Tag Archives: horror dla młodzieży

Dzikość serca i pazurów – horror Wilding 2018

Mroczne tajemnice ukryte w głębi lasu od dawna stanowią ulubiony fundament twórców kina grozy. Friedrich Böhm bierze na warsztat klasyczny motyw dorastania i meandry ludzkiej natury, nadając im wyraźnie baśniowy, choć bezwzględny odcień. Obraz wywołuje spore zaciekawienie i okazuje się zaskakująco udanym mariażem dramatu obyczajowego z mrocznym dark fantasy i horrorem. Reżyser z wyczuciem balansuje między kameralną opowieścią o poszukiwaniu własnej tożsamości a kinem gatunkowym. Otrzymujemy sprawnie zrealizowany, niszowy horror. Czuć tu dużą dojrzałość realizatorską, nawet jeśli fabuła w pewnych momentach ucieka w utarte schematy.

Historia skupia się na Annie (zjawiskowa Bel Powley), która całe dzieciństwo spędziła zamknięta na strychu pod „opieką” tajemniczego mężczyzny, nazywanego po prostu Tatą (w tej roli genialnie niepokojący Brad Dourif). Mężczyzna karmi ją straszliwymi opowieściami o „Dzikusie” – krwiożerczej bestii pożerającej dzieci, która grasuje w okolicznych lasach. Gdy Anna zostaje oswobodzona przez lokalną policjantkę (Liv Tyler) i trafia do cywilizowanego świata, okazuje się, że prawdziwe zagrożenie i mroczny sekret kryją się w jej własnym ciele. Koncept scenariusza intryguje przemyślaną metaforą okresu dojrzewania, łącząc biologię z pierwotną naturą. Historia rozwija się sprawnie, choć druga połowa filmu zbyt mocno przyspiesza, gubiąc gdzieś głębię psychologiczną bohaterów.

Twórcy rezygnują z tanich chwytów na rzecz powolnego sączenia niepokoju. Głównym źródłem zagrożenia staje się nieznane oraz pierwotny instynkt, który stopniowo przejmuje kontrolę nad bohaterką. Pojawiające się elementy body horroru wypadają wiarygodnie, obrazując fizyczną transformację w sposób dosadny, lecz pozbawiony przesadnego epatowania obrzydliwością. Sceny przemocy są surowe, estetycznie stonowane i idealnie współgrają z szarym krajobrazem prowincji.

Atmosfera całości jest wyjątkowo gęsta, chłodna i oniryczna. Twórcy mistrzowsko budują poczucie zagubienia, zmuszając nas do patrzenia na świat oczami przerażonej, a zarazem zafascynowanej otoczeniem nastolatki. Leśne głusze, mglisty klimat małego miasteczka oraz duszne wnętrza potęgują wrażenie izolacji. Każdy szelest liści i cień między drzewami zdają się kryć dawną, zapomnianą tajemnicę.

Bel Powley w roli Anny wypada genialnie, łącząc młodzieńczą naiwność z dziką, wręcz zwierzęcą ekspresją. Towarzyszący jej Liv Tyler oraz Brad Dourif dodają całości znacznego ciężaru gatunkowego. Dourif w roli tajemniczego “Ojca” niepokoi od pierwszej minuty ekranowego czasu. Zdjęcia zachwycają naturalnym światłem, a leśne plenery wyglądają jednocześnie malowniczo i nieprzyjaźnie.

Dla kogo?

Oglądaj, jeśli: Cenisz autorskie podejście do motywu wilkołactwa i szukasz w horrorze czegoś więcej niż tylko uciekających nastolatków.

Odpuść, jeśli: Oczekujesz dynamicznego slashera z masą krwawych dekapitacji i dynamiką rodem z Underworld.

Czy warto obejrzeć?
Seans dostarczy mnóstwo satysfakcji miłośnikom niebanalnych opowieści o wilkołakach oraz fanom mrocznych, dojrzałych baśni w stylu “Pozwól mi wejść”. Poszukiwacze bezmyślnej jatki mogą poczuć się lekko znużeni niespiesznym tempem. Dzieło pozostaje jednak solidnym, klimatycznym horrorem z fantastyczną kreacją aktorską, po który zdecydowanie warto sięgnąć.

Wampiry w biurze w komedii horror Bloodsucking Bastards (2015)

Brian James O’Connell wrzuca zardzewiałą korporacyjną drabinę wprost do rozdrabniacza do mięsa, serwując krwawy mariaż komedii biurowej i bezczelnego kina wampirycznego. Koncept jest prosty niczym strzał w potylicę: co, jeśli twój przełożony to dosłowny, a nie tylko metaforyczny krwiopijca? Film bezczelnie żongluje konwencją Office Space i Shaun of the Dead, zatapiając biurowe open space w dusznej, klaustrofobicznej atmosferze neonowego absurdu i hektolitrach gejzerów sztucznej krwi.

wampiry komedia

Evan (Fran Kranz), poczciwy korposzczur, traci szansę na awans na rzecz swojego dawnego wroga, Maxa. Gdy pracownicy zaczynają znikać, a po powrocie stają się nienaturalnie bladymi, wydajnymi i przerażająco uległymi uosobieniami sukcesu, mechanika grozy rusza z kopyta. Przemiana w wampira okazuje się tu idealnym narzędziem do optymalizacji zasobów ludzkich.

Pedro Pascal jako Max magnetyzuje ekran bezwzględnym, drapieżnym urokiem, idealnie kontrastując z wycofanym, nerwowym bohaterem grającym przez Kranza. Świetna chemia między obsadą buduje duszny, czarny humor, a starcie biurowych nieudaczników z zębatą kadrą zarządzającą zamienia się w furiacką jatkę na zszywacze i kołki strugane z materiałów biurowych.

Film na głębszym poziomie manifestuje lęk przed anihilacją jaźni w trybach bezdusznej machiny korporacyjnej. Przemiana w krwiopijcę nie jest tu klątwą – to ostateczna, makabryczna forma asymilacji przez system, w którym ludzka podmiotowość zostaje przehandlowana za stuprocentową efektywność i brak wątpliwości. Sterylne, zimne światło świetlówek, szarość boksów i stłumiona paleta barw zderzają się tu z gwałtowną, purpurową eksplozją posoki. Finał pozostawia widza z gorzką konstatacją: najstraszniejszą rzeczą w nowoczesnym świecie nie są potwory kryjące się w mroku, lecz fakt, że z własnej woli podpisujemy z nimi listę obecności każdego ranka.

Werdykt Korporacyjnego Rzeźnika
Bloodsucking Bastards to bezprecedensowy, audiowizualny strzał z adrenaliny dla każdego, kto choć raz poczuł, że praca wysysa z niego życiowe soki. Obowiązkowy seans na piątkowy wieczór dla fanów makabrycznego humoru, bezkompromisowej jatki i idealnego wykorzystania gatunkowych tropów. Błyskotliwy, mięsisty i bezczelnie rozrywkowy komediowy horror.

Magia, krew i blond pasemka – Pakt milczenia – The Covenant

pakt milczenia

Renny Harlin stworzył dzieło, które idealnie wpisuje się w nurt młodzieżowych horrorów z pogranicza fantasy. Produkcja rzetelnie realizuje założenia kina klasy B, celując w nastoletnią widownię spragnioną mrocznej estetyki i popowych hitów w tle. Reżyser, znany z zamiłowania do dynamicznej akcji, sprawnie żongluje kliszami, choć nie unika przy tym potężnej dawki ekranowego kiczu. Całość ogląda się z niesłabnącym rozbawieniem, głównie dzięki specyficznej, połyskującej stylistyce tamtych lat.




Opowieść skupia się wokół tajemniczego sabatu z Ipswich, zrzeszającego potomków kolonialnych czarownic. Czterej nastoletni przyjaciele z akademii ukrywają przed światem potężne, magiczne dziedzictwo. Sytuacja komplikuje się, gdy w miasteczku pojawia się nowy, podejrzany uczeń. Wokół zaczynają ginąć ludzie. Scenariusz opiera się na klasycznym motywie walki dobra ze złem oraz zgubnego wpływu nieograniczonej władzy. Koncept, choć mało oryginalny, potrafi zaciekawić i oferuje kilka widowiskowych zwrotów akcji.

Trudno szukać tutaj paraliżującego strachu, ponieważ twórcy postawili na widowiskowość kosztem psychologicznego terroru. Zagrożenie ma charakter nadprzyrodzony, manifestując się poprzez mroczną magię, która dosłownie wysysa siły życiowe z młodych czarnoksiężników. Brutalność została mocno ugrzeczniona, dopasowując seans do kategorii wiekowej nastolatków. Krwawe sceny praktycznie nie istnieją, ustępując miejsca efektownym, cyfrowym eksplozjom i demonicznym transformacjom. Napięcie budowane jest dynamicznie, głównie poprzez widowiskowe starcia z użyciem sił natury.

Atmosfera angielskim klimatem, spowitym wieczną mgłą i jesiennym mrokiem. Wizualna strona filmu opiera się na chłodnych, niebieskich tonacjach, które potęgują poczucie tajemnicy oraz izolacji elitarnej szkoły. Paranoja narasta w miarę, jak bohaterowie odkrywają zdradę we własnych szeregach, próbując ustalić tożsamość piątego syna Ipswich. Ten gęsty, komiksowy nastrój idealnie maskuje fabularne niedociągnięcia i stanowi najmocniejszy punkt całej produkcji.

Obsada złożona z wschodzących wówczas gwiazd Hollywood prezentuje się poprawnie, choć aktorzy skupiają się głównie na dumnym prężeniu muskułów. Steven Strait oraz Sebastian Stan nadrabiają braki w warsztacie magnetyczną, ekranową charyzmą i intensywnym spojrzeniem. Zdjęcia i scenografia robią spore wrażenie, zwłaszcza mroczne, surowe plenery prowincjonalnego Massachusetts oraz majestatyczne wnętrza starych posiadłości. Efekty specjalne mocno się zestarzały, jednak posiadają specyficzny, retro urok tamtej epoki.

Czy warto obejrzeć?
Pozycja ta stanowi doskonałą propozycję na luźny, nostalgiczny wieczór dla fanów estetyki lat dwutysięcznych. Wielbiciele bezkompromisowego, brutalnego horroru mogą poczuć się zawiedzeni brakiem prawdziwego strachu i wszechobecną naiwnością. Dzieło ma sporo dziur scenariuszowych, nastawione jest na tani efekt, ale broni się czystą, niezobowiązującą rozrywką. Warto dać mu szansę dla niezapomnianego klimatu i ścieżki dźwiękowej.

Zwiastun filmu Pakt Milczenia