Wizja końca świata – I stanie się koniec (End of Days, 1999)

„I stanie się koniec” (End of Days, 1999) to film wyjątkowy, bo łączy w sobie brutalne kino akcji lat 90. z religijnym horrorem. Film, w którym Arnold Schwarzenegger musiał odłożyć na bok karabin maszynowy (choć nie na długo), by zmierzyć się z przeciwnikiem, którego nie da się po prostu zastrzelić – samym Szatanem.

i stanie się koniec

Uwielbiam ten film za jego brudny, nowojorski klimat i fakt, że Arnie gra tu postać autentycznie złamaną, co w tamtym czasie było dużą nowością.

„I stanie się koniec” – Arnold kontra Książę Ciemności
Nowy Jork, ostatnie dni 1999 roku. Jericho Cane (Schwarzenegger), były policjant, a obecnie zmęczony życiem ochroniarz, który po stracie rodziny stracił też wiarę, zostaje wplątany w odwieczną walkę dobra ze złem. Szatan (wybitny Gabriel Byrne) przybywa do miasta, by odnaleźć wybraną kobietę, Christine, i przed wybiciem północy w sylwestra spłodzić z nią Antychrysta. Jericho staje się jedyną barierą między ludzkością a wiecznym potępieniem, choć sam ledwo radzi sobie z własnymi demonami.

Gabriel Byrne: Szatan, którego chce się słuchać
Jeśli ten film ma jeden element absolutnie genialny, to jest nim Gabriel Byrne. Jego Szatan jest elegancki, cyniczny, niesamowicie pewny siebie i autentycznie przerażający bez używania wymyślnych masek. Sceny, w których manipuluje ludźmi lub po prostu przechadza się przez płonący Nowy Jork, to czyste złoto. Świetnie skontrastowano jego intelektualny mrok z fizyczną siłą Arnolda.

Estetyka „Millennial Angst”
Film jest skąpany w zieleniach, brązach i mroku. Nowy Jork wygląda tu jak przedsionek piekła – jest brudny, zatłoczony i pełen fanatyków religijnych. Czuć ten specyficzny lęk końca wieku, który dominował w popkulturze tamtego okresu. To produkcja z czasów, gdy efekty specjalne zaczynały łączyć tradycyjną pirotechnikę z raczkującym CGI, co daje filmowi bardzo fizyczny, „mięsisty” charakter.

Arnie w „Dark Mode”
To nie jest typowy, uśmiechnięty Terminator. Jericho Cane to alkoholik z myślami samobójczymi, który śniadanie popija kawą z prądem. Schwarzenegger rzadko miał okazję grać postacie tak emocjonalnie poturbowane. Choć finał to oczywiście wielka rozwałka, to droga do niego jest zaskakująco mroczna i pełna teologicznych dysput (w wersji Arniego, rzecz jasna).

Analiza mroku
Film oferuje niezwykle ciężką i przesiąkniętą fatalizmem atmosferę, która doskonale oddaje paranoję towarzyszącą nadejściu nowego tysiąclecia. Produkcja jest nasączona mroczną, religijną ikonografią, gdzie starożytne przepowiednie mieszają się z brutalną rzeczywistością nowojorskich ulic, tworząc unikalny miks horroru i thrillera akcji. Pod względem efektów wizualnych obraz serwuje spektakularne i krwawe sceny, w których nadprzyrodzona potęga Szatana manifestuje się w sposób gwałtowny i niszczycielski. Całość dopełnia świetnie nakreślony konflikt wewnętrzny głównego bohatera, którego walka o ocalenie świata staje się jednocześnie osobistą drogą do odzyskania wiary i odkupienia dawnych win.

Werdykt Entuzjasty: Szatańsko dobra rozrywka
„I stanie się koniec” to jeden z tych filmów, które z wiekiem zyskują na wartości jako relikt konkretnej epoki w kinie. To solidny, wysokobudżetowy horror, który nie boi się bluźnierstwa i brutalności, a jednocześnie dostarcza wszystkiego, za co kochamy Arnolda. Nawet jeśli finałowe CGI dziś już nieco trąci myszką, to aktorski pojedynek Byrne vs. Schwarzenegger i gęsty klimat nadchodzącej apokalipsy sprawiają, że to wciąż świetny wybór na mroczny wieczór.