„Dziecko Rosemary” (Rosemary’s Baby, 1968) – Nowojorski Gotyk i Triumf Szatana

„Dziecko Rosemary” to absolutny fundament horroru psychologicznego, który mimo upływu lat nie stracił nic ze swojej dusznej, paranoicznej atmosfery. Film opowiada historię młodej kobiety, która wraz z mężem wprowadza się do nowojorskiego apartamentowca. Gdy Rosemary zachodzi w ciążę, jej życie zamienia się w koszmar pełen podejrzeń, osaczenia i przerażającej pewności, że otaczający ją ludzie – w tym jej własny mąż – knują przeciwko niej spisek o niewyobrażalnej skali.

dziecko rosemary

Muszę przyznać, że jest to produkcja absolutnie genialna, elegancka i niesamowicie sugestywna. „Dziecko Rosemary” jest fascynująco ciekawe, ponieważ zamiast na potworach, skupia się na powolnym osaczaniu głównej bohaterki. Polański prowadzi widza przez labirynt niedopowiedzeń, sprawiając, że sami zaczynamy wątpić, czy to, co widzi Rosemary, jest prawdą, czy tylko wytworem jej udręczonego umysłu. To jest ponadczasowe arcydzieło, które pokazuje, że najstraszniejszy jest lęk, którego nie da się racjonalnie wytłumaczyć.

Jeśli zastanawiasz się, czy ten film jest straszny, to odpowiedź brzmi: jest przerażający w sposób niezwykle głęboki i klaustrofobiczny. Napięcie nie wynika tu z nagłych wyskoków z mroku, ale z poczucia totalnej izolacji w tłumie. Groza jest czysto psychologiczna, budowana przez dziwne zachowania sąsiadów, tajemnicze dźwięki dobiegające zza ściany i narastającą bezradność bohaterki. Film jest przerażający, ponieważ dotyka pierwotnego strachu przed utratą kontroli nad własnym ciałem i przed tym, że osoby, którym najbardziej ufamy, mogą nas zdradzić.

Głównym tematem filmu jest samotność kobiety, toksyczne relacje oraz zło ukryte pod maską uprzejmości. Fabuła genialnie wykorzystuje motyw ciąży jako stanu, w którym kobieta staje się przedmiotem manipulacji innych. Potworem nie jest tu jedna konkretna bestia, ale cała społeczność okultystów, którzy pod płaszczykiem troski o Rosemary, przygotowują przyjście na świat antychrysta. To zło jest tym straszniejsze, że nosi kapcie, parzy herbatę i mieszka w eleganckim mieszkaniu obok, co czyni je niezwykle realnym.

Film jest niemal całkowicie pozbawiony tradycyjnego gore czy przemocy fizycznej. Groza jest osiągana przez genialną sugestię i mistrzowski montaż – słynna scena snu/rytuału jest tak zmontowana, że nasze umysły same dopowiadają sobie najmroczniejsze obrazy. Produkcja stawia na wizualny niepokój i mroczną symbolikę, co sprawia, że strach jest znacznie trwalszy niż w przypadku krwawych slasherów. Tutaj to, czego nie widzimy, przeraża najbardziej.

Fabuła jest hipnotyzująca i skonstruowana z chirurgiczną precyzją, nie dając widzowi ani chwili wytchnienia od narastającego niepokoju. Scenariusz, oparty na powieści Iry Levina, jest wyjątkowo inteligentny, ponieważ pozwala nam współodczuwać każde podejrzenie Rosemary. Dialogi są pełne podwójnych znaczeń, a powolne odkrywanie prawdy o mężu i sąsiadach prowadzi do jednego z najbardziej ikonicznych i wstrząsających zakończeń w historii kina, które zostawia widza w stanie absolutnego osłupienia.

Klimat filmu jest duszny, paranoiczny i pełen mrocznej elegancji, co doskonale oddaje scenerię starego nowojorskiego apartamentowca (film kręcono w słynnym budynku Dakota). Film doskonale wykorzystuje motyw miejskiego gotyku, gdzie długie korytarze i wysokie sufity stają się scenerią dla nowoczesnego koszmaru. Nastrój jest wypełniony niepokojącym spokojem, a kołysanka skomponowana przez Krzysztofa Komedę, którą słyszymy na początku i końcu, jest jednocześnie piękna i niesamowicie złowieszcza.

Gra aktorska w tym dziele to absolutny szczyt, a Mia Farrow jako Rosemary dostarcza kreacji, która definiuje postać ofiary osaczonej przez zło. Jej fizyczna mizeria i narastający strach są bolesne do oglądania i niesamowicie autentyczne. Partnerujący jej John Cassavetes jako ambitny, ale bezduszny mąż oraz genialna Ruth Gordon jako wścibska sąsiadka (nagrodzona za tę rolę Oscarem) tworzą niezapomniany, groteskowy i przerażający duet. Scenografia wnętrz jest pełna detali, które budują poczucie luksusu będącego jednocześnie więzieniem.

Zdecydowanie warto obejrzeć ten film, to absolutny, niestarzejący się fundament kina grozy!

Polecam go każdemu, kto:

– Szuka w horrorze psychologicznej głębi i mistrzowskiego budowania napięcia bez litrów krwi.

– Ceni sobie klimat paranoi i tajemnicy, gdzie każdy szczegół ma znaczenie, a zło czai się w świetle dnia.

– Chce zobaczyć, jak wielkie kino potrafi straszyć emocjami i sugestią, tworząc historię, która zostaje w głowie na zawsze.

„Dziecko Rosemary” to film wybitny – to mroczny klejnot, który każdy fan gatunku musi znać na pamięć!