Świat, który przeżył apokalipsę – 28 lat później (28 Years Later, 2025)

„28 lat później” to powrót do jednego z najbardziej przełomowych uniwersów postapokaliptycznych w historii kina. Danny Boyle i Alex Garland nie próbują powtórzyć schematów z wcześniejszych części, lecz proponują dojrzałą, ciężką w tonie kontynuację, która skupia się na długofalowych konsekwencjach katastrofy. To film mniej sensacyjny, a bardziej refleksyjny, ale wciąż pełen napięcia i brutalnej szczerości.

28 lat pozniej

Akcja rozgrywa się niemal trzy dekady po wybuchu wirusa Rage. Świat nie wrócił do normalności — powstały nowe struktury społeczne, zamknięte strefy i społeczności żyjące według własnych zasad. Wirus nie jest już tylko epidemią, ale elementem codzienności, który na zawsze zmienił relacje międzyludzkie.
Film skupia się na nowym pokoleniu ludzi urodzonych po apokalipsie oraz tych, którzy ją pamiętają. Tematem przewodnim staje się pytanie, czy ludzkość nauczyła się czegokolwiek przez te lata, czy jedynie nauczyła się żyć w świecie przemocy, strachu i permanentnego zagrożenia.

„28 lat później” nie rezygnuje z brutalności. Zarażeni wciąż są szybcy, agresywni i śmiertelnie niebezpieczni, ale film częściej buduje strach poprzez napięcie, ciszę i niepewność niż ciągłą akcję. Sceny ataków są intensywne i bezkompromisowe.

Atmosfera filmu jest ciężka, przygnębiająca i głęboko pesymistyczna. Opustoszałe krajobrazy, zniszczone miasta i prowizoryczne osady tworzą obraz świata, który przetrwał, ale stracił duszę. Film emanuje poczuciem zmęczenia cywilizacji, która trwa siłą rozpędu, bez nadziei na prawdziwą odbudowę.

Obsada prezentuje wysoki poziom, a role są bardziej stonowane i dojrzałe niż w poprzednich częściach. Aktorzy skupiają się na emocjach, traumie i wewnętrznych konfliktach postaci. Strona wizualna pozostaje surowa, momentami wręcz ascetyczna, co doskonale współgra z nihilistycznym wydźwiękiem historii. Muzyka i dźwięk ponownie odgrywają kluczową rolę w budowaniu napięcia.

Czy warto obejrzeć?

„28 lat później” to film wymagający, ale niezwykle satysfakcjonujący dla widzów znających poprzednie odsłony serii. Nie jest to horror nastawiony wyłącznie na akcję — to gorzka refleksja nad światem po końcu świata.

Horror apokaliptyczny Jestem Legendą

„Jestem legendą” to jeden z najbardziej rozpoznawalnych filmów postapokaliptycznych XXI wieku. Produkcja łączy elementy horroru, thrillera i dramatu science fiction, tworząc historię, która straszy samotnością równie mocno jak potworami. Film robi ogromne wrażenie skalą zniszczenia świata oraz emocjonalnym ciężarem, jaki spoczywa na barkach głównego bohatera. To kino widowiskowe, ale jednocześnie bardzo osobiste.
postapokaliptyczny horror
Akcja rozgrywa się w Nowym Jorku po globalnej katastrofie spowodowanej nieudanym eksperymentem medycznym. Ludzkość niemal całkowicie wyginęła, a nieliczni ocaleni zostali zarażeni wirusem, który zmienił ich w agresywne, nocne istoty. Robert Neville, wojskowy naukowiec, wydaje się być jedynym zdrowym człowiekiem w mieście. Każdego dnia próbuje znaleźć lekarstwo, a każdej nocy walczy o przetrwanie. Film opowiada o izolacji, nadziei i granicach człowieczeństwa w świecie, w którym dawne normy przestały istnieć.

Choć „Jestem legendą” nie jest horrorem w czystej postaci, zawiera wiele scen budujących silne napięcie. Opustoszałe ulice, mrok zapadający wraz z nocą i czające się w cieniu zarażone istoty tworzą atmosferę stałego zagrożenia. Momentami film potrafi być naprawdę przerażający, szczególnie wtedy, gdy cisza zostaje nagle przerwana przez brutalny atak. Groza miesza się tu z poczuciem bezradności i samotności.

Największą siłą filmu jest jego atmosfera. Opuszczony Nowy Jork, zarastające roślinnością ulice i puste wnętrza budynków tworzą obraz świata, który został porzucony przez ludzi. Film jest melancholijny, momentami wręcz przygnębiający, a poczucie izolacji głównego bohatera udziela się widzowi. To wizja apokalipsy, która jest cicha, smutna i pozbawiona heroizmu.

Will Smith niemal samodzielnie niesie cały film, tworząc jedną ze swoich najbardziej dramatycznych ról. Jego kreacja jest przekonująca i emocjonalna, szczególnie w scenach ukazujących samotność i stopniowe załamywanie się psychiki bohatera. Realizacja stoi na wysokim poziomie – efekty specjalne, scenografia i zdjęcia skutecznie oddają skalę katastrofy, choć niektóre elementy wizualne mogą dziś wydawać się nieco przestarzałe.

Czy warto obejrzeć?

„Jestem legendą” to film, który warto zobaczyć nie tylko jako horror czy kino science fiction, ale przede wszystkim jako opowieść o człowieku postawionym w absolutnej samotności. To poruszająca historia o nadziei, poświęceniu i próbie ocalenia resztek człowieczeństwa w świecie po końcu świata. Nawet po latach seans pozostaje emocjonalnym i zapadającym w pamięć doświadczeniem.

Predator: Strefa zagrożenia (Predator: Badlands, 2025)

„Predator: Strefa zagrożenia” to najbardziej odważna i nietypowa odsłona kultowej serii od lat. Reżyser Dan Trachtenberg przejmuje stery po sukcesie Prey i przenosi widza w zupełnie nowe rejony uniwersum, stawiając w centrum opowieści nie człowieka, lecz samego Predatora. Film zaskakuje świeżym spojrzeniem na rasę Yautja i udowadnia, że nawet ponad trzydzieści lat po oryginalnym „Predatorze” ta marka nadal potrafi bawić, intrygować i zachowywać to, co najlepsze z gatunku.

predator

Akcja dzieje się na odległej planecie w przyszłości, daleko od Ziemi i ludzkich dramatów. Głównym bohaterem jest Dek — młody Predator wyrzucony ze swego klanu i zmuszony do przeżycia w brutalnych warunkach. To istota, która od zawsze była tłamszona przez silniejszych, a jedyną drogą do odzyskania honoru jest stawienie czoła własnym słabościom. W trakcie podróży poznaje Thię (Elle Fanning), androida, który staje się nietypowym sojusznikiem i partnerem w niebezpiecznej wędrówce. Razem zmierzają ku temu, co oboje uważają za prawdziwe wyzwanie — znaleźć godnego przeciwnika, który ukaże im, czym naprawdę jest prawo polowania i przetrwania.

W przeciwieństwie do wielu poprzednich filmów z serii, „Strefa zagrożenia” odwraca klasyczną dynamikę łowca-ofiara — to Predator musi wykorzystać wszystkie swoje instynkty, żeby przetrwać. Dzięki temu film nabiera nowego rodzaju napięcia, które nie polega jedynie na konfrontacji z człowiekiem, lecz na wewnętrznej walce z własną naturą i zasadami. Sceny walk są dynamiczne i często brutalne, a jednocześnie bardziej przemyślane niż w starszych odsłonach.

Trachtenberg stworzył świat o silnym, surowym charakterze. Planeta, na której toczy się akcja, jest pełna niebezpieczeństw — od dzikich krajobrazów, przez zamglone pustkowia, po ciemne jaskinie i ruiny. To miejsce nie gości bohaterów, lecz próbuje ich złamać, przypominając, że nawet najpotężniejsi wojownicy są tylko gośćmi w świecie natury.

Dimitrius Schuster-Koloamatangi jako Dek wnosi do postaci nietuzinkową energię — jego Predator jest mniej tajemniczy, a bardziej ekspresyjny i pewny siebie, co daje postaci emocjonalne tło rzadko widziane w tej franczyzie. Elle Fanning jako Thia dodaje filmowi właściwej dynamiki; jej android nie jest jedynie towarzyszem walki, lecz elementem kontrastu, który podkreśla humanizm i sztuczność świata jednocześnie. Wizualnie produkcja stoi na wysokim poziomie: sceneria jest bogata, sekwencje akcji klarowne, a efekty specjalne — choć utrzymane w bardziej „bez-krwawym” stylu — nadal robią wrażenie.

Czy warto obejrzeć?

Tak — szczególnie jeśli śledzisz losy uniwersum Predatora i chcesz zobaczyć coś świeżego, ale wciąż wiernego jego rdzeniowi. „Predator: Strefa zagrożenia” to film, który potrafi zaskoczyć nową perspektywą na znany motyw łowcy, rozwinąć postać Yautji, a jednocześnie zapewnić widowiskową akcję i solidne emocje. Nawet jeśli klasyczna, krwawa formuła została tu nieco złagodzona, całość pozostaje intensywnym, emocjonującym doświadczeniem, które dobrze funkcjonuje zarówno jako kontynuacja serii, jak i samodzielna przygoda sci-fi.