Film „What We Do in the Shadows” to absolutna perełka wśród horror-komedii. Ta nowozelandzka produkcja bierze klasyczne motywy wampiryczne i rozbraja je humorem, absurdem oraz doskonałą obserwacją codzienności. Film jest lekki, inteligentny i bardzo świeży — nawet dla widzów, którzy znają gatunek na wylot.

Viago, Vladislav i Deacon to wampiry dzielące dom w Wellington. Mają setki lat, ale ich największymi problemami są niepozmywane naczynia, dobór stroju na wieczorne wyjście (bez odbicia w lustrze!) i to, jak dostać się do modnego klubu bez zaproszenia. Towarzyszy im Petyr – 800-letni wampir w stylu Nosferatu, który mieszka w piwnicy. Ich życie zmienia się, gdy do ich grupy dołącza świeżo przemieniony Nick oraz jego „ludzki” przyjaciel Stu.
Film Waititiego i Clementa jest fascynująco ciekawy, bo nie ma tu hollywoodzkiego blichtru. Wszystko wygląda jak autentyczny, niskobudżetowy dokument kręcony przez ekipę w kamizelkach odblaskowych (którzy zresztą mają „ochronę” wampirów). To film, który udowodnił, że horror i komedia mogą współistnieć w idealnej symbiozie, nie niszcząc wzajemnie swojego klimatu.
Historia skupia się na grupie wampirów mieszkających razem w jednym domu. Każdy z nich pochodzi z innej epoki i reprezentuje inny typ krwiopijcy — od arystokraty po brutalnego wojownika. Film przyjmuje formę mockumentu, śledząc ich codzienne życie: sprzątanie po ofiarach, konflikty współlokatorskie i problemy z dostosowaniem się do współczesnego świata.
Pod warstwą żartu kryje się opowieść o przemijaniu, samotności i próbie odnalezienia się w rzeczywistości, która dawno zostawiła bohaterów w tyle.
Groza jest tu wyłącznie dodatkiem do absurdalnej komedii. Pojawiają się wampiry, wilkołaki i krew, ale wszystko podane jest w komediowej, przerysowanej formie. Horror służy jako dekoracja, a nie źródło strachu.
Ten film to festiwal inteligentnego humoru sytuacyjnego, ale dla entuzjasty horroru znajdą się tu momenty „czystej” grozy. Przemiana Nicka, ataki Petyra czy polowanie na dziewicę są nakręcone z szacunkiem do gatunku. Napięcie budowane jest przez absurd – np. scena, w której wampiry gonią ofiarę po domu, ale robią to w sposób tak niezdarny, że aż niepokojący. To horror, który straszy… Twoją własną wyobraźnią o tym, jak nudna może być wieczność.
Film ma bardzo specyficzny humor i lekko melancholijny klimat. Gotyckie wnętrza kontrastują z banalnością codziennych problemów, co tworzy wyjątkowo zabawną i ciepłą atmosferę.
Obsada wypada znakomicie — każda postać jest wyrazista i godna zapamiętania. Forma fałszywego dokumentu sprawdza się idealnie, nadając całości naturalność i komediowy rytm.
Czy warto obejrzeć What We Do in the Shadows (2014)?
Zdecydowanie tak. To jedna z najlepszych horror-komedii XXI wieku — inteligentna, zabawna i pełna uroku. Idealna zarówno dla fanów horroru, jak i widzów szukających czegoś lekkiego, ale pomysłowego.

