Ukąszeni – (Bitten 2008) czyli niebezpieczna wampirzyca w akcji

„Ukąszeni (Bitten 2008)” w reżyserii Harveya Glazera to produkcja, która może zaskoczyć każdego, kto spodziewa się typowego, wysokobudżetowego horroru. To kameralna, surowa i momentami groteskowa opowieść o Jacku – znudzonym życiem sanitariuszu, który ratuje tajemniczą kobietę. Szybko okazuje się, że jego nowa lokatorka nie potrzebuje lekarstw, ale świeżej krwi. Film staje się dziwną, krwawą historią miłosną, w której opieka nad potworem staje się sensem życia głównego bohatera.

bitten wampiry

Trzeba przyznać, że jest to produkcja specyficzna, budżetowa, ale posiadająca swój unikalny charakter. „Ukąszeni” są ciekawi przede wszystkim ze względu na swoją kameralność. To nie jest epickie widowisko, ale mały, brudny film, który bawi się schematami wampirycznymi. To dobra produkcja dla osób, które lubią kino niezależne, gdzie braki w budżecie nadrabia się pomysłem i odważnym podejściem do tematu.

Jeśli chodzi o grozę, to film nie jest paraliżującym horrorem, ale operuje nieustannym poczuciem dyskomfortu i napięcia. Groza wynika tu z nieprzewidywalności wampirzycy oraz z faktu, że Jack staje się wspólnikiem w morderstwach. Napięcie jest budowane przez klaustrofobiczną atmosferę mieszkania i dylematy moralne bohatera. Film przeraża w sposób bardziej przyziemny i brudny – to strach przed tym, jak daleko można się posunąć, by zadowolić kogoś, kogo się kocha (lub pożąda).

Głównym tematem filmu jest toksyczna relacja, samotność oraz wampiryzm potraktowany niemal jak narkomania. Fabuła skupia się na tym, jak Jack „karmi” głód Daniki, dostarczając jej ludzi, których uważa za zbędnych dla społeczeństwa. Potworem jest tu Danika – piękna, ale dzika i bezwzględna wampirzyca, która nie ma w sobie nic z romantycznego arystokraty. To drapieżnik, który potrzebuje żywiciela, co czyni ich układ tragicznie pasożytniczym.

Film zaskakuje dość odważnymi i krwawymi scenami. Groza jest osiągana przez ciekawe efekty specjalne, które pokazują brutalność ataków wampira. Jest tu sporo „mięsa” i rozlewu krwi, co zadowoli fanów mocniejszych wrażeń. Elementy te są podane w sposób surowy, pasujący do stylistyki kina grindhouse, co dodaje filmowi autentyczności w ramach jego niszowej konwencji.

Fabuła jest prosta, ale wciągająca i sprawnie napisana. Scenariusz umiejętnie balansuje na krawędzi mrocznego thrillera i czarnej komedii. Najmocniejszą stroną historii jest obserwowanie przemiany Jacka – z cynicznego sanitariusza w seryjnego mordercę działającego z „wyższych” pobudek. To studium moralnego upadku, podane w sposób lekki, ale z gorzkim posmakiem, co czyni scenariusz czymś więcej niż tylko prostą historią o wampirach.

Klimat filmu jest mroczny, deszczowy i bardzo miejski. Wszystko dzieje się w cieniu, w bocznych uliczkach i zagraconych mieszkaniach. Film doskonale oddaje nastrój nocnego życia, gdzie nikt nie zauważa znikających ludzi. Nastrój jest pełen melancholii i brudu, co sprawia, że wampiryzm idealnie wtapia się w krajobraz nędzy i przestępczości wielkiego miasta.

Gra aktorska jest tutaj jednym z najciekawszych elementów, głównie dzięki Jasonowi Mewesowi (znanemu jako Jay z filmów Kevina Smitha). Mewes gra tu rolę poważną (choć z nutą ironii) i wypada w niej zaskakująco dobrze i wiarygodnie. Jego partnerka, Erica Cox, jako Danika, jest świetna w swojej zwierzęcej aurze. Scenografia mieszkania Jacka jest odpowiednio klaustrofobiczna i zaniedbana, co idealnie dopełnia obrazu ich wspólnego, mrocznego życia.

Warto obejrzeć ten film, jeśli szukasz czegoś innego niż klasyczne horrory!

Polecam go każdemu, kto:

– Lubi kino niezależne i produkcje klasy B, które mają swój specyficzny, brudny styl.

– Chce zobaczyć Jasona Mewesa w innej, bardziej dramatycznej odsłonie.

– Szuka horroru, który podchodzi do wampiryzmu w sposób nowoczesny i pozbawiony zbędnego patosu.

„Ukąszeni” to filmowy odpowiednik nocnego posiłku w podłym barze – może nie jest wykwintny, ale ma swój niepowtarzalny smak!