„1408” w reżyserii Mikaela Håfströma to historia Mike’a Enslina (John Cusack), cynicznego pisarza, który zajmuje się demaskowaniem nawiedzonych miejsc. Mike nie wierzy w duchy, a jego życie to chłodna analiza faktów po osobistej tragedii. Wszystko zmienia się, gdy trafia do hotelu Dolphin w Nowym Jorku i ignorując ostrzeżenia dyrektora (Samuel L. Jackson), melduje się w pokoju 1408. Pokoju, w którym nikt nie przeżył dłużej niż godzinę.
Horror 1408 jest to produkcja niezwykle inteligentna, kreatywna i klaustrofobiczna. Obraz jest fascynująco ciekawy, ponieważ niemal cały film opiera się na jednym aktorze zamkniętym w czterech ścianach. To, jak reżyser wykorzystuje przestrzeń pokoju – zmieniając go, kurcząc, zalewając czy zamrażając – to czysty wizualny majstersztyk. To nie jest tylko dobra produkcja, to jedna z najlepszych adaptacji prozy Kinga, jaka kiedykolwiek powstała.
Film buduje napięcie w sposób wręcz mistrzowski. Groza nie wynika tu z „tanich” chwytów, ale z nieprzewidywalności otoczenia. Gdy radio w pokoju zaczyna odliczać 60 minut (kultowe „We’ve Only Just Begun” zespołu The Carpenters), widz wpada w spiralę paranoi razem z bohaterem. Napięcie wynika z faktu, że pokój 1408 nie jest tylko nawiedzony – on jest złośliwy i inteligentny.
Głównym tematem filmu jest żałoba, poczucie winy i walka z własnymi demonami. Fabuła genialnie pokazuje, jak pokój 1408 wykorzystuje najboleśniejsze wspomnienia Mike’a (śmierć córki), by go złamać. Potworem jest tu sama rzeczywistość pokoju, która nagina prawa fizyki, by doprowadzić mieszkańca do samobójstwa. To horror, który pokazuje, że najstraszniejsze miejsca to te, które nosimy wewnątrz siebie.
„1408” stawia na surrealizm i dezorientację. Groza jest osiągana przez zmieniającą się scenografię – pokój raz staje się statkiem na oceanie, raz lodową pustynią, a innym razem płonącą pułapką. Produkcja rezygnuje z klasycznych potworów na rzecz obrazów, które atakują psychikę: lustra, które nie odbijają prawdy, czy okna, za którymi nie ma świata. To festiwal kreatywności, który sprawia, że czujemy się tak samo zagubieni jak Enslin.
Gra aktorska Johna Cusacka to fundament tego filmu. To aktorski tour de force – obserwowanie jego przejścia od pewnego siebie sceptyka do przerażonego, walczącego o życie człowieka jest niesamowicie wiarygodne. Samuel L. Jackson w roli menadżera hotelu, mimo krótkiego czasu na ekranie, buduje niesamowitą aurę tajemnicy i powagi. Scenografia pokoju 1408, początkowo luksusowa i nudna, staje się pod koniec filmu obrazem totalnego rozpadu i szaleństwa.
Zdecydowanie warto obejrzeć ten film, zwłaszcza jeśli cenisz horrory, które bawią się Twoją głową!
Polecam go każdemu, kto:
– Lubi horrory psychologiczne, w których głównym przeciwnikiem jest otoczenie i własne wspomnienia.
– Ceni adaptacje Stephena Kinga, które oddają klimat jego opowiadań (mrok, izolacja, osobista tragedia).
– Szuka filmu, który jest dynamiczny, zaskakujący i nie potrzebuje litrów krwi, by wywołać dreszcze.
Ciekawostka: Film posiada kilka alternatywnych zakończeń (wersja kinowa różni się znacząco od wersji reżyserskiej). Jeśli masz okazję, warto sprawdzić oba, bo zupełnie zmieniają wydźwięk całej historii!


