Tag Archives: Wilkołaki

Horror o wilkołakach – Żądza Krwi (Bloodthirsty 2020)

Nie da się ukryć, że jako wierny fan wilkołaków, zawsze szukam czegoś, co odświeży ten nieco zakurzony gatunek. I wtedy natrafiłem na film „Żądza Krwi” (Bloodthirsty, 2020). Ten film to nie jest kolejna opowieść o facecie, któremu rosną włosy na dłoniach podczas pełni. To intymny, niemal klaustrofobiczny body horror o cenie ambicji. Poczułem go całą skórą, bo zamiast na akcję, stawia na powolne, bolesne przeobrażenie duszy i ciała.

wilkolaki

Grey to młoda piosenkarka indie, która odnosi sukcesy, ale walczy z przerażającymi wizjami. Kiedy dostaje zaproszenie do odludnego studia legendarnego (i owianego złą sławą) producenta Vaughna Sillsa, decyduje się tam pojechać ze swoją dziewczyną. Vaughn ma pomóc jej nagrać album życia, ale jego metody są… specyficzne. Grey zaczyna pragnąć surowego mięsa, a jej muzyka staje się coraz bardziej drapieżna.

To, co w tym filmie uwielbiam, to połączenie procesu twórczego z metamorfozą. Grey pisze piosenki, które są coraz lepsze, im bardziej staje się „zwierzęciem”. Jako entuzjasta horroru widzę tu genialną metaforę: sztuka to karmienie się własnym bólem i krwią. Ścieżka dźwiękowa jest tu fenomenalna – te piosenki naprawdę brzmią jak coś, co mogłoby powstać w środku lasu, w głowie kogoś, kto powoli traci człowieczeństwo.

Klimat izolacji jest tu niemal fizyczny. Studio w lesie, otoczone śniegiem, staje się dla Grey klatką, ale też jedynym miejscem, gdzie może być sobą. Vaughn Sills (w tej roli świetny Greg Bryk) jest jak wąż kusiciel. Obserwowanie ich relacji – tego przeciągania liny między mentorem a ofiarą – sprawiało, że czułem ogromny niepokój. Nie wiedziałem, czy on chce jej pomóc, czy po prostu chce ją „zjeść”.

Niesamowite wrażenie robią zmiany zachodzące w Grey – jej skóra, oczy, sposób, w jaki patrzy na swoją dziewczynę – są subtelne, a przez to o wiele bardziej przerażające. Kiedy w końcu dochodzi do kulminacji, jest ona surowa, krwawa i bardzo pierwotna. To nie jest „fajny” wilkołak z filmów akcji. To bolesna anomalia natury.

„Żądza Krwi” przypomniała mi, dlaczego tak bardzo lubię kanadyjskie horrory (w stylu klasycznego Ginger Snaps). One zawsze mają w sobie jakąś taką melancholię i brud.

Grey: Jej przemiana nie jest tylko fizyczna. To film o akceptacji własnej, mrocznej natury. Czułem jej strach, ale też tę dziwną, perwersyjną ekscytację, gdy w końcu przestaje brać leki hamujące jej instynkty.

Finał: Bez spoilerów – końcówka domyka wątek rodzinnych tajemnic w sposób, który może wydawać się znajomy, ale w tym mroźnym klimacie siada idealnie.

Mój Werdykt: Perełka dla koneserów “Slow-burn”
Jeżeli szukasz:

– Horroru, który jest artystyczny i nastrojowy.

– Nowego spojrzenia na mit wilkołaka (bez kiczu).

– Opowieści o tym, że wielka kariera wymaga poświęcenia dosłownie wszystkiego.

…to „Żądza Krwi” jest filmem dla Ciebie. To idealny seans na zimny wieczór, najlepiej z herbatą (albo czymś mocniejszym, jeśli poczujesz głód).

Być Człowiekiem – Being Human, 2011–2014

Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że Amerykanie biorą się za remake brytyjskiego Being Human, prychnąłem z politowaniem pod nosem. Jako entuzjasta horroru, który wychował się na surowym, wyspiarskim mroku, spodziewałem się ugrzecznionej, „wybielonej” wersji dla nastolatków.
Wersja z lat 2011–2014, osadzona w bostońskich murach, to dla mnie fascynujący przypadek, gdzie uczeń nie tylko odrobił lekcję, ale w pewnych momentach stał się bardziej drapieżny niż mistrz. Usiądź wygodnie, opowiem Ci, jak ja to widzę – prosto z perspektywy kogoś, kto zęby (i kołki) zjadł na tym gatunku.

być człowiekiem

Zacznę od tego, że ta wersja kupiła mnie swoją skalą i mitologią. Podczas gdy Brytyjczycy trzymali się brudnego realizmu, ja tutaj dostałem epicki, nadprzyrodzony thriller. Śledziłem losy Aidana (wampira z czasów wojny o niepodległość), Josha (neurotycznego wilkołaka) i Sally (ducha uwięzionego w domu), czując, że stawka z każdym sezonem rośnie.
Dla mnie Aidan Waite (Sam Witwer) to jeden z najlepiej napisanych wampirów w historii telewizji. Widziałem w nim autentyczne, fizyczne cierpienie. Kiedy walczył z głodem, nie widziałem modela z plakatu, ale nałogowca w ostatnim stadium. Jego relacja z „ojcem” wampirów, Bishopem, to dla mnie majstersztyk – to mroczny, toksyczny taniec, który przypominał mi najlepsze momenty z Anne Rice, ale bez tej całej barokowej przesady.
Jako fan efektów specjalnych, muszę oddać pokłon twórcom: przemiany Josha są brutalne i bolesne. Musiałem mrużyć oczy, patrząc, jak jego ciało się łamie. Ale to, co mnie najbardziej uderzyło, to jego psychika. Josh nie jest „fajnym” wilkołakiem. On nienawidzi każdego kłaka, który z niego wyrasta. Ta paranoja, to poczucie, że jest bombą zegarową w środku miasta, udzielało mi się przy każdym odcinku.
Przyznam, że na początku Sally mnie drażniła, ale jej wątek stał się jednym z najmroczniejszych. Widziałem, jak z zagubionej dziewczyny zmienia się w istotę, która może pochłonąć cały dom. Motyw „ducha żarłocznego” i eksperymenty z magią śmierci to coś, czego w wersji brytyjskiej brakowało mi w takiej formie. To był czysty, esencjonalny horror paranormalny.

Dlaczego ta wersja została ze mną na dłużej?
Wiesz, co mnie najbardziej zaskoczyło? Bezwzględność. Myślałem, że amerykańska telewizja będzie się bać uśmiercać kluczowe postacie lub pakować ich w sytuacje bez wyjścia. Myliłem się.

Poczucie wspólnoty: Czułem ich więź. To była dysfunkcyjna, potworna rodzina, w którą naprawdę uwierzyłem. Ich dom był jedyną bezpieczną przystanią w świecie, który chciał ich rozszarpać.

Wizualny mrok: Choć obraz był czystszy niż w UK, cienie w Bostonie były głębsze. Sceny wampirzych orgii czy podziemnych walk wilkołaków miały w sobie coś z brudnego, miejskiego podziemia, które uwielbiam.

Rozwój własnej drogi: Cieszyłem się jak dziecko, kiedy od drugiego sezonu serial całkowicie odciął pępowinę od oryginału i poszedł w stronę własnych, mrocznych legend.

Mój Werdykt: Entuzjasta daje „okejkę”
Jeśli szukasz serialu, który:

– Bierze potwory na poważnie (bez brokatu i romansidłowej papki).

– Ma świetne efekty i nie boi się krwi.

– Zostawi Cię z emocjonalnym kacem po każdym finale sezonu.

…to amerykańskie Being Human jest dla mnie absolutnym zwycięzcą. To był rollercoaster, po którym czułem się, jakbym sam spędził noc w tym nawiedzonym domu w Bostonie.

Wilk ze Snow Hollow

Wilk ze Snow Hollow – kryminał, komedia i horror w jednym

Wilkołaki - Wilk ze Snow Hollow

Ciekawa kombinacja różnych gatunków filmowych z horrorem

Wilk ze Snow Hollow to produkcja, która łączy w sobie elementy horroru, thrillera i czarnej komedii. Reżyser i odtwórca głównej roli, Jim Cummings, stworzył film, który jednocześnie trzyma w napięciu, ale i zaskakuje humorem oraz specyficznym klimatem. To ciekawa, oryginalna propozycja, choć nie każdemu przypadnie do gustu jej hybrydowa forma.

Polowanie na wilkołaka w cieniu małomiasteczkowych dramatów

Akcja rozgrywa się w małym miasteczku Snow Hollow, gdzie dochodzi do serii brutalnych morderstw. Ciała ofiar wskazują na to, że sprawcą jest wilkołak. W centrum wydarzeń stoi szeryf John Marshall, który boryka się nie tylko z tajemniczymi zbrodniami, ale także z własnymi problemami osobistymi i alkoholizmem. Fabuła balansuje między kryminałem, a horrorem, stawiając pytanie: czy rzeczywiście mamy do czynienia z potworem, czy z człowiekiem ukrywającym się pod legendą demonicznego stwora?

Czy jest się czego bać?

Film ma momenty grozy, szczególnie w scenach ataków i odkrywania zmasakrowanych ciał, ale nie jest to klasyczny horror nastawiony wyłącznie na wywołanie strachu u widza. Napięcie wynika raczej z atmosfery małego miasteczka, tajemnicy i stopniowego odkrywania prawdy, a także z nieprzewidywalności samego szeryfa.

Wilkołak czy człowiek?

Ważnym elementem grozy jest tytułowy „wilkołak”. Film bawi się oczekiwaniami widza: przez długi czas nie wiadomo, czy mamy do czynienia z nadnaturalnym potworem, czy brutalnym mordercą. Sceny morderstw są krwawe, choć nie przesadnie epatują brutalnością – raczej budują atmosferę niepokoju.

Klimat i nastrój – mroźna izolacja i czarny humor

Śnieżne miasteczko staje się idealnym tłem dla historii. Zimowy krajobraz potęguje uczucie izolacji i bezradności wobec krwawych zdarzeń. Jednocześnie film przełamuje grozę czarnym humorem, co nadaje mu unikalny charakter i dystans.

Gra aktorska i scenografia

Jim Cummings jako szeryf Marshall nadaje filmowi energii – jego kreacja jest chaotyczna, pełna gniewu i słabości, co czyni postać wiarygodną i ludzką. W obsadzie wyróżnia się także Robert Forster w swojej ostatniej roli, jako doświadczony i schorowany ojciec głównego bohatera. Scenografia małego miasteczka i zimowe plenery nadają filmowi charakteru i autentyczności.

Czy warto obejrzeć ten horror?

Tak, szczególnie jeśli szukasz horroru innego niż wszystkie. Wilk ze Snow Hollow nie jest typowym filmem o wilkołaku – to bardziej opowieść o ludzkich słabościach, małomiasteczkowych tajemnicach i zbrodni, z nutą ironii. Jeśli lubisz mieszankę gatunków i nie boisz się odrobiny absurdu, ten film może cię pozytywnie zaskoczyć.