Tag Archives: czarna komedia

„What We Do In The Shadows” – Co robimy w ukryciu” (Serial, 2019–2024)

Serial kontynuuje formułę mockumentu (dokumentu udawanego) znaną z filmu Taiki Waititiego, ale przenosi ją do Nowego Jorku. Śledzimy losy czwórki wampirów: Nandora The Relentless (starożytnego wojownika), Laszlo (brytyjskiego arystokraty-hedonisty), Nadji (charyzmatycznej romskiej wampirzycy) oraz… Colina Robinsona – wampira energetycznego, który zanudza ludzi na śmierć. Towarzyszy im Guillermo, lojalny (do czasu) sługa, który marzy o przemianie.

wampiry komedia

Jako fan horroru będziesz wniebowzięty, widząc, jak twórcy bawią się konwencjami. Mamy tu wszystko: od wampirów stylizowanych na Nosferatu i Draculę Coppoli, po wilkołaki, zombie, czarownice i nekromantów. To fascynująca podróż przez popkulturę grozy, podana w formie, która sprawia, że szczerze pokochasz te potwory, mimo ich całkowitej nieporadności w XXI wieku.

Czy serial jest straszny? W klasycznym sensie – nie. Ale jako entuzjasta docenisz to, że serial używa mechanizmów horroru do budowania komizmu. Mamy tu nagłe ataki, przemiany w nietoperze, a nawet momenty autentycznego niepokoju (zwłaszcza gdy pojawiają się starożytne byty jak „The Baron”). Napięcie budowane jest przez absurdalność sytuacji – np. wampiry próbujące opłacić podatki lub wysłać e-mail. To horror „komfortowy”, który pozwala Ci obcować z ulubioną estetyką bez konieczności spania przy zapalonym świetle.

To, co ten serial robi z mitologią, to czyste złoto. Colin Robinson (wampir energetyczny) to jeden z najlepszych konceptów w historii gatunku – potwór, który karmi się Twoją irytacją i nudą w biurze. Postać Guillermo z kolei wprowadza motyw „Van Helsinga” w bardzo zaskakujący sposób. Każdy odcinek to nowa lekcja o tym, jak stare legendy (np. niemożność wejścia do domu bez zaproszenia) mogą stać się gigantycznym problemem logistycznym w nowoczesnym mieście.

Choć to komedia, fani efektów specjalnych nie będą zawiedzeni. Charakteryzacja i efekty stoją na najwyższym poziomie. Krew sika na ściany przy każdym nieudanym karmieniu, wampiry rozrywają ofiary na kawałki, a transformacje są wykonane z dbałością o detale, której nie powstydziłby się niejeden „poważny” horror. To wizualna uczta, która pokazuje, że twórcy traktują stronę „potworną” bardzo serio.

Każdy z aktorów (Matt Berry, Kayvan Novak, Natasia Demetriou) to komediowy geniusz, ale ich postacie są zbudowane na fundamentach tragizmu i samotności nieśmiertelnych istot. Klimat serialu to miks gotyckiego mroku z brudem współczesnego Nowego Jorku. Scenografia ich rozpadającej się rezydencji jest genialna – pełna starożytnych artefaktów, trumien i… starych gazet. Muzyka i czołówka („You’re Dead” Normy Tanegi) natychmiast wprowadzają Cię w ten specyficzny, czarny humor.

Werdykt Entuzjasty: Obowiązkowy Relaks dla Fana Grozy
Ten serial to dowód na to, że można śmiać się z horroru, nie odbierając mu godności. To najlepsza rzecz, jaka spotkała wampiry od czasu Wywiadu z wampirem.

Polecam go każdemu, kto:

– Zna na pamięć wszystkie motywy z horrorów i chce zobaczyć ich genialne wyśmianie.

– Szuka serialu, który ma krótkie odcinki, świetne tempo i ogromną dawkę czarnego humoru.

Irlandzki horror o wampirach Boys From County Hell

„Boys from County Hell” to ciekawe i bardzo irlandzkie podejście do kina wampirycznego. Film łączy horror z czarnym humorem i lokalnym folklorem, tworząc opowieść, która jest jednocześnie krwawa, zabawna i zaskakująco refleksyjna. To produkcja niewielka, ale pełna charakteru.

wampiry horror

Akcja rozgrywa się w małej irlandzkiej wiosce, gdzie grupa robotników drogowych przypadkowo odkrywa starożytny grób. Wraz z nim na powierzchnię wydostaje się coś, co miało pozostać pogrzebane na zawsze. Szybko okazuje się, że lokalne legendy nie były tylko strasznymi opowieściami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie.
Film opowiada o konflikcie między tradycją a nowoczesnością, o dziedziczonym strachu i o tym, jak społeczności radzą sobie z własnymi demonami — zarówno tymi dosłownymi, jak i symbolicznymi.

Choć „Boys from County Hell” potrafi rozbawić, nie zapomina, że jest horrorem. Wampir przedstawiony jest tu jako istota brutalna, pierwotna i bezlitosna, daleka od romantycznych wyobrażeń. Sceny ataków są krwawe i intensywne, a napięcie budowane jest przez świadomość, że bohaterowie mierzą się z czymś znacznie starszym i potężniejszym niż potrafią sobie wyobrazić.

Film ma wyraźny folk-horrorowy klimat. Mgła, wiejskie pejzaże i poczucie izolacji tworzą atmosferę starej legendy ożywionej we współczesnych realiach. Humor nie rozbija napięcia, lecz je podkreśla, nadając historii charakter opowieści snutej przy ognisku — zabawnej, ale podszytej grozą.

Obsada wypada bardzo naturalnie, a relacje między bohaterami są wiarygodne i pełne lokalnego kolorytu. Szczególnie dobrze wypadają dialogi, które balansują między ironią a autentycznym strachem. Realizacja jest skromna, lecz pomysłowa, a charakteryzacja wampira zapada w pamięć.

Czy warto obejrzeć Boys From County Hell?

Zdecydowanie tak — zwłaszcza jeśli szukasz czegoś innego niż typowy horror wampiryczny. „Boys from County Hell” to inteligentna, krwawa i bardzo klimatyczna zabawa konwencją, która jednocześnie oddaje hołd folklorowi i współczesnemu kinu grozy. Idealny wybór dla widzów ceniących horror z charakterem i odrobiną czarnego humoru.

Uciekaj (Get Out 2017)

„Uciekaj!” to jeden z najbardziej oryginalnych horrorów ostatnich lat, który udowodnił, że gatunek grozy może być jednocześnie inteligentny, niepokojący i bardzo aktualny. Jordan Peele stworzył film, który z pozoru zaczyna się jak niewinna historia obyczajowa, by stopniowo przerodzić się w duszny koszmar. To produkcja świetnie zrealizowana, wciągająca i zostająca w głowie na długo po seansie. Film umiejętnie balansuje na granicy thrilleru, horroru i satyry, oferując widzowi satysfakcję z odkrywania kolejnych warstw mrocznej intrygi. Najmocniejszą stroną historii jest to, jak bardzo jest ona osadzona w rzeczywistości, co czyni finałowy zwrot akcji jeszcze bardziej wstrząsającym.

uciekaj

Chris, młody fotograf, jedzie wraz ze swoją dziewczyną Rose na weekend do jej rodzinnego domu. Początkowo wszystko wydaje się dziwne, ale jeszcze mieszczące się w granicach niezręczności. Z czasem jednak drobne niepokojące sygnały zaczynają się mnożyć, a Chris odkrywa, że za uprzejmymi uśmiechami i pozorną tolerancją kryje się przerażający sekret.
Scenariusz w błyskotliwy sposób łączy horror z satyrą społeczną, pokazując, że prawdziwe zło często nie potrzebuje potworów ani demonów — wystarczy zwykła, systemowa przemoc ukryta pod maską normalności.

„Uciekaj!” nie epatuje krwią, lecz buduje strach poprzez atmosferę, narastającą paranoję i poczucie uwięzienia. Każda kolejna scena dokłada cegiełkę do dusznego napięcia, a momenty grozy są precyzyjnie dawkowane. Film potrafi być przerażający właśnie dlatego, że długo nie mówi wprost, gdzie leży zagrożenie.
Groza nie wynika tu z potworów wyskakujących z mroku, ale z atmosfery „czegoś nieuchwytnego, co jest bardzo nie tak”. Napięcie budowane jest przez drobne gesty, dziwne spojrzenia i przesadnie miłe rozmowy, które sprawiają, że czujemy się tak samo osaczeni jak główny bohater. Film przeraża, bo pokazuje, że największym zagrożeniem może być ktoś, kto uśmiecha się prosto w Twoją twarz.
W kwestii elementów grozy trzeba podkreślić niesamowitą dbałość o detale i symbolikę. Groza jest osiągana przez metafory – od wypchanego jelenia, przez dzwonienie łyżeczką o filiżankę, aż po bawełnę wyciąganą z fotela. Produkcja stawia na intelektualny lęk, który zmusza widza do myślenia. Każdy element, który początkowo wydaje się niewinny, w finale nabiera makabrycznego znaczenia, co sprawia, że film zostaje w głowie na bardzo długo.

Klimat filmu jest klaustrofobiczny i niepokojący. Sielankowa sceneria podmiejskiej rezydencji kontrastuje z narastającym poczuciem zagrożenia. Humor, który pojawia się sporadycznie, nie rozładowuje napięcia — wręcz przeciwnie, sprawia, że całość staje się jeszcze bardziej niekomfortowa.

Daniel Kaluuya w roli Chrisa daje jedną z najmocniejszych kreacji w nowoczesnym horrorze. Jego subtelna gra, oparta na mimice i emocjach, doskonale oddaje narastający strach i dezorientację. Cała obsada wypada bardzo przekonująco, a reżyseria Jordana Peele’a imponuje precyzją i kontrolą tonu.

Czy warto obejrzeć?

Zdecydowanie tak. „Uciekaj!” to horror, który nie tylko straszy, ale również zmusza do myślenia. To film inteligentny, niepokojący i niezwykle aktualny, który udowadnia, że groza może być czymś więcej niż tylko serią strachów. Jeśli szukasz filmu, który zostawia po sobie dyskomfort i refleksję, ten tytuł jest obowiązkowy.

Polecam go każdemu, kto:

– Szuka w horrorze czegoś więcej niż tylko krwi – chce filmu inteligentnego, z mocnym przesłaniem społecznym.

– Ceni sobie mistrzowskie budowanie napięcia i scenariusze, w których każda scena ma znaczenie.

– Chce zobaczyć, jak współczesne kino potrafi straszyć psychologią, paranoją i realizmem, tworząc nową jakość w gatunku.

„Uciekaj!” to film, który zmienia perspektywę – to mądry i absolutnie przerażający seans!