Category Archives: Seriale – Horrory

Zwariowana antologia horroru – Creepshow

Moje serce fana grozy zabiło szybciej, gdy po raz kolejny zanurzyłem się w tym kultowym koszmarze. Dziś biorę na warsztat bezkompromisową antologię horror Creepshow z 1982 roku w reżyserii mistrza George’a A. Romero, ze scenariuszem samego Stephena Kinga. Świetna podszyta nostalgicznym jadem fuzja body horroru, slashera i czarnej komedii.

creepshow

Quick Look
Krwawe trofeum: Za bezczelnie kreatywne wykorzystanie skrzyneczki z narzędziami i stworzenie sekwencji z robactwem, po której poczujesz swędzenie na całym ciele.

Zgrzyt: Przerysowana do granic możliwości gra aktorska i komiksowe przerywniki – choć dla mnie to czysty czar lat 80., niektórzy mogą zgrzytać zębami na tę dozą kiczu.

Film nie traci czasu na długie wstępy – dostajemy pięć opowieści powiązanych klamrą komiksową. Z kart wyrzuconego do śmietnika komiksu ożywają najbardziej absurdalne i przerażające koszmary: od zmartwychwstałych zmarłych żądających swojego tortu urodzinowego, przez kosmiczny porost zamieniający pechowego farmera w roślinę, aż po odwieczną bestię uwięzioną w starej skrzyni pod schodami. Scenariusz Kinga to majstersztyk krótkiej formy – każda nowela ma wyrazistego bohatera, jasny motyw przewodni i absolutnie satysfakcjonującą (oraz krwawą) puentę.

Bezlitosny, obłędnie stylizowany i cudownie makabryczny hołd dla groszowych komiksów grozy, który dawkuje strach z uśmiechem na zakrwawionej twarzy.

Niezwykły, wręcz teatralny klimat budują wyraziste barwy. Niebieskie i czerwone światła zalewające plan w momentach najwyższego przerażenia sprawiają, że czujesz się, jakbyś naprawdę przewracał kadry komiksu. Gra aktorska (z genialnym, wręcz przerysowanym występem samego Stephena Kinga oraz kapitalnym Halem Holbrookiem) idealnie trafia w punkt między powagą a groteską. Do tego niepokojąca, syntetyczna ścieżka dźwiękowa Johna Harrisona, która po prostu wgryza się w czaszkę.

Statystyki Koszmaru
Body count: 7/10

Poziom adrenaliny: Wysoki

Ilość zużytego sztucznego osocza: Galony (plus hektolitry mazi i tysiące żywych karaluchów!)

Dla kogo jest ta produkcja?
Oglądaj, jeśli: Tęsknisz za efektami specjalnymi lat 80., kochasz twórczość Stephena Kinga i uwielbiasz czarny humor zmieszany z bezkompromisową makabrą.

Odpuść, jeśli: Szukasz nowoczesnego, powolnego horroru psychologicznego i brzydzisz się robactwem lub przerysowaną, komiksową stylistyką.

„Penny Dreadful” – Moja prywatna audiencja w piekle

Wchodzimy w mroczne uliczki wiktoriańskiego Londynu, gdzie mgła miesza się z dymem z kominów i zapachem krwi. Muszę Ci wyznać – „Penny Dreadful” (Dom grozy) to dla mnie nie jest zwykły serial. Film jest jak list miłosny do klasycznego horroru, napisany krwią i recytowany poezją lorda Byrona.
penny dreadful

Jeśli myślałeś, że widziałeś już wszystko w temacie Frankensteina, Draculi czy wilkołaków, to przygotuj się na to, że ten serial całkowicie zresetuje Twoje oczekiwania. Oto jak ja, jako fan wszystkiego co mroczne, przeżyłem tę podróż do „półświata”.
Wyobraź sobie Londyn końca XIX wieku. Sir Malcolm Murray (Timothy Dalton) i tajemnicza, niemal nadludzka Vanessa Ives (Eva Green) zbierają grupę „wyrzutków”, by odnaleźć zaginioną córkę Malcolma. Dołączają do nich: amerykański rewolwerowiec z mrocznym sekretem (Josh Hartnett) oraz genialny, ale owładnięty obsesją Victor Frankenstein.
Dla mnie Vanessa Ives to najlepiej napisana i zagrana postać kobieca w historii horroru. Eva Green, wykracza poza aktorstwo. Scena seansu spirytystycznego z pierwszego sezonu? Miałem ciarki na plecach i autentycznie bałem się patrzeć w ekran. Widziałem w niej postać rozdartą między świętością, a czystym, demonicznym opętaniem. Nie jest to „dama w opałach” – to kobieta, która patrzy szatanowi w oczy i mówi: „To wszystko, na co cię stać?”.



Zawsze lubiłem historię Victora, ale tutaj… tutaj serce mi pękało. Serial pokazuje Potwora nie jako bezmyślną bestię, ale jako najbardziej ludzką, poetycką i cierpiącą istotę w całym Londynie. Ich relacja – pełna nienawiści, wyrzutów sumienia i filozoficznych debat o sensie istnienia – to dla mnie emocjonalny rdzeń tego serialu.

Serial naprawdę świetnie wygląda. Nie jest to sterylne studio. Czuć ten brud, tę wilgoć piwnic i przepych salonów Doriana Graya. Klimat jest tak gęsty, że można go kroić nożem. Twórcy genialnie połączyli klasyczną literaturę grozy w jedną, spójną opowieść. Tutaj egzorcyzmy, wampiry, wilkołaki i czarownice (wątek z Helen McCrory to majstersztyk!) współistnieją w sposób, który wydaje się całkowicie naturalny.

Warto zauważyć, że ten serial nie traktuje widza jak idioty.
Dialogi są przepiękne, wręcz literackie. To horror intelektualny. Kiedy dochodzi do przemocy, jest ona nagła, brutalna i bardzo krwawa. Serial nie bierze jeńców. „Penny Dreadful” uczy, że w potwornościach też można znaleźć piękno. Prezentuje estetykę, która mnie całkowicie pochłonęła.

Mój Werdykt: Pozycja Obowiązkowa
Jeżeli cenisz, głębię psychologiczną postaci, które są „potworami” nie tylko z nazwy, mroczną, gotycką estetykę doprowadzoną do perfekcji i aktorstwo, które sprawia, że zapominasz o oddychaniu.

…to musisz to obejrzeć. Nie jest to serial na raz – to doświadczenie, do którego ja wracam, gdy tylko zatęsknię za prawdziwym, dystyngowanym mrokiem.

Mroczny serial Requiem

Requiem, miniserial Netfliksa i BBC z 2018 roku, wyreżyserowany przez Mahalię Belo, to dla mnie jedna z najbardziej niedocenianych perełek horroru psychologicznego ostatnich lat. To produkcja elegancka, niespieszna i cholernie niepokojąca.

requiem horror

Kupił mnie ten pomysł na fabułę: poznajemy Matildę, utalentowaną wiolonczelistkę, której życie rozpada się w pył po samobójstwie matki. W rzeczach zmarłej Matilda znajduje dowody łączące jej rodzinę z zaginięciem małej dziewczynki w walijskim miasteczku Penllynith w 1994 roku. Śledziłem jej podróż do tej odizolowanej społeczności z zapartym tchem. To nie jest zwykłe śledztwo; to powolne osuwanie się w świat, gdzie granica między racjonalnym wyjaśnieniem, a nadprzyrodzonym horrorem zaciera się z każdym odcinkiem. Scenariusz jest genialnie skonstruowany – bawiłem się świetnie, próbując rozwikłać zagadkę, która z dramatu rodzinnego zmienia się w mroczny, okultystyczny labirynt.



Czy „Requiem” jest straszne? Moje serce zabiło szybciej nie z powodu potworów wyskakujących z szafy, ale dzięki niesamowitemu wykorzystaniu motywu luster. Elementy grozy są tu subtelne, ale uderzają w najczulsze struny – to horror o tożsamości i o tym, co czai się w ciemnych kątach naszej podświadomości. Nie znajdziecie tu litrów krwi, ale sceny z „szeptami” w murach starej posiadłości czy widok postaci stojących nieruchomo na horyzoncie budzą autentyczny, pierwotny lęk. To groza klimatyczna, która wgryza się w umysł i sprawia, że po seansie dwa razy sprawdzisz, czy Twoje odbicie w szybie na pewno porusza się tak samo jak Ty.

Nastrój serialu jest melancholijny i przesiąknięty walijskim folklorem. Kupiły mnie te zdjęcia – mgliste góry, surowe krajobrazy i ogromna, posiadająca własną duszę posiadłość Dean House. To wizualny majstersztyk, gdzie każde ujęcie wydaje się być przemyślaną kompozycją. Gra aktorska Lydii Wilson jako Matildy jest hipnotyzująca; jej kruchość pomieszana z obsesją sprawia, że nie sposób oderwać od niej wzroku. Ścieżka dźwiękowa, oparta na niepokojących tonach wiolonczeli, to absolutny strzał w dziesiątkę – muzyka nie tylko towarzyszy obrazowi, ona nim manipuluje, budując napięcie tam, gdzie wydawałoby się, że nic się nie dzieje.

Quick Look
Krwawe trofeum: Za genialne wykorzystanie dźwięku i luster – dawno tak bardzo nie bałem się patrzeć w taflę szkła podczas mycia zębów.

Zgrzyt: Tempo w środku sezonu bywa tak powolne, że osoby przyzwyczajone do dynamicznych slasherów mogą poczuć lekkie zniecierpliwienie.

Mój werdykt w jednym zdaniu: To stylowy, oniryczny i przerażająco inteligentny horror, który udowadnia, że najstraszniejsze tajemnice to te, które nosimy w sobie.

Licznik Mroku:

Body count: 3/10 (każdy zgon ma tu jednak ogromną wagę emocjonalną)

Poziom adrenaliny: Średni (to raczej „slow burn”)

Gęstość atmosfery: 10/10

Dla kogo?

Oglądaj, jeśli: Kochasz brytyjskie miniseriale, cenisz folk horror i lubisz historie, w których nic nie jest podane na tacy.

Odpuść, jeśli: Szukasz krwawej jatki, zombie lub potworów z CGI. „Requiem” to horror dla cierpliwych estetów.

Zwiastun serialu Requiem