Serial kontynuuje formułę mockumentu (dokumentu udawanego) znaną z filmu Taiki Waititiego, ale przenosi ją do Nowego Jorku. Śledzimy losy czwórki wampirów: Nandora The Relentless (starożytnego wojownika), Laszlo (brytyjskiego arystokraty-hedonisty), Nadji (charyzmatycznej romskiej wampirzycy) oraz… Colina Robinsona – wampira energetycznego, który zanudza ludzi na śmierć. Towarzyszy im Guillermo, lojalny (do czasu) sługa, który marzy o przemianie.
Jako fan horroru będziesz wniebowzięty, widząc, jak twórcy bawią się konwencjami. Mamy tu wszystko: od wampirów stylizowanych na Nosferatu i Draculę Coppoli, po wilkołaki, zombie, czarownice i nekromantów. To fascynująca podróż przez popkulturę grozy, podana w formie, która sprawia, że szczerze pokochasz te potwory, mimo ich całkowitej nieporadności w XXI wieku.
Czy serial jest straszny? W klasycznym sensie – nie. Ale jako entuzjasta docenisz to, że serial używa mechanizmów horroru do budowania komizmu. Mamy tu nagłe ataki, przemiany w nietoperze, a nawet momenty autentycznego niepokoju (zwłaszcza gdy pojawiają się starożytne byty jak „The Baron”). Napięcie budowane jest przez absurdalność sytuacji – np. wampiry próbujące opłacić podatki lub wysłać e-mail. To horror „komfortowy”, który pozwala Ci obcować z ulubioną estetyką bez konieczności spania przy zapalonym świetle.
To, co ten serial robi z mitologią, to czyste złoto. Colin Robinson (wampir energetyczny) to jeden z najlepszych konceptów w historii gatunku – potwór, który karmi się Twoją irytacją i nudą w biurze. Postać Guillermo z kolei wprowadza motyw „Van Helsinga” w bardzo zaskakujący sposób. Każdy odcinek to nowa lekcja o tym, jak stare legendy (np. niemożność wejścia do domu bez zaproszenia) mogą stać się gigantycznym problemem logistycznym w nowoczesnym mieście.
Choć to komedia, fani efektów specjalnych nie będą zawiedzeni. Charakteryzacja i efekty stoją na najwyższym poziomie. Krew sika na ściany przy każdym nieudanym karmieniu, wampiry rozrywają ofiary na kawałki, a transformacje są wykonane z dbałością o detale, której nie powstydziłby się niejeden „poważny” horror. To wizualna uczta, która pokazuje, że twórcy traktują stronę „potworną” bardzo serio.
Każdy z aktorów (Matt Berry, Kayvan Novak, Natasia Demetriou) to komediowy geniusz, ale ich postacie są zbudowane na fundamentach tragizmu i samotności nieśmiertelnych istot. Klimat serialu to miks gotyckiego mroku z brudem współczesnego Nowego Jorku. Scenografia ich rozpadającej się rezydencji jest genialna – pełna starożytnych artefaktów, trumien i… starych gazet. Muzyka i czołówka („You’re Dead” Normy Tanegi) natychmiast wprowadzają Cię w ten specyficzny, czarny humor.
Werdykt Entuzjasty: Obowiązkowy Relaks dla Fana Grozy
Ten serial to dowód na to, że można śmiać się z horroru, nie odbierając mu godności. To najlepsza rzecz, jaka spotkała wampiry od czasu Wywiadu z wampirem.
Polecam go każdemu, kto:
– Zna na pamięć wszystkie motywy z horrorów i chce zobaczyć ich genialne wyśmianie.
– Szuka serialu, który ma krótkie odcinki, świetne tempo i ogromną dawkę czarnego humoru.
