny film na późny wieczór, kiedy chcesz obejrzeć coś „innego”, co nie boi się być odważne i lekko zwariowane.